sobota, 4 października 2014

Więź - koniec i początek #6

                                                                                  "I nie będzie już cierpienia, bo dawny świat
                                                                        przeminął, chociaż jutro znów wzejdzie Słońce..."


     Życie. Co to właściwie jest? Rodzimy się, a następnie umieramy. Sami. Nikt i nic nie zdoła tego zmienić. Czy umierająca osoba zdaje sobie sprawę z tego, że ta godzina może być ''tą ostatnią"?
Czy czuje się odrzucona, bezwartościowa, samotna i opuszczona? Czy pragnie zaszyć się w jak najdalszym zakątku, gdzie wszędzie panuje cisza i poczucie chwiejnego bezpieczeństwa?
Czy wierzy w Boga?
Którego nie ma.
     Emily Sim. Mała, trzyletnia córeczka Scully, która rzekomo umarła, nawet sam nie wiem, z jakiego powodu. Widziałem jej walkę o ostatni oddech. Widziałem i cierpiałem razem z nią. Czułem przenikliwe, oschłe, pozbawione uczuć spojrzenie w ostatnich chwilach jej domniemanego istnienia. Próbowałem pomóc. Znalazłem nawet lekarstwo, ale wtedy...
Zrozumiałem...
Pojąłem wreszcie, że tej walki nie wygra, że tym razem ONI wygrają. A ''lekarstwo" zatrzyma ją tutaj tylko na ulotną chwilę. I tak by umarła, wcześniej, czy później. Było - i jest - to nadal niestety nieuniknione.
Ale pokochałem to dziecko, była moim promyczkiem, moją nadzieją na lepsze jutro. Nauczyła mnie, że trzeba wierzyć, mimo wszystko. Opieka nad nią i czuwanie w szpitalach wzbudziły we mnie instynkt, o którym nawet nie myślałem - instynkt ojcostwa.
Emanowało od niej tak przyjemne dla serca ciepło. Jej uśmiech niczym utkany z najpiękniejszych mieszanek kwiatów. Jej śliczne, pełne niebieskie oczy. Przywiązałem się, być może ją kochałem. Lecz ona.
     Odeszła.
     Zabili ją.

     A potem, po dwóch, trzech miesiącach znalazłem ją w lesie, ledwo żyjącą, otuloną jedynie cieką kępką trawy. Skąd ona się tu wzięła? Jak wydostała się z grobu? Przecież... widziałem jej ciało, zimne, blade niczym kafelki, w szpitalu, w którym odeszła. Blask w jej niebieskich oczach zniknął. Czuła się nikim - mogłem wyczytać to z jej twarzy. Ale pomimo wszystko: co ona do jasnej cholery tu robi? - Pytania przybywały mi do głowy z prędkością karabinu maszynowego, ale nie było to teraz istotne. Ważne było, że żyła! Była osłabiona i to bardzo, ale miała szanse na przeżycie. Mogłem zabrać ją do szpitala. OCALIĆ. Przynajmniej tak sądziłem...
     Tylko?
     Czy warto znów skazywać niewinne dziecko, które nie miało prawa się narodzić na kolejne próby zwalczania jej niewiadomej choroby? Czy nie dość się już nacierpiała?  Pięćdziesiąt razy na Golgotę i z powrotem? Czy będzie znów tachać ze sobą brzemię choroby?  Czy jest na to gotowa? Czy Scully jest na to gotowa? I, czy ja, sam jestem na to gotów. A może po prostu mam pozwolić jej umrzeć, kolejny raz, tu, w ciemnym lesie, w moich ramionach?
     W pierwszej chwili nie chciałem, by odeszła. Nie chciałem znów przez to przechodzić. Nie miałem na to sił.
     Wtedy zauważyłem, że ona umiera; jej stan się pogarsza. Co prawda nie był najlepszy, od chwili jej znalezienia, ale przynajmniej stabilny. A teraz? Wciąż leżąc podparta pod głową moim kolanem widziałem, jak cierpi. Ból dosłownie rozrywał ją od środka; jak próbuje ukryć te wszystkie uczucia pod maską "wszystko w porządku". Nie wiedziałem, jak jej pomóc. Czułem się bezradny. A najgorsze jest to, iż wiedziałem, że jej koniec już jest blisko.
    
     Za blisko.

"Śmierć 
W sukni  z kruczych piór 
Trzyma stronę ciemności w tej grze
Ich pionki są liczne, zaś wróg
Bezsilny
Gdy jego stworzenia padły martwe
Ona poczęła rzucać zaklęcia w łonie  nocy
I potworna Ziemia zadrżała okropnym życiem
Wstaję przed Tobą, Królowo 
By nakarmić nasze żądzę krwią słabych
By rządzić niebem i światami pełzającymi w dole
W Satanistycznej Tyranii 
Proszę, weź mnie ze sobą" 



Być może jest jej teraz lepiej?


__________________________________________________________________________________

Więc może na sam początek:
Opowiadanie to jest napisane w całości  przeze mnie, Clove, link do jej bloga, również o Archiwum: http://mulderiscully.blogspot.com/
Obwieszczam moim czytelnikom, że po OGROMNEJ przerwie wróciłam z pisaniem do tego opisanego w linku powyżej bloga ;), ale to tylko takie "lokowanie produktu" C:
A jeżeli chodzi o powyższe opowiadanie, to jest to już ostatnia część serii, pt. "Więź". Kiedy następna? Otóż zależy to od samej Paper Hearts :D.
Innych wątków poruszonych w tej serii nie kontynuowałam z tego względu, że uznałam je po prostu za niepotrzebne i odbiegające od całej fabuły.
No to: miłego czytania i zapraszam do komentowania C;
I na koniec taki mały gif, na Dobranoc :}

no animated GIF

sobota, 12 lipca 2014

Więź #5

Przepraszam za moją dość długą nieobecność i zarazem obiecuję większą mobilizację z mojej strony, aczkolwiek nie stałego dnia pojawiania się nowych postów nie ustalam. Miłego czytania :)
***
Scully w końcu zaparkowała na podjeździe jasno oświetlonego domu. Otwierając drzwi od samochodu, poczuła na twarzy mroźny powiew wiatru. Zarzuciła torebkę na ramię i trzasnęła drzwiczkami. Wygramoliła z bagażnika walizkę i zamknęła samochód.
Walczyła z sennością skupiając na tym całą swoją uwagę i niezdarnie potknęła się. Na szczęście w porę złapała równowagę i ponownie prostując się wymamrotała pod nosem kilka przekleństw. Podeszła do drzwi i łokciem nacisnęła dzwonek. Oparła się o ścianę i przymknęła oczy czekając na odpowiedź.
***
Mulder z piskiem opon zaparkował przed blokiem Scully. Wybiegł z samochodu i pobiegł w stronę dzrzwi wejściowych. Z pośpiechu wpadł na jakąś młodą kobietę, która wylądowała na chodniku. Przez chwilę Mulder zawahał się, czy nie zostawić jej, ale zdrowy rozsądek zdołał go przekonać, że musi zachować choć odrobinę kultury i pomóc jej.
-Przepraszam najmocniej - zaczął podając jej dłoń - Nic pani nie jest? - kobieta nie raczyła mu odpowiedzieć i wstała tylko z jego pomocą. Kiedy stała już o własnych siłach spojrzała na Muldera. Oszołomiony spojrzał jej w oczy nie mogąc odepchnąć od siebie myśli, że kiedyś został już obrzucony tym nieprzeniknionym, tajemniczym spojrzeniem. Stał patrząc się na nią jak zahipnotyzowany aż ona przerwała ich kontakt wzrokowy. Dopiero wtedy przypomniał sobie o rzeczywistości.
-To, że na panią wpadłem to było naprawdę niechcący, to był przypadek... - zaczął Mulder starając się zebrać w słowa swoje ułożone w głowie wyjaśnienie.
-Co wydaje się nam ślepym trafem, pochodzi z głębokich źródeł - odparła z lekkim uśmieszkiem - Zdaje mi się, że się pan śpieszy. Zatem nie będę pana zatrzymywać - dodała odwracając się do niego plecami.
-Czy my się znamy? - zawołał za nią Mulder, ale ona nie zareagowała na jego słowa. W normalnej sytuacji zapewne sprawdziłby jej tożsamość bo wydawała mu się nadzwyczaj podejrzana, ale teraz ważniejsza była Scully, więc pobiegł do jej mieszkania. Tajemnicza kobieta skręciła w ślepą, opuszczoną ulicę na której czuć było odór od porzuconych worków śmieci i słychać było stłumiony ruch uliczny. Stanęła na środku drogi i jej twarz powoli zmieniła się w twarz łysiejącego mężczyzny w średnim wieku. Mężczyzna poprawił sobie kołnierzyk od wykwintnego garnituru na karku, a następnie pewnym krokiem ruszył przed siebie.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

środa, 25 czerwca 2014

Więź #4

 Na wstępie chciałabym przeprosić, że opowiadanie miało pojawić się w weekend, a dziś jest środa... Jak wspominałam już w jakimś komentarzu, dopiero co wróciłam z wyjazdu na długi weekend, a byłam tam kompletnie odcięta od Internetu, więc nie miałam jak cokolwiek dodać. Kolejną rzeczą jest to, że to opowiadanie powstało z pomocą mojej przyjaciółki, czyli Clove za co jej już teraz strasznie dziękuję :) 

"A każdego dnia siedemnastu z nas z parapetu okna skoczy, zamykając oczy..."
 ***
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Pamiętaj, że wszystko kiedyś przeminie. Nie będzie mnie, ani Ciebie, ani też wszystkich, którzy coś znaczyli w Twoim dotychczasowym życiu. Dlatego jeśli kochasz, to pozwól odejść. Im szybciej, tym lepiej. Nie twierdzę, że to nie będzie bolało, ale warto spróbować, bo przecież "chcesz wierzyć". Ale, czy te słowa coś dla Ciebie znaczą? Czy może są tylko kolejnym pustym, oklepanym hasłem? I dręczy mnie jeszcze jedno pytanie: do czego tak uparcie dążysz? A jeśli wiara okaże się na tyle silna byś poszedł za nią, to co będzie dalej? Czy to, co budowałeś przez tyle lat przetrwa w niezmienionym stanie? Stworzyłeś wokół siebie mur, fortecę nie do zdobycia. Nie wiem, czy zrobiłeś to umyślnie, czy też nie, ale zrobiłeś to wszystko zamykając się w sobie, nie pozwalając innym dotrzeć do Twojego prawdziwego oblicza. Zamknąłeś się przede mną. Ale... czy odmieniłaby Cię miłość? Ciężko mi znaleźć prawdziwą odpowiedź na to pytanie, ale myślę, że miłość potrafi odmienić każdego. Dlaczego? Wydaje mi się, że ta osoba zakorzeniłaby się w Twoim sercu, zapuszczając długie korzenie i nie pozwalając Ci się uwolnić, odejść. A Ty, patrząc na nią z każdym dniem widziałbyś jak bardzo jesteście ze sobą związani. Dwa ciała, jedna dusza. Potęga takiej miłości przetrwałaby wszystko, a Ty w pełni zrozumiałbyś wtedy moje słowa... I kiedy w końcu to odtczytasz nie będzie już mnie przy Tobie, ale proszę żebyś nie próbował mnie szukać. Podjęłam taką decyzję nie bez powodu i jestem w pełni jej świadoma. Mam nadzieję, że kiedy się spotkamy obydwoje będziemy mieli już ułożone życie i będziemy potrafili z sentymentem wspominać czas, który był nam razem dany. Z całego serca życzę Ci abyś jak najszybciej odnalazł osobę, która była Ci przeznaczona... 
Scully powoli odsunęła od kartki długopis, wierzchem dloni ocierając łzy. Nie wiedziała czemu to robiła. Z jednej strony wydawało jej się to absurdalne, ale wiedziała, że musi w końcu podjąć dobry krok. Przeczytała jeszcze raz, to, co napisała. Niektóre rzeczy miała ochotę zmienić, bo wydawało jej się, że Mulder mógłby pomyśleć, że wyjeżdża dlatego, że zamknął się przed nią. A tak nie było. Robiła to nie tylko dla jego dobra, ale dla dobra ich obojga. Doskonale wiedziała, że jeśli spędziłaby tu kolejne lata nie potrafiłaby znaleźć sobie kogoś, osiąść się na stałe, wieść spokojne życie i z tym mężczyzną się zestarzec. Byłaby zbyt mocno - wręcz irracjonalnie - przywiązana do Muldera i to by ją przez długo przy nim zatrzymywało. Wiedziała, że to co ona czuje nie jest odwzajemnione, a po za tym Mulder nie miałby czasu na żadne relacje, bo całym jego życiem było Archiwum X. Miała nadzieję, że jej nagłe odejście zadziała na niego jak kubeł zimnej wody na śpiącego człowieka. Do jednej ręki chwyciła torbę, a drugą zamknęła drzwi. Ledwo unosząc torbę wydostała się z bloku i z ulgą wrzuciła ją do bagażnika swojego samochodu. Sama usiadła na miejscu kierowcy, a na puste siedzenia obok niej rzuciła kartkę z jej eleganckim pismem. Patrząc w lusterko kilka razy przeczesała włosy palcami i przybrała kamienny wyraz twarzy.
Po kilkunastu minutach podjechała pod blok Muldera. Wzięła głęboki wdech, a następnie wysiadła z samochodu i szybkim krokiem weszła do środka. Kiedy znalazła się pod drzwiami jego mieszkania wsunęła pod drzwi kartkę, a następnie wyszła z bloku ponownie wsiadając do swojego samochodu. Napotkanym po drodze przechodniom nie zdradziła wyrazem twarzy żadnych targających nią emocji. Ruszyła wbijając wzrok w drogę i skupiając się na muzyce, która akurat leciała w radiu...
***
Mulder, wykończony po tylu godzinach nieustannej pracy w Archiwum wszedł do mieszkania. W wykonanie tak prostej - z pozoru - czynności jaką było otworzenia i zamknięcie drzwi musiał włożyć niewyobrażalną ilość energii. Pstryknął palcem włącznik do światła, ściągnął płaszcz, a następnie schylił się żeby rozwiązać buta. Wtedy zobaczył elegancko złożona na pół kartkę. Zdziwiony, podniósł ją spodziewając się jakiejś notki od swojego tajnego informatora. Kiedy jednak zobaczył staranne pismo Scully prawie opadła mu szczęka. Zaniepokojony, szybko przeleciał wzrokiem tekst. Następnie rzucił na ziemię dopiero co przeczytany list i wybiegł z mieszkania zapominając o zmęczeniu...
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 14 czerwca 2014

Więź #3

Pierwsze co usłyszała to dźwięk klaksonów. Spojrzała jak pędzące samochody mknęły dalej, a kierowcy nie fatygowali się by zatrzymać się i sprawdzić, czy nic jej się nie stało. Scully, próbując otrząsnąć się z emocji, podjechała wolno na pobocze i zatrzymała silnik wyjmując ze stacyjki klucze. Usiadła prosto na siedzeniu i dzielnie spojrzała na samochód, za którym zaparkowała. Samochód, który był przyczyną jej zachowania. Samochód Muldera. Wysiadła z samochodu i podeszła do niego. Na siedzeniu leżały kluczyki. Odpychając od siebie myśli o tym, jak to możliwe, że nikt tego samochodu po prostu nie ukradł zaczęła zastanawiać czemu Mulder zostawił tak samochód. Wiedziała, że musiał się bardzo spieszyć. Ale dlaczego? To, co widziała stanowiło tylko jeden, kolejny kawałek tej zagadki. Nie zastanawiając się nad tym zbyt długo zanurzyła się w cieniu lasu.
***
- I oto główna droga! - powiedział dumnie Bob uśmiechając się od ucha do ucha.
- Dzięki. - wymamrotał Mulder pod nosem kierując się w lewo.
- Tamten samochód, ten srebrny, to pana? - zapytał go Bob - To nie najlepszy pomysł zostawiać samochód w takim miejscu - dodał.
- Może, ale to nie pana sprawa i byłbym wdzięczny gdyby pan już mnie zostawił. Stąd już raczej trafię - odparł podnosząc z irytacją głos.
- Jak pan sobie życzy, agencie Mulder - usłyszał Mulder za sobą głos przesiąknięty cynizmem. Nie zwracając na niego uwagi szedł dalej. Po chwili odwrócił się z ulgą stwierdzając, że Boba już tam nie ma. Wlepiając wzrok w drogę szedł dalej. Nie potrafił opisać tej mieszanki emocji, która szalała jak burza w nim. Złość, smutek, rozczarowanie i irytacja? Nie, było to zdecydowanie zbyt lekko powiedziane. Zatopiony we własnych myślach wybudził się dopiero gdy zobaczył przed sobą maskę swojego samochodu. Już miał wsiadać do środka kiedy zobaczył drugi samochód zaparkowany kilka metrów dalej. Samochód Scully. Zostawiając drzwiczki otwarte na oścież podbiegł do jej samochodu modląc się żeby zastał ją w środku. Ale wszystkie siedzenia okazały się wolne. Z bezsilności z całej siły kopnął w spory kamień nie zważając na ból, który temu towarzyszył. Wypowiedział kilka przekleństw pod nosem i ruszył z powrotem do swojego samochodu. Kiedy usiadł za kierownicą i spojrzał na siebie w lusterku szcęka mu prawie opadła. Wygłądał okropnie, miał na twarzy pełno błota i siniaków, a włosy były czymś posklejane. Zaraz podziękował Bogu, że jednak w samochodzie nie zastał Scully. Zapewne przejęłaby się tym bardzo, zawiozła go do szpitala martwiąc się - wbrew jego zapewnieniom - o jego życie i wypytując o to, co się stało. A on co by jej powiedział? Że zaprzepaścił wszystko to, o czym marzyła?  A może zachowałby się jak tchórz i próbowałby usprawiedliwiać się patrząc na jej cierpienie? Westchnął ciężko i odpalił silnik ruszając prosto przed siebie.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 7 czerwca 2014

Więź #2

Mulder poczuł, że ktoś go trąca. Gwałtownie uniósł się do pozycji siedzącej i nabrał szybko powietrza. Zobaczył przed sobą twarz starszego mężczyzny. O dziwo, minę miał rozbawioną. Zmarszczył brwi i rozejrzał się wokoło. Powoli przypomnial sobie wszystkie wydarzenia z poprzedniego dnia.
- Niech zgadnę: za dużo pan wypił? - powiedział z uśmiechem mężczyzna - Ale niech się pan nie przejmuje, każdemu się zdarza, nawet takiemu staruszkowi jak ja - dodał widząc zdezorientowaną minę Muldera. Mulder pokręcił przecząco głową podnosząc się z ziemi i optrzepując się.
-Tak się składa, że nic nie wypiłem. Z resztą jakie to ma znaczenie? - wymamrotał do mężczyzny myślami przy tym, co wydarzyło się wczoraj. Minął mężczyznę i pokierował się na wprost przed siebie nie zastanawiając się nawet nad tym, gdzie idzie. 
-Nie tak szybko! - usłyszał za sobą głos - Z całym szacunkiem, ale twierdzi pan, że nic pan nie wypił, ale idzie pan w zupełnie złym kierunku - Mulder zatrzymał się i westchnął ciężko. Tłoczące się w jego głowie myśli uniemożliwialy mu nawet logiczne myślenie. Odwrócił się i spojrzał na mężczyznę. Na twarzy miał nadal złośliwy uśmieszek. Po chwili namyślenia wyjął z kieszeni odznakę i bez słowa pokazał ją mężczyźnie. Patrzył jak kolory na jego twarzy gwałtownie się zmieniają.
-Prowadziłem tu w nocy śledztwo - skłamał
-No, no muszę przyznać, że zaskoczył mnie pan - wydusił wyraźnie zdziwiony mężczyzna - Mogę wiedzieć w jakiej sprawie? - dopytywał się
-Nie mogę powiedzieć, to tajemnica - wyjaśnił krótko - Zaprowadzi mnie pan do głównej drogi?
- Jasne. Przy okazji - jestem Bob - przedstawił się mężczyzna
-Agent Mulder - dodał Mulder. Jego twarz pozostała nadla kamienna a myślami nadal był przy wydarzeniach z nocy.
Bob, widząc, że Mulder nie jest ani trochę skory do rozmowy przez resztę drogi się do niego nie odzywał.
***
Scully postanowiła zrobić sobie kilka dni wolnego żeby wszystko sobie pokukładać. Kiedy informowała o tym Skinnera on nie krył zdziwienia. Pierwszy raz było tak, aby Archiwum zostawało puste. Zawsze któreś z nich było w pracy. Jednak widząc zmęczenie Scully bez wahania zgodził się na urlop. Siadając na swojej kanapie Scully zastanawiała się nad tym, co ze sobą zrobić. Gdyby wyłączyła racjonalne myślenie zapewne pojechałaby szukać Muldera. Ale wiedziała, że nie może kontrolować go na każdym kroku , że musi dać mu wolność. On miał swoje życie, a ona swoje. Po za tym przecież nie łaczyło ich nic prócz przyjaźni. W końcu postanowiła, że pojedzie do swojej matki i oderwie sie od hałasu Waszyngtonu. Pół godziny później była już spakowana i wsiadała do samochodu. Ruszyła puszczając relaksującą muzykę. Starała się się skupiać swoją uwagę tylko na trasie i na muzyce, ale chwilami myśli wymykały jej się spod kontroli jak piasek wyślizgujący się z palców. W końcu wyjechała z zatłoczonego miasta i pozwoliła sobie przyśpieszyć. Wyjechała zza zakrętu i... serce podskoczyło jej do gardła. Bez zastanowienia, z całej siły nacisnęła hamulec.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 31 maja 2014

Więź #1

Mulder biegł przez las co chwila potykając się o kamienie i zahaczając płaszczem o gałęzie. Z czoła spływały mu małe kropelki potu, ale biegł dalej. Nie mógł stracić owego światła z oczu choć tak naprawdę wiedział, że i tak nie ma szans dogonić go. Znowu miał to uczucie, którego nienawidził, które było dla niego tysiące razy gorsze niż strach. Uczucie bezsilności. Dokładnie tak samo czuł się tamtej nocy, sprzed lat kiedy wydawało mu się, że stracił wszystko. Nie potrafił pojąć jak to możliwe, że znowu traci to "wszystko"...
***
Scully miarowo stukała w drzwi mieszkania Muldera. Westchnęła ciężko i zastanawiała się co też równie ciekawego robi jej partner, że nie może jej otworzyć . Od dwóch tygodni tylko raz odebrał telefon twierdząc, że wziął urlop. Scully zrezygnowała z pukania widząc, że to nie przynosi skutku i wyciągnęła z torebki klucz. Włożyła go do zamku i układała sobie w głowie dalsze scenariusze. Kiedy otworzyła w końcu drzwi musiała przymknąć oczy bo poczuła ostry, zimny powiew wiatru na twarzy. Jedną ręką zasłoniła sobie twarz, a drugą z całej siły trzasnęła drzwiami. Rozchyliła powieki i zobaczyła otwarte na oścież okno. Podbiegła do niego i szybko je zamknęła. Kiedy nie czuła już mroźnego powiewu rękami ułożyła włosy i rozejrzała się po mieszkaniu. Wszędzie panował straszny bałagan, gorszy niż zazwyczaj. Muldera, ani śladu. Scully zmarszczyła brwi i weszła do sypialni. Na łóżku wszędzie porozwalane były ubrania, ale Scully coś nie pasowało. Podeszła bliżej i rozróżniła dziecięce ubrania. Poczuła, że kręci jej się w głowie. Wszystkie myśli jej wirowały, ale jedna wybijała się ponad wszystkie : Mulder był od kilku lat ojcem dziecka, ale nie puścił pary z ust. Scully próbowała zwalczyć tą myśl tłumacząc sobie, że to najbardziej iracjonalna z nich wszystkich. A z resztą... Nawet gdyby - jakimś cudem - okazała się prawdziwa, to co ją to mogło obchodzić? Była tylko jego partnerką...
***
Jasne dotąd światło na dobre zniknęło z tła ciemnego nieba. Mulder, wykończony, spojrzał z żalem w kierunek, w którym jeszcze niedawno widniało światło. Osunął się na wilgotną leśną ściółkę starając się wyrównać oddech i wszystko przemyśleć. Zaledwie dwa tygodnie temu, kiedy znalazł ją w tym lesie był pewien, że ją odzyskał. Była jak zamrożona - od czasu gdy zniknęła po raz pierwszy nie zmieniła się, ani trochę. Chciał ją zabrać do matki, ale było już za późno. Wyobrażał sobie minę jego matki, gdy zobaczyłaby utraconą córkę. Mulder przymknął oczy wsłuchując się w miarowe kołysanie się koron drzew...
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 17 maja 2014

Szaleństwo Dzielone na Dwoje #4

Kochając nigdy nie trcisz... Tracisz tylko wtedy, gdy wszystko zatrzymujesz dla siebie.
***
Scully gwałtownie otworzyła drzwi do gabinetu Skinnera. Wicedyrektor szybko uniósł wzrok i spojrzał na siadającą na krześle przed jego biurkiem Scully. Na twarzy malowały mu się przeróżne uczucia. Zauważyć można było gniew, ale też rozczarowanie kończąc na współczuciu. Scully cierpliwie czekała aż Skinner się odezwie, ale w końcu sama rozpoczęła rozmowę nieco zmieszana jego zachowaniem. -Wzywał mnie pan - zaczęła bacznie obserwując jak twarz Skinnera ponownie nabiera normalnych kolorów. -Tak, rzeczywiście. Chciałem z panią...omówić zachowanie agenta Muldera - powiedział dość ostrym tonem -Nie sądzę żeby było tu cokolwiek do wyjaśniania, proszę pana - odparła szybko, marszcząc jednocześnie brwi, chcąc mu pokazać, że jest zdziwiona tym, co jej powiedział - Agent Mulder...nie pogodził się z takim zakończeniem sprawy. Jest wyraźnie przekonany, że jest w tej sprawie wiele do zbadania i nic nie jest jeszcze klarowne... - powiedziała szybko - Poniekąd się z nim zgadzam... - dodała po chwili ciszy i spuściła wzrok. Czuła na sobie spojrzenie Skinnera. -Jakie działanie zatem proponuje agent Mulder? - usłyszała głos szefa -Agnet Mulder twierdzi, że powinniśmy zrobić jeszcze sekcję zwłok zakładnika - odparła Scully ponownie prostując się i patrząc odważnie w oczy Skinnerowi. -Agentko, Scully to jest absurd! - oburzył się - Zakładnik został zabity karabinem! Autopsję wykonuje się kiedy przyczyna śmierci jest niewiadoma! A tutaj jest wszystko jasne! - powiedział szybko wściekłym tonem. Scully nadal patrzyła na niego tak samo jak wcześniej. Jej twarz pozostała kamienna. -To wszystko, może pani już iść - powiedział kiedy opanował się. Scully posłusznie wstała i nie wypowiadając ani słowa skierowała się w stronę drzwi. Słyszała jak Skinner mamrocze coś pod nosem. LABORATORIUM PATOLOGII, FBI, QUANTICO Zakładając na siebie biały fartuch i wsuwając na dłonie białe rękawiczki zastanawiała się co tu właściwie robi. Zgadzała się z Mulderem w tym, że sprawa nie powinna być jeszcze zamknięta, ale w kwestii autopsji rację przyznawała Skinnerowi. Poczuła, że zaczyna ją głowa boleć. Zawołała swojego asystenta i kazała mu przeprowadzić za nią sekcję. Sama oparła się o blat szafki i obserwowała jak młody mężczyzna przeprowadza sekcję. Patolog zaczął od ustalenia czasu zgonu. -Mężczyzna poniósł śmierć około trzech dni temu... - mówił. -Przepraszam! - odezwała się Scully - Ten mężczyzna zginął zaledwie kilka godzin temu... - powiedziała zmieszana. Podeszła bliżej stołu. -To niemożliwe... - odparł - Proszę spojrzeć. Ciało zaczęło już się rozkładać... - Tak jakby ten człowiek nie żył już na kilka dni przed swoją śmiercią... Mulder szybko wsiadł do swojego samochodu i popędził za kobietą. Doganiając ją wyłączył światła i zachował stosowną odległość. Kiedy podjechał pod dom samochód kobiety stał już przed na podjeździe, a w domu paliło się światło. Mulder zatrzymał samochód i wybiegł z niego. Kiedy podchodził do domu przez sekundę usłyszał w głowie głos rozsądku. Może to co robi jest absurdalne? Przystanął na chwilę i zawiesił wzrok na domu. Potrząsnął głową wmawiając sobie, że to, co robi jest słuszne. Podszedł pod okno domu i spojrzał przez nie do środka. Wszystko wydawało się zwyczajne. Pomieszczenie było niewielkie, ale w sam raz na przeciętną amerykańską rodzinę. Tyle, że jedyną osobą jaką widział to była owa kobieta, która wcześniej kręciła się wokół domu Lamberta. Kobieta tępo wpatrywała się w telewizję. Mulder zwrócił szczególną uwagę na jej oczy : ani razu nie mrugnęła, ani nie odwróciła wzroku od telewizji. Siedziała sztywno oparta o oparcie kanapy. Nagle, za nią Mulder ujrzał zbliżającą się do niej istotę. Mulder zaczął krzyczeć, stukać w szybę, ale kobieta ani drgnęła. Wyjął pistolet i zbił nim szybę, ale i tym razem nie doczekał się reakcji z jej strony. Pobiegł szybko w kierunku drzwi. Chwycił z całej siły za klamkę, ale były zamknięte. Nie mając wyboru, wyważył drzwi i wbiegł do mieszkania. Jednak kiedy dotarł do salonu zamiast kobiety zobaczył zombie... -Proszę jakoś wytłumaczyć swoje zachowanie agencie Mulder! - powiedział gniewnym tonem Skinner. Obok niego siedział Pincus i kobieta. Cała trójka mierzyła wzrokiem Muldera. Mulder zastanawiał się co powiedzieć. Teraz już wiedział jak musiał się czuć Gary Lambert, gdy chciał wszystkich ostrzec. Kobieta wykorzystała tą chwilę ciszy. -Pański agent niczym wariat wtargnął do mojego domu! - zwróciła się do Skinnera -Skinner, musisz mnie wysłuchać! - krzyknął Mulder uprzedzając Skinnera. Nastała cisza i wszyscy ponownie zwrócili swój wzrok na Muldera. -Dziękuję - powiedział ciszej - Obecny tutaj Grag Pincus zawładnął duszą tej kobiety. Gdyby tak nie było ona sama oskarżałaby teraz Pincusa, tak jak ja - Mulder skierował falę swoich oskarżeń w jego stronę. Pincus odwrócił się w stronę Skinnera. -Wiem, że agent Mulder wiele przeżyl w ciągu ostatnich dni, dlatego nie zamierzam go o nic oskarżać. Proponuję zamknięcie sprawy - oświadczył ze stoickim spokojem. Wtedy Mulder ujrzał jak upiorna bestia zbliża się w stronę szefa. Bez sekundy namysłu zerwał się z krzesła i rzucił się na Pincusa, lecz Skinner w jednej chwili unieruchomił podwładnego. SZPITAL PSYCHIATRYCZNY CALUMET MERCY, CHICAGO Scully niemalże biegiem weszła do szpitala. Niedawno została powiadomiona przez Skinnera, że Mulder został tu przywieziony. Scully nie mogła w to uwierzyć. Choćby nie wiadomo co nie była gotowa uwierzyć, że Mulder jest chory psychicznie. Była pewna, że jeśli rzucił się na Pincusa to miał ku temu ważny powód. Pielęgniarka zaprowadziła ją do sali, w której leżał Mulder. Kiedy weszła on wzrok miał wetknięty w sufit, nie spojrzał na nią. Był przypięty do łóżka, jak więzień kajdankami w więzieniu. Do oczu napłynęły jej łzy. Wzięła się w garść i podeszła do jego łóżka. Po chwili wahania delikatnie wsunęła swoją dłoń w jego. W tym momencie Mulder odwrócił głowę i spojrzał jej w oczy. Przez kilka chwil nic nie mówili tylko patrzyli tak na siebie. - Scully ja... - zaczął Mulder nie wiedziąc co powiedzieć - nie jestem aż tak szalony - dokończył ciszej - Musisz mi uwierzyć bo nikt inny na tej całej cholernej planecie tego nie zrobi... - mówił patrząc błagalnie - Jesteś jedyną na pięć miliardów - dodał po chwili wahania. Patrzył na nią, czekając na jakąś reakcję i zastanawiając się jak ona zrozumie jego słowa. Scully, zmieszana spojrzała w dół na ich dłonie. Po chwili zdecydowała się na przerwanie ciszy. -Nie uważam, że jesteś szalony, Mulder. Zrobiłam sekcję zwłok tego zakładnika. Pomimo, że nie żyje od dawna, jego ciało zaczęło się już rozkładać, tak jakby był już martwy przed swoją śmiercią. -Zrobiłaś tą sekcję pomimo, że tego nie chciałaś - powiedział Mulder łagodnym tonem - Zrobiłam to bo mnie o to prosiłeś - tłumaczyła unikając jego wzroku. Mulder, widząc, że Scully czuje się niekomfortowo oderwał od niej wzrok. -Muszę cię poprosić o jeszcze jedną przysługę - powiedział - Zbadaj kark tego człowieka - w normalnych okolicznościach Scully pewnie dopytywałaby się po co miałaby to robić, ale tym razem po prostu ścisnęła jego dłoń i odwróciła się kierując się w stronę drzwi. W samochodzie Scully nie mogła unikać (niechcianych) myśli o tym, co powiedział jej Mulder. Wiedziała co miał na myśli, ale nie mogła zapomnieć jego przeszywającego ją wzroku. Kiedy chociaż na chwilę zamknęła oczy widziała go i w jej głowie rozbrzmiewały jego słowa. Za każdym razem, gdy tak się działo Scully odpychała od siebie te myśli starając się zająć swój umysł czymś bardziej racjonalnym i mówiła sobie, że Mulder miał na myśli tylko i wyłącznie to, że jest jedyną osobą, która może mu uwierzyć. Tylko to, nic więcej. Muldera irytowały te wszystkie godziny spędzone samotne. Jasne, nie raz siedział w domu zupełnie sam przez dłuższy okres czasu, ale wtedy zawsze zajmował sobie myśli czymś takim jak telewizją, albo przeglądał jakieś stare akta. Albo chociaż patrzył przez okno na przejeżdżające samochody odbijając jedną ręką piłkę do koszykówki. Ale teraz był zupełnie unieruchomiony, w sali nie było nic, na czym mógłby zawiesić wzrok. A myśli bładziły mu w stronę Scully. Co sobie o nim pomyślała? Czy rozgryzła go, zrozumiała o co mu, wbrew pozorom, chodziło? Westchnął ciężko i czekał aż coś się wydarzy. Wieczorem odwiedziła go pielęgniarka. Sprawdziła dokładnie czy jest mocno przypięty i dała mu zastrzyk. Mulder nie zauważył, że kobieta na karku ma dwa przekłucia...Kiedy wyszła i zgasiła światło Mulder zobaczył za oknem upiora. Wiedząc, że jest unieruchomiony i bezbronny zaczął krzyczeć w niebogłosy. Do pomieszczenia wpadła zapalając światło pielęgniarka. -Uspokój się! - skarciła go - Nic ci tu nie grozi! - dodała uchylając okno - Co robisz?! - zapytał z przerażeniem Mulder - Przyda ci się trochę świeżego powietrza - odparła spokojnie. Pomimo protestów Muldera kobieta wyszła z pomieszczenia gasząc światło i zamykając za sobą drzwi. Mulder znów ujrzał stwora, tyle, że teraz on był już w sali. Mulder ponownie zaczął wołać o pomoc. Scully wbiegła do szpitala. Na karku zakładnika odkryła ukłucia, tak jak przepowiedział Mulder. - W czym mogę pomóc? - zapytała kobieta na recepcji -Ja przyszłam do mojego partnera... - zaczęła tłumaczyć Scully, ale pielęgniarka jej przerwała. -Proszę pani, czas odwiedzin już minął... - Scully już miała coś powiedzieć, ale wtedy, nagle, zamiast pielęgniarki zobaczyła zombie! Usłyszała krzyk Muldera. Bez zastanowienia pobiegła w stronę sali, po drodze wyjmując pistolet. Kiedy wbiegła do pomieszczenia zobaczyła upiora zbliżającego się do Muldera. Szybkim ruchem strzeliła w jego stronę i patrzyła jak stwór, martwy spada na podłogę. Podbiegła szybko do Muldera i drżącymi rękami odpieła go od łóżka. - Scully... - zaczął mówić Mulder, ale ona szybko mu przerwała. - Nie teraz! Musimy się stąd jak najszybciej wydostać! - powiedziała. Kiedy już pomogła mu się odpiąć chwyciła go za rękę i oboje wybiegli z sali. Po drodze zobaczyli biegnącą w ich stronę pielęgniarkę - zombie. Scully bez namysłu również i w jej stronę strzeliła. Obydwoje wybiegli ze szpitala i wsiedli do samochodu Scully odjeżdżając jak najszybciej. Kiedy oddalili się już od szpitala Scully starała się wyrównać oddech i skupić się nad panowaniu nad kierownicą. Czuła na sobie wzrok Muldera. -Cholera, Mulder nie pomagasz mi! - krzyknęła do niego. Kątem oka zauważyła, że posłusznie oderwał od niej wzrok. Scully automatycznie poczuła wyrzuty sumienia. Przez resztę drogi żadne z nich się nie odezwało. Kiedy dotarli pod mieszkanie Muldera wysiedli z samochodu i poszli do jego mieszkania. Mulder zamyknął za sobą drzwi,a. Następnie usiadł obok Scully na kanapie. Scully cały czas drżała. - Miałeś rację, Mulder. Przez ten cały czas miałeś rację - powiedziała cicho - To już bez znaczenia... - odparł walcząc z sobą aby nie przytulić jej do siebie i uspokoić. Scully pokręciła głową. Po jej policzkach potoczyły się łzy. Tym razem Mulder nie protestował i objął. Ona wtuliła się mocniej w niego i oparła głowę na jego ramieniu. - Pamiętasz...to co ci powiedziałem w szpitalu? - szepnął jej do ucha - Chodziło mi o coś znacznie więcej... - dodał - Wiem - odparła przyciągając go mocniej do siebie. Mulder odsunął ją delikatnie od siebie i odnalazł jej usta swoimi. Scully poczuła na sobie falę gorąca. Gdzieś tam przebijał się przez nią głos rozsądku, ale tym razem nie miała na tyle silnej woli żeby go posłuchać. Cała poddała się Mulderowi na tyle, żeby mógł zrobić z nią wszystko... Bo tak miało być i nikt, ani nic nie mogłoby teraz tego zmienić... Ale... Co będzie jutro?

poniedziałek, 12 maja 2014

Szaleństwo Dzielone na Dwoje #3

Na wstępie chciałabym przeprosić, że nie dodawałam nic przez cały tydzień, ale naprawdę nie miałam jak wcisnąć to w swój plan. Na szczęście wakacje szybkimi krokami się zbliżają i wtedy na pewno znajdę więcej czasu na pisanie. W tej chwili mogę od razu zapowiedzieć, że opowiadania będą pojawiały się cyklicznie - raz w tygodniu, w weekend (prawdopodobnie piątek lub sobota).  Tymczasem zapraszam do czytania, a potem pisania komentarzy.
Lambert w jednej chwili obrócił głowę i wściekłym wzrokiem spojrzał na Muldera. Starając utrzymać z nim kontakt wzrokowy, Mulder zastanawiał się gorączkowo nad tym co zrobić. Nie miał szans na wyjęcie pistoletu i ataku. Lambert trzymał w ręce wielki karabin i jednym ruchem mógł pozabijać wszystkich na sali. Gary podszedł szybko do Muldera i wyrwał mu telefon, a co ważniejsze, pistolet. W tej chwili Muldera oblał zimny pot. Zawsze powtarzał sobie, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Teraz pozostawała mu już tylko nadzieja, że akcja funkcjonariuszy się powiedzie...
Nagle na Lamberta skoczyła jedna z osób siedzących na sali. Mulder zerwał się z podłogi i chciał podbiec i odciągnąć tego mężczyznę od Gary'ego, być może kosztem własnego życia. Ale nie zdążył. Lambert szybkim ruchem skierował karabin do zakładnika i otworzył na niego ogień. Człowiek w jednej chwili osunął sie na podłogę zostawiając wokół siebie kałużę szkarłatnej krwi. Wywołało to zamieszanie i panikę wśród ludzi. Jedni krzyczeli, inni się modlili, a jeszcze inni wzrokiem szukali miejsca, przez które mogliby uciec.
-Cisza! - rozległ się krzyk Lamberta. W jednej chwili wszyscy w przerażeniu spojrzeli na niego - Zabiłem tego - z pozoru - człowieka, bo on w rzeczywistości był zombie, któremu dyrektor Pincus dał znak aby mnie zaatakować. Abym nie mógł dać swiadectwa prawdzie! - Mulder szybko przejął pałeczkę
-Zatem może wypuścisz tych, co do których nie masz wątpliwości, że nie są potworami? - zareagował Mulder starając się, aby jego taktyka okazała się skuteczna. Gary otworzył usta aby coś powiedzieć, gdy po raz kolejny zadzwonił telefon Muldera. Tyle, że tym razem był w ręce Lamberta.
-Odbierz go - powiedział bez zastanowienia Mulder obserwując jednocześnie każdy ruch porywacza. Gary, nie mówiać nic przyłożył telefon do ucha.
Scully wiedziała, że szansę na to, aby Mulder odebrał od niej telefon są znikome. Nie potratrafiła jednak stać bezczynnie i czekać spokojnie aż coś się wydarzy. Za drugim razem połączenie zostało odebrane. Ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć usłyszała w słuchawce czyiś głos.
- Jeśli pozwolicie mi powiedzieć coś przed kamerą, coś co kilka milionów ludzi obejrzy wypuszczę zakładników - jednym tchem wydusił porywacz, a następnie rozłączył się. Wokół Scully zdążyła się zebrać grupka kilku funcjonariuszy. Scully wyjaśniła im krótko czego chce Lambert, a następnie podłączyła telefon do małego głośniczka i próbowała ponownie dodzwonić się do Gary'ego.
Kilkadziesiąt minut później zjawiła się telewizja. Gary wpuścił ich do budynku i ustawił się przed kamerą. Był cały spocony i wydawałoby się, że aż pieni się ze złości, ale w jego oczach było widać strach i determinację, czyli bardzo ludzkie uczucia. Scully wiedziała, że ten mężczyzna nie jest typowym zimnokrwistym porywaczem i zabójcą. Za jego zachowaniem wyraźnie kryło się coś więcej niż możnaby zauważyć na pierwszy rzut oka. Lambert czekał cierpliwie, aż w końcu kamerzyści ustawią sprzęt.
-Jesteśmy już gotowi - powiedział operator - Niech pan mówi
-To o czym teraz powiem jest niezwykle ważne i od tego, czy zostanę wysłuchany zależą życia ludzkie - rozpoczął starając się przybrać dość pewny ton, ale co kilka chwil jego głos drżał - Wśród zgromadzonych tutaj pojawił się potwór! - krzyknął wskazując na Pincusa. Operator posłusznie skierował kamerę w stronę dyrektora - Jego plan jest bardzo przebiegły, niewidoczny dla każdego. Ale ja zostałem obdarzony jakąś wyższą Siłą, która pozwala mi dostrzec jego prawdziwą postać i prawdziwą postać jego ofiar... - w jednej chwili przerwał swój monolog i skierował swój karabin w stronę Muldera. Reakcja funkcjonariuszy była natychmiastowa. Swoim opancerzonym wozem przebili ścianę budynku i wtargnęli do środka. Lambert szybkim ruchem sięgnął po karabin i otworzył ogień. Oni jednak go uprzedzili. Gary, ledwie żywy, osunął się na podłogę. Mulder podbiegł do niego, gdy nagle... zobaczył jak z budynku wybiega upiór. Z niedowierzaniem pokręcił głową starając wmówić sobie, że po tym całym szaleństwie po prostu mu się przewidziało. Coś w rodzaju szoku pourazowego. Pochylił się nad rannym Lambertem.
-Teraz już wiesz - szepnął Gary pustym, zarazem smutnym głosem i zamknął oczy. Mulderowi zakręciło się w głowie. Skąd Lambert wiedział o tym? Oparł się o ścianę i przymknął oczy starając się oddychać głęboko.
-Mulder? Mulder nic ci nie jest? - usłyszał znajomy głos. Wolno rozchylił powieki by ujrzeć przed sobą zatroskaną twarz partnerki. Rozejrzał się wokoło. Widział jak bandażują głowę Pincusowi, jak wynoszą ciało Lamberta. Ponownie przeniósł wzrok na Scully. Odepchnął się jedną ręką od ściany i mijając ją powiedział:
-Nic mi nie jest - Scully odwróciła się za nim i patrzyła jak Mulder podchodzi do dyrektora.
Cały on - pomyślała wzdychając.
-Jest pan w stanie chwilę ze mną porozmawiać? - zapytał Mulder siadając obok Pincusa.
-Jasne - odparł wzruszając ramionami i poprawiając sobie bandaż na głowie.
-Chciałbym uzyskać trochę więcej informacji na temat Gary'ego Lamberta...
-Niestety niewiele mogę panu powiedzieć, agencie Mulder. Ledwie znałem tego człowieka - stwierdził dyrektor - Mulder wstał, wiedząc jednocześnie, że Pincus nie mówi do końca prawdy. Gary Lambert od wielu lat współpracował z Pincusem...
***
KWATERA GŁÓWNA FBI, WASZYNGTON
Mulder siedział w biurze i tępo wpatrywał się w swój plakat. Nie dawały mu spokoju słowa "kryje się w świetle" i to co widział zaraz po zastrzeleniu Lamberta.
-Mulder? - wyrwała go z myśli Scully
-Scully, wiem co sobie pomyślisz, ale jestem przekonany, że Pincus w jakiś sposób jest związany z tą sprawą...
-No cóż, Mulder, szczerze mówiąc, omamy, jakich doświadczał Lambert mogły mieć podłoże hipnotyczne. Istnieją owady, które wywołują podobne skutki. Lambert prawdopodobnie cierpiał na agnozję wzrokową.
-Ja... zaraz po tym jak Gary został postrzelony... również widziałem tego stwora... - wyznał stopniowo sciszając głos i spuszczając lekko głowę. Czuł, że Scully chce coś powiedzieć więc uprzedził ją - Zrób sekcję zwłok postrzelonego przez Lamberta zakładnika. Może wtedy dowiemy się czegoś więcej - powiedział kierując się w stronę wyjścia.
-Mulder, sprawa już zamknieta, autopsja nic nowego nie wniesie! - krzyknęła za nim.
***
REZYDENCJA GARY'EGO LAMBERTA, OAK BROOK, LLINOIS
Mulder po cichu wkradł się do mieszkania Lamberta, mając nadzieję, że znajdzie coś co pomoże mu choć trochę bardziej zrozumieć wydarzenia z ostatnich dni. Wszedł do jednego z pomieszczeń. Na biurku znalazł małą mapkę. Przyjrzał się jej dokładnie i zorientował się, że były to trasy, którymi podróżował Pincus, kolejne firmy, w których pracował. Nagle, przez okno jego uwagę zwróciła jakaś kobieta kręcąca się wokół domu. Szybko wybiegł przez główne wejście, ale kobieta właśnie w tym momencie odjechała z piskiem opon. Mulder nie wiedział jednak, że razem z nią był Pincus...
CIĄG DALSZY NASTĄPI

piątek, 2 maja 2014

Szaleństwo Dzielone na Dwoje #2

Oto druga część serii "Szaleństwo Dzielone na Dwoje". Miłego czytania ;)
Po chwili z gabinetu wyszła Nancy. Gary nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Dyrektor zamienił ją w zombie! Potrząsnął z niedowierzaniem głową. To nie mogła być prawda. Sam już nie wiedział, czy to tylko jego przewidzenia, czy faktyczny stan koleżanki. Rozejrzał się po sali. Ze zdziwieniem stwierdził, że nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi na Nancy, tak jakby nie widzieli tego co on...
Mulder usłyszał swój dzwoniący telefon. Szybko go odebrał.
-Mulder, to ja - usłyszał w słuchawce znajomy głos.
-Znalazłaś coś? - zapytał z nadzieją
-Tak - odpowiedziała, co Mulder przyjął z ulgą - Słowa "kryje się w świetle" wypowiedział kiedyś proboszcz pewnej parafii. Uważał on, że jeden z wiernych w rzeczywistości jest potworem z piekła rodem. Podczas niedzielnej mszy wyciągnął broń i zaczął strzelać do parafian. Po całym zajściu popełnił samobójstwo - wyjaśniła
-Dzięki, Scully, na pewno się przyda - powiedział szczerze
-Nie ma sprawy - odparła
Kiedy skończyli rozmowę, Mulder, bogatszy o nowe informacje, bez wahania udał się ponownie do firmy
Vinyl Right. Na korytarzu spotkał Gary'ego Lamberta, gdy ten nagle wyciągnął z kieszeni broń i skierował ją w stronę Muldera.
-Nie ruszaj się bo strzelę - krzyknął Lambert
-Spokojnie. Nigdzie się nie wybieram - powiedział zdezorientowany Mulder unosząc lekko ręce do góry. Garry opanował resztę pracowników budynku. Wszystkich zamknął w jednej sali, grożąc im karabinem.
-Agentka Scully? - Scully usłyszała głos jakiegoś mężczyzny w słuchawce
-Tak, przy telefonie - powiedziała zastanawiając się, czego ten człowiek mógł od niej chcieć
-Dzwonię z Chicago. Chodzi o agenta Muldera - zaczął wyjaśniać mężczyzna. Scully zmiękły nogi. Zastanawiała się co też nierozważnego znów zrobił Mulder - Został porwany przez jednego z pracowników firmy Vinyl Right i wraz z wieloma innymi osobami jest przetrzymywany w siedzibie firmy jako zakładnik - dokończył. Scully zrobiło się słabo. Jej zaniepokojenie zamieniło się w paniczny strach o życie partnera
-Przylecę pierwszym samolotem - powiedziała szybkim, ale drżącym głosem i rozłączyła się nie czekając na odpowiedź. Zebrała kilka najważniejszych rzeczy do torby i wybiegła z domu. Na lotnisku dowiedziała się, że najbliższy lot do Chicago będzie dopiero za dwie godziny. Scully kłóciła się z kasjerką, tłumaczyła powagę sprawy, ale nic nie zdziałała. Pozostało jej tylko czekać. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Musiała się powstrzymywać od tego, żeby nie rwać sobie włosów ze strachu. Co kilka minut dzwoniła do mężczyzny i pytała się o stan sprawy. Było bez zmian. W końcu wsiadła na samolot. Siedząc w nim było jeszcze gorzej niż czekając na lotnisku. Nie mogła zadzwonić do mężczyzny żeby być ze wszystkim na bieżąco. Ale te najdłuższe godziny w życiu Scully w końcu minęły. Kiedy dotarła na miejsce udawała opanowaną, choć w środku czuła, że serce podchodzi jej do gardła. Człowiek, z którym Scully rozmawiała - prowadzący akcję przedstawił jej sprawę ze szczegółami.
-Lambert zamknął się z zakładnikami w kafeterii. Akcję znacznie utrudnia położenie tego pomieszczenie, gdyż są tam tylko jedne drzwi, co więcej: nie ma tam żadnych okien - wyjaśnił
-Może i jest trudno, ale musimy wydostać stamtąd zakładników, wśrod nich jest mój partner... - zaczęła mówić Scully, ale przerwała, bo zdała sobie sprawę, że mówi nie do końca logicznie. Wiedziała, że musi udawać opanowaną.
Mulder rozejrzał się po pomieszczeniu. Zakładników jest naprawdę dużo - pomyślał. Panowała cisza. Na początku wszyscy panikowali i wołali o pomoc, ale Gary groził im, więc w końcu się uciszyli. Mulder musiał długo uspokajać kobietę siedzącą obok niego, tłumacząc jej, że jeśli będzie spokojna, to wszyscy wyjdą z tego cało. W końcu Lambert odezwał się przerywając ciszę.
-Dyrektor Pincus w rzeczywistości jest potworem zamieniającym ludzi w zombie. Niektórzy z was już nimi są, ale nie wiem dokładnie którzy...
Funkcjonariusze wymyślili plan przejęcia zakładników.
-Wykorzystamy szyby wentylacjyjne żeby dostać się do pomieszczenia - wyjaśnił prowadzący akcji Scully. Modliła się żeby się udało...
Nagle Lambert przerwał swoje przemówienie. Mulder obserwował jak Gary zrywa się na równe nogi i strzela w sufit.
Scully obserwowała wszystko z niepokojem. Kiedy z budynka rozległy się strzały i funcjonariusze cofają się jak poparzeni, Scully bez zastanowienia się podbiegła w ich stronę.
-Jest ktoś ranny?! - zawołała
-Dzięki Bogu, nie - usłyszała z ulgą
Mulder postanowił wykorzystać zamieszanie i sięgnął ręką po broń. Odpiął delikatnie kaburę i już miał z niej wyjąć pistolet, kiedy zadzwonił jego telefon.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

czwartek, 1 maja 2014

Szaleństwo Dzielone na Dwoje #1

Seria, którą obiecywałam w poprzednim poście jest w przygotowaniu ;) Chciałabym jeszcze przeprosić za usunięcie komentarza MilargoXF pod postem "Ego dilexi te #1" - zrobiłam to kompletnie niechcący.
Zapraszam do czytania oraz wyrażania swoich opinii w komentarzach ;)

Kiedy ktoś stale widzi wokół siebie gadające kalafiory i ty przebywając w jego towarzystwie również zaczynasz je widzieć, to jest właśnie folie de deux.
Gary Lambert - pracownik marketingu dużej firmy zaczyna widzieć swojego szefa jako okrutnego demona w ciele wielkiego owada. Rozmawiając przez telefon z klientką co chwilę przed oczami stawał mu widok upiornego stwora.
-On tu jest!- powtarzał z przerażeniem do swej rozmówczyni.
***
Kwatera Główna FBI, Waszyngton
-Mulder, Skinner nas wzywa - westchnęła Scully na powitanie - zapewne znowu jakaś nad zwyczaj interesująca sprawa - Mulder w jednej chwili rozpromienił się
-Nareszcie! - krzyknął - W Archiwum już zawiało nudą - Scully patrzyła z dezaprobatą na jego radość. Oboje udali się do biura Skinnera, Mulder niemalże w podskokach.
-Jak się zapewne domyślacie mam dla was sprawę - powiedział Skinner - ale nie jest ona związana z latającymi spodkami i kosmitami - dodał widząc podniecenie Muldera -Chodzi o dyrektora pewnej firmy w Chicago, który notorycznie otrzymymuje listy z pogróżkami - wyjaśnił. Zarówno Mulder jak i Scully byli zaskoczeni.
- A odkąd Archiwum zajmuje się takimi sprawami? - zapytała Scully.
- W listach było wspomniane o potworze, który poluje na pracowników firmy - Scully westchnęła ciężko. Mogła się tego spodziewać - Wasza wiedza na ten temat może się przydać w przyłapaniu żartownisia - ciągnął Skinner. Agenci, nie mając wyjścia, zgodzili się zbadać tą sprawę.
- Mulder, musimy zarezerwować bilety na samolot - powiedziała Scully, kiedy wyszli już na korytarz.
- Ja sobie sam zarezerwuję - odprał Mulder nie kryjąc złości
-O co ci chodzi, Mulder? To nie moja wina, że...
-Nie jestem zły na ciebie Scully - przerwał jej - Ta cała błaha sprawa będzie tylko stratą czasu. Przydzielili ją nam żeby odciągnąć nas od pracy w  Archiwum. Dlatego sam polecę do Chicago - Scully, zadowolona z postawy Muldera, pierwszy raz od dawna się z nim zgodziła.
***
Następnego dnia Mulder udał się do siedziby Vinyl
Right w Chicago.
-Jestem agent specjalny Fox Mulder z FBI - przedstawił się dyrektorowi.
-Bardzo szybko pan przyjechał, agencie Mulder. Jestem Grag Pincus, dyrektor tej placówki. Mam dla pana taśmę z nagranymi pogróżkami - powiedział przekazują taśmę Mulderowi. Oboje odsłuchali ją.
-Mam obowiązek zaalarmować, że tym budynku czai się potwór, który zabije wszystkich pracowników. On kryje się w świetle!- odezwał się głos mężczyzny. Uwagę Muldera przyciągnęły te ostatnie słowa.
-Domyśla się pan kto mógłby być nadawcą tych listów?
-Nie znam nikogo komu mogłoby zależeć na deorganizacji pracy firmy - odparł spokojnie Pincus. Mulder przeglądnął jeszcze raz akta sprawy, pewny, że coś musiał przeoczyć. Z akt wynikało, że lata temu w firmie zostało popełnione morderstwo.
- Może pan powiedzieć mi coś więcej na temat tej zbrodni? - zapytał Mulder mając nadzieję, że w końcu natrafi na coś, co umożliwiłoby mu szybsze zamknięcie sprawy i powrót do Waszyngtonu.
-Jeden z pracowników, widząc rzekomego potwora zaczął strzelać na oślep do innych pracowników - powiedział krótko Pincus, wzruszając ramionami jak gdyby uważał to za nieistotny szczegół.
Po rozmowie z Pincusem Mulder wybrał numer do Scully. Już po trzech sygnałach w słuchawce usłyszał jej głos.
-Scully
-Hej, Scully, mam prośbę - zaczął Mulder
-Nie, nie przyjadę ci pomóc jeśli o to ci chodzi - powiedziała z nutą ironii
-Narazie nie musisz jechać mi na ratunek - odparł - Chciałem tylko żebyś poszukała w aktach FBI spraw, w których padły słowa "kryje się w świetle".
-Kamień mi z serca spadł - odpowiedziała ze śmiechem - Jasne, już się robi
***
Tego dnia, Gary Lambert również dzwonił do losowo wybranych osób wciskając im ofertę firmy. Nagle do gabinetu, dyrektor wezwał koleżankę Garry'ego - Nancy.
-Chyba nie zamierzasz tam pójść?! - zapytał Garry patrząc z przerażeniem jak Nancy wstaje od biurka.
-Czemu niby miałabym do niego nie iść? - spytała zdziwiona.
-Nancy, to niebezpieczne! - krzyknął Garry
-Nie martw się, raczej nie wyleje mnie - odparła schylając się po torebkę.
-Tu chodzi o twoje życie! - ciągnął Garry
-Nie jestem pracoholiczką - odpowiedziała odchodząc. Garry ze strachem obserwował jak koleżanka kieruje się w stronę gabinetu. Kiedy zamknęła za sobą drzwi rozległ się krzyk. Pomimo pełnej sali ludzi usłyszał go tylko Garry.

sobota, 26 kwietnia 2014

Marzenia

Witam, dziś trochę nietypowo: niebawem pojawi się nowa seria, ale z powodu zakończenia okresu świątecznego jest dużo obowiązków i posty będą pojawiały się rzadziej, ale obecnie będę pracowała nad (miejmy nadzieję) czymś dobitniejszym niż poprzednie teksty.
Od razu zaznaczam, że poniższe opowiadanie NIE jest mojego autorstwa, zostało napisane przez przyjaciółkę i zapraszam zarówno na zapoznanie się z nim jak i odwiedzenie jej bloga: mulderiscully.blogspot.com

Czy jeden człowiek zdoła stawić czoło przyszłości ? Czy się nie podda ? Czy nie straci wiary? - Te pytania ciągle krążyły w głowie Dany Scully. Była ona niezwykle piękną i uroczą kobietą o rudych włosach opadających do ramion i oczach koloru szafirowego . Cerę miała akurat pod kolor jej białej koszuli, którą zwykle zakładała na czarną, prostą marynarkę. Co prawda w takim stroju chodziła tylko do pracy. W domu była zwykłą szarą myszką ciągle opatulaną szlafrokiem . Chociaż z czasem musiała oduczyć się nawyku chodzenia w nim, gdyż miała coraz więcej pracy w biurze, która pochłaniała jej cały wolny czas. Dlatego też dzisiaj po powrocie do mieszkania została w tym co miała na sobie rano, czyli we wcześniej już wspomnianej białej koszuli, czarnej marynarce, czarnych spodniach i butach oczywiście również czarnych na dosyć wielkim obcasie. Włożyła klucz do zamku, przekręciła mosiężną, złotą, a raczej złotopodobną klamkę. Otworzyła drzwi do jej "czterech ścian -mieszkania numer 35. Na wprost była kuchnia, na lewo sypialnia i łazienka, a obok jadalni znajdował się salon. Dana weszła w głąb, położyła klucze na stole i zajrzała do lodówki, wyciągnęła zwykłą, niegazowaną wodę mineralną. Zaczerpnęła dwa, może trzy łyki, po czym zakręcając odłożyła na swoje miejsce. Spojrzała na zegarek - była 16.30. Wcześnie -pomyślała. Odgarnęła kosmyk włosów, który niezdarne opadł jej na czoło. Usiadła na kanapie. Nie wiedziała co robić, a więc postanowiła wziąć kąpiel. Kąpiel była bardzo przyjemna. Gorąca woda sprawiała, że Scully wreszcie mogła się zrelaksować po ciężkim dniu w biurze. Piana, którą stworzyły dolane przez nią do wody płyny sprawiły,że w łazience unosił się zapach truskawki wraz z nutą jagody. Wreszcie w tym ciągłym biegu miała czas, aby wszystko sobie poukładać, przemyśleć. Zanurzyła się głębiej w wannie, tak, aby prawie całe jej nagie ciało pokrywała warstwa białych bąbelków. Umyła swoje włosy, wyszła z wanny. Wytarła się ręcznikiem do sucha. Włosy ułożyła jak zwykle, czyli proste, długie pasma z grzywką na prawo. Założyła na siebie ręcznik, aby nie'' paradować'' nago. Jeszcze nie całkiem sucha usiadła na swojej starej, ukochanej kanapie, która służy jej posłusznie od prawie pięciu lat mieszkania tu. Po dokładnym oporządzeniu siebie, przebrała się w piżamę i mimo godziny osiemnastej wskoczyła do łóżka pod ciepłą pościel, która ogrzewała jej zimnie stopy, ale także pozwalała się skryć przed wszelkim złem i przeciwnościami, które ją spotkały. Przykryła się, aż po same oczy chcąc uzyskać ciepło podobne do tego, gdy czuje się obok siebie bijące serce ukochanej osoby. Nie pomogło. Mimo tego, że było jej ciepło i błogo, nadal odczuwała chłód. Ten w sercu. Ten cholerny chłód, który z powoli zaczyna zamieniać się w ból psychiczny. Usiadła na łóżku, otworzyła szafkę nocną, w której trzymała tabletki na sen.Wzięła kilka i wróciła do poprzedniej pozycji. Zasnęła momentalnie ... Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? - zastanawiała się Scully . Była na łące. Ach, jaka ona była piękna. Na środku przecinała ją rzeka, niewielka, ale dosyć głęboka i rwąca ... Wokół niej na obu jej brzegach rozciągała się plaża. Dalej było widać niewielkie wzniesienia i pagórki... Znajdowały się tu przeróżne rodzaje kwiatów, tak kuszących swoją wonią, ale jednocześnie miały w sobie coś magicznego. Miały w sobie siłę ... Siłę przebicia, pokonania ciemności. Na łące rosło przecież ich sporo, a każdy miał siłę i odwagę, aby wzbić się w górę i urosnąć ... I trwać ... Scully zaczęła ostrożnie obserwować łąkę. Po lewej stronie ciągnął się wielki i kolorowy sad. Wyglądał przepięknie. Burza kolorów i zapachów, przyciągała tam najróżniejsze stworzenia: od pszczół, po małe gryzonie. Dana już chciała spojrzeć na prawo, gdy ich ujrzała... Po drugiej stronie była Emily, jej ukochana córeczka, która odeszła. Tak szybko odeszła... i jej ojciec. Jak oni mogli jej nie zauważyć? Zaczęła krzyczeć. Żadnej reakcji z ich strony. Zupełnie jakby była duchem ... No właśnie ... Była duchem, istotą, która błąkała się bez celu, straciła wszystko... Po drugiej stronie było szczęście, spokój. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko... Czuła ,że ktoś nią potrząsa . Nie reagowała . Chciała się pożegnać chociaż ten ostatni raz. Z ojcem i córeczką. Jednak chyba nie było jej to dane... -Obudź się ,Scully - usłyszała dobrze znany jej głos. To był Mulder, który najwyraźniej postanowił ją odwiedzić. -Scully - prawie krzyczał - wstawaj , proszę - jego głos przerodził się ,w coś na kształt błagania, rozpaczy. Dana, w końcu otworzyła oczy i popatrzyła na niego. Miał na sobie tylko luźny, szary podkoszulek i klasyczne jeansy. Jego fryzura była taka sama. Nic się nie zmieniło. Te same, uwodzące zielone, pełne blasku oczy, do których zdążyła już się przyzwyczaić po pięciu latach ich wspólnej współpracy. Ten sam uśmiech szczeniaka, który Scully kochała nad życie, ten sam wyraz twarzy -martwiący się o nią. Scully przeciągła się,po czym powiedziała: - Mulder? Co ty tu robisz? -Jak to co? - w jego głosie było słychać przerażenie - nie odbierałaś telefonów ode mnie. Dzwoniłem chyba ze sto razy. Myślałem, że coś się stało ... - powiedział z troską, która sprawiała, że Dana odczuwała to ciepło, którego jej tak brakuje. -A czy coś mi jest? - zadrwiła. - wszystko jest w jak najlepszym porządku. - odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem. Wiedziała, że on i tak domyślił się, że ten uśmiech jest sztuczny - Mulder -zaczęła - Ja nie mam dwóch lat, żebyś musiał mnie kontrolować na każdym kroku. Mam własne życie, swoje sprawy. A teraz po prostu przysnęło mi się. Zdarza się - z jej twarzy można było wyczytać kłamstwo. Chociaż osoba, która jej nie znała mogła twierdzić, że mówi prawdę, lecz nie Mulder... Znał ją zbyt dobrze... Fox, popatrzył się na nią swoim jak to kiedyś ujął "zabójczym spojrzeniem '' i powiedział: Scully. Proszę nie okłamuj mnie. Widzę ,że coś się stało. Mnie nie oszukasz. Z resztą ile razy chcesz mnie nabierać na to twoje kłamstewko? Ile? - jego twarz zbladła. Widać było, że bardzo się o nią martwi. Scully usiadła na łóżku, przeciągnęła się. Chciała sprawiać pozory, że wszytko jest w porządku. - Mulder , powiedziała nadal kontynuując wykonywaną wcześniej czynność- zakończmy to. Nie ma o czym mówić. Wstała, ziewnęła po czym narzuciła na siebie szlafrok, który idealnie współgrał z jej oczyma. Zawiązała w pasie. Udała się do kuchni mówiąc: Chcesz kawy? Czy może herbaty? - Nie, dziękuję . Scully - wstał i udał się razem z nią do kuchni. -Scully, proszę. Powiedz mi co się stało . Nie zamykaj się w sobie.Tak, jak po uprowadzeniu. Błagam Cię, zostań przy mnie. Nie odchodź ... Nie pogłębiaj tej rany, którą nosisz w sercu ... Scully popatrzyła się błagalnie na swojego partnera. Westchnęła ciężko i zaczęła swoją opowieść: - Mulder, wiesz, że ciężko mi się pogodzić z jej śmiercią. Była jedynym dzieckiem, które mogłam mieć. Ta szansa, a raczej cud już nigdy się nie powtórzy - zaczęła drżeć - kochałam ją, najbardziej na świecie. Była moją malutką córeczką, osobą, dla której chciało mi się żyć. Nie mam już nikogo, moja matka nawet mnie unika. Mój brat tuż po jej śmierci wspomniał, iż dobrze, że umarła, ponieważ nie byłabym dobrą matką. Wiesz jak zraniły mnie jego słowa? Nie chcę już o tym mówić, proszę. Spojrzała na niego błagalnie. -Wiem, Scully, wszystko wiem - podszedł do niej i objął ją. Dana poczuła się bezpiecznie. Wiedziała, że Mulder to jej przyjaciel, ale czy ktoś więcej? Natomiast Mulder po stracie Emily czuł pustkę. Mimo tego, że nie była jego dzieckiem to bardzo ją polubił. Emanowała od siebie światłem. Światłem, które dawało nadzieję na lepsze jutro, na początek. Lecz jej nagła i niewyjaśniona śmierć. Pojawiła się tak nagle i równie szybko zniknęła. Zostawiając tą pustkę w sercu. Na zawsze... Przed oczyma przebiegały mu wszystkie wspomnienia związane z tą dziewczynką. Jej piękne oczy, jej uśmiech na widok " Pana Ziemniaczanej Głowy'', strach, gdy Emily umierała na szpitalnym łóżku. Pozostaną mu też wspomnienia radosne, ciepłe. Scully z Emily na rękach. Ten widok, aż łapał za serce, Mulder wiedział, że zostanie z nim do końca życia... Jednak, gdy przegrała walkę, Fox poczuł ból. Ból, taki, jaki czuje ojciec po stracie dziecka. Nigdy nie widział się w roli ojca, ale byłby w stanie zrobić wszystko, żeby chociaż spędzić jeszcze jeden dzień z nią. Tak bardzo tego pragnął. Mulder przez te wszystkie lata wmówił sobie, że nie potrzebuje niczyjej opieki. Wiedział też, że Scully byłaby idealