środa, 25 czerwca 2014

Więź #4

 Na wstępie chciałabym przeprosić, że opowiadanie miało pojawić się w weekend, a dziś jest środa... Jak wspominałam już w jakimś komentarzu, dopiero co wróciłam z wyjazdu na długi weekend, a byłam tam kompletnie odcięta od Internetu, więc nie miałam jak cokolwiek dodać. Kolejną rzeczą jest to, że to opowiadanie powstało z pomocą mojej przyjaciółki, czyli Clove za co jej już teraz strasznie dziękuję :) 

"A każdego dnia siedemnastu z nas z parapetu okna skoczy, zamykając oczy..."
 ***
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Pamiętaj, że wszystko kiedyś przeminie. Nie będzie mnie, ani Ciebie, ani też wszystkich, którzy coś znaczyli w Twoim dotychczasowym życiu. Dlatego jeśli kochasz, to pozwól odejść. Im szybciej, tym lepiej. Nie twierdzę, że to nie będzie bolało, ale warto spróbować, bo przecież "chcesz wierzyć". Ale, czy te słowa coś dla Ciebie znaczą? Czy może są tylko kolejnym pustym, oklepanym hasłem? I dręczy mnie jeszcze jedno pytanie: do czego tak uparcie dążysz? A jeśli wiara okaże się na tyle silna byś poszedł za nią, to co będzie dalej? Czy to, co budowałeś przez tyle lat przetrwa w niezmienionym stanie? Stworzyłeś wokół siebie mur, fortecę nie do zdobycia. Nie wiem, czy zrobiłeś to umyślnie, czy też nie, ale zrobiłeś to wszystko zamykając się w sobie, nie pozwalając innym dotrzeć do Twojego prawdziwego oblicza. Zamknąłeś się przede mną. Ale... czy odmieniłaby Cię miłość? Ciężko mi znaleźć prawdziwą odpowiedź na to pytanie, ale myślę, że miłość potrafi odmienić każdego. Dlaczego? Wydaje mi się, że ta osoba zakorzeniłaby się w Twoim sercu, zapuszczając długie korzenie i nie pozwalając Ci się uwolnić, odejść. A Ty, patrząc na nią z każdym dniem widziałbyś jak bardzo jesteście ze sobą związani. Dwa ciała, jedna dusza. Potęga takiej miłości przetrwałaby wszystko, a Ty w pełni zrozumiałbyś wtedy moje słowa... I kiedy w końcu to odtczytasz nie będzie już mnie przy Tobie, ale proszę żebyś nie próbował mnie szukać. Podjęłam taką decyzję nie bez powodu i jestem w pełni jej świadoma. Mam nadzieję, że kiedy się spotkamy obydwoje będziemy mieli już ułożone życie i będziemy potrafili z sentymentem wspominać czas, który był nam razem dany. Z całego serca życzę Ci abyś jak najszybciej odnalazł osobę, która była Ci przeznaczona... 
Scully powoli odsunęła od kartki długopis, wierzchem dloni ocierając łzy. Nie wiedziała czemu to robiła. Z jednej strony wydawało jej się to absurdalne, ale wiedziała, że musi w końcu podjąć dobry krok. Przeczytała jeszcze raz, to, co napisała. Niektóre rzeczy miała ochotę zmienić, bo wydawało jej się, że Mulder mógłby pomyśleć, że wyjeżdża dlatego, że zamknął się przed nią. A tak nie było. Robiła to nie tylko dla jego dobra, ale dla dobra ich obojga. Doskonale wiedziała, że jeśli spędziłaby tu kolejne lata nie potrafiłaby znaleźć sobie kogoś, osiąść się na stałe, wieść spokojne życie i z tym mężczyzną się zestarzec. Byłaby zbyt mocno - wręcz irracjonalnie - przywiązana do Muldera i to by ją przez długo przy nim zatrzymywało. Wiedziała, że to co ona czuje nie jest odwzajemnione, a po za tym Mulder nie miałby czasu na żadne relacje, bo całym jego życiem było Archiwum X. Miała nadzieję, że jej nagłe odejście zadziała na niego jak kubeł zimnej wody na śpiącego człowieka. Do jednej ręki chwyciła torbę, a drugą zamknęła drzwi. Ledwo unosząc torbę wydostała się z bloku i z ulgą wrzuciła ją do bagażnika swojego samochodu. Sama usiadła na miejscu kierowcy, a na puste siedzenia obok niej rzuciła kartkę z jej eleganckim pismem. Patrząc w lusterko kilka razy przeczesała włosy palcami i przybrała kamienny wyraz twarzy.
Po kilkunastu minutach podjechała pod blok Muldera. Wzięła głęboki wdech, a następnie wysiadła z samochodu i szybkim krokiem weszła do środka. Kiedy znalazła się pod drzwiami jego mieszkania wsunęła pod drzwi kartkę, a następnie wyszła z bloku ponownie wsiadając do swojego samochodu. Napotkanym po drodze przechodniom nie zdradziła wyrazem twarzy żadnych targających nią emocji. Ruszyła wbijając wzrok w drogę i skupiając się na muzyce, która akurat leciała w radiu...
***
Mulder, wykończony po tylu godzinach nieustannej pracy w Archiwum wszedł do mieszkania. W wykonanie tak prostej - z pozoru - czynności jaką było otworzenia i zamknięcie drzwi musiał włożyć niewyobrażalną ilość energii. Pstryknął palcem włącznik do światła, ściągnął płaszcz, a następnie schylił się żeby rozwiązać buta. Wtedy zobaczył elegancko złożona na pół kartkę. Zdziwiony, podniósł ją spodziewając się jakiejś notki od swojego tajnego informatora. Kiedy jednak zobaczył staranne pismo Scully prawie opadła mu szczęka. Zaniepokojony, szybko przeleciał wzrokiem tekst. Następnie rzucił na ziemię dopiero co przeczytany list i wybiegł z mieszkania zapominając o zmęczeniu...
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 14 czerwca 2014

Więź #3

Pierwsze co usłyszała to dźwięk klaksonów. Spojrzała jak pędzące samochody mknęły dalej, a kierowcy nie fatygowali się by zatrzymać się i sprawdzić, czy nic jej się nie stało. Scully, próbując otrząsnąć się z emocji, podjechała wolno na pobocze i zatrzymała silnik wyjmując ze stacyjki klucze. Usiadła prosto na siedzeniu i dzielnie spojrzała na samochód, za którym zaparkowała. Samochód, który był przyczyną jej zachowania. Samochód Muldera. Wysiadła z samochodu i podeszła do niego. Na siedzeniu leżały kluczyki. Odpychając od siebie myśli o tym, jak to możliwe, że nikt tego samochodu po prostu nie ukradł zaczęła zastanawiać czemu Mulder zostawił tak samochód. Wiedziała, że musiał się bardzo spieszyć. Ale dlaczego? To, co widziała stanowiło tylko jeden, kolejny kawałek tej zagadki. Nie zastanawiając się nad tym zbyt długo zanurzyła się w cieniu lasu.
***
- I oto główna droga! - powiedział dumnie Bob uśmiechając się od ucha do ucha.
- Dzięki. - wymamrotał Mulder pod nosem kierując się w lewo.
- Tamten samochód, ten srebrny, to pana? - zapytał go Bob - To nie najlepszy pomysł zostawiać samochód w takim miejscu - dodał.
- Może, ale to nie pana sprawa i byłbym wdzięczny gdyby pan już mnie zostawił. Stąd już raczej trafię - odparł podnosząc z irytacją głos.
- Jak pan sobie życzy, agencie Mulder - usłyszał Mulder za sobą głos przesiąknięty cynizmem. Nie zwracając na niego uwagi szedł dalej. Po chwili odwrócił się z ulgą stwierdzając, że Boba już tam nie ma. Wlepiając wzrok w drogę szedł dalej. Nie potrafił opisać tej mieszanki emocji, która szalała jak burza w nim. Złość, smutek, rozczarowanie i irytacja? Nie, było to zdecydowanie zbyt lekko powiedziane. Zatopiony we własnych myślach wybudził się dopiero gdy zobaczył przed sobą maskę swojego samochodu. Już miał wsiadać do środka kiedy zobaczył drugi samochód zaparkowany kilka metrów dalej. Samochód Scully. Zostawiając drzwiczki otwarte na oścież podbiegł do jej samochodu modląc się żeby zastał ją w środku. Ale wszystkie siedzenia okazały się wolne. Z bezsilności z całej siły kopnął w spory kamień nie zważając na ból, który temu towarzyszył. Wypowiedział kilka przekleństw pod nosem i ruszył z powrotem do swojego samochodu. Kiedy usiadł za kierownicą i spojrzał na siebie w lusterku szcęka mu prawie opadła. Wygłądał okropnie, miał na twarzy pełno błota i siniaków, a włosy były czymś posklejane. Zaraz podziękował Bogu, że jednak w samochodzie nie zastał Scully. Zapewne przejęłaby się tym bardzo, zawiozła go do szpitala martwiąc się - wbrew jego zapewnieniom - o jego życie i wypytując o to, co się stało. A on co by jej powiedział? Że zaprzepaścił wszystko to, o czym marzyła?  A może zachowałby się jak tchórz i próbowałby usprawiedliwiać się patrząc na jej cierpienie? Westchnął ciężko i odpalił silnik ruszając prosto przed siebie.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 7 czerwca 2014

Więź #2

Mulder poczuł, że ktoś go trąca. Gwałtownie uniósł się do pozycji siedzącej i nabrał szybko powietrza. Zobaczył przed sobą twarz starszego mężczyzny. O dziwo, minę miał rozbawioną. Zmarszczył brwi i rozejrzał się wokoło. Powoli przypomnial sobie wszystkie wydarzenia z poprzedniego dnia.
- Niech zgadnę: za dużo pan wypił? - powiedział z uśmiechem mężczyzna - Ale niech się pan nie przejmuje, każdemu się zdarza, nawet takiemu staruszkowi jak ja - dodał widząc zdezorientowaną minę Muldera. Mulder pokręcił przecząco głową podnosząc się z ziemi i optrzepując się.
-Tak się składa, że nic nie wypiłem. Z resztą jakie to ma znaczenie? - wymamrotał do mężczyzny myślami przy tym, co wydarzyło się wczoraj. Minął mężczyznę i pokierował się na wprost przed siebie nie zastanawiając się nawet nad tym, gdzie idzie. 
-Nie tak szybko! - usłyszał za sobą głos - Z całym szacunkiem, ale twierdzi pan, że nic pan nie wypił, ale idzie pan w zupełnie złym kierunku - Mulder zatrzymał się i westchnął ciężko. Tłoczące się w jego głowie myśli uniemożliwialy mu nawet logiczne myślenie. Odwrócił się i spojrzał na mężczyznę. Na twarzy miał nadal złośliwy uśmieszek. Po chwili namyślenia wyjął z kieszeni odznakę i bez słowa pokazał ją mężczyźnie. Patrzył jak kolory na jego twarzy gwałtownie się zmieniają.
-Prowadziłem tu w nocy śledztwo - skłamał
-No, no muszę przyznać, że zaskoczył mnie pan - wydusił wyraźnie zdziwiony mężczyzna - Mogę wiedzieć w jakiej sprawie? - dopytywał się
-Nie mogę powiedzieć, to tajemnica - wyjaśnił krótko - Zaprowadzi mnie pan do głównej drogi?
- Jasne. Przy okazji - jestem Bob - przedstawił się mężczyzna
-Agent Mulder - dodał Mulder. Jego twarz pozostała nadla kamienna a myślami nadal był przy wydarzeniach z nocy.
Bob, widząc, że Mulder nie jest ani trochę skory do rozmowy przez resztę drogi się do niego nie odzywał.
***
Scully postanowiła zrobić sobie kilka dni wolnego żeby wszystko sobie pokukładać. Kiedy informowała o tym Skinnera on nie krył zdziwienia. Pierwszy raz było tak, aby Archiwum zostawało puste. Zawsze któreś z nich było w pracy. Jednak widząc zmęczenie Scully bez wahania zgodził się na urlop. Siadając na swojej kanapie Scully zastanawiała się nad tym, co ze sobą zrobić. Gdyby wyłączyła racjonalne myślenie zapewne pojechałaby szukać Muldera. Ale wiedziała, że nie może kontrolować go na każdym kroku , że musi dać mu wolność. On miał swoje życie, a ona swoje. Po za tym przecież nie łaczyło ich nic prócz przyjaźni. W końcu postanowiła, że pojedzie do swojej matki i oderwie sie od hałasu Waszyngtonu. Pół godziny później była już spakowana i wsiadała do samochodu. Ruszyła puszczając relaksującą muzykę. Starała się się skupiać swoją uwagę tylko na trasie i na muzyce, ale chwilami myśli wymykały jej się spod kontroli jak piasek wyślizgujący się z palców. W końcu wyjechała z zatłoczonego miasta i pozwoliła sobie przyśpieszyć. Wyjechała zza zakrętu i... serce podskoczyło jej do gardła. Bez zastanowienia, z całej siły nacisnęła hamulec.
CIĄG DALSZY NASTĄPI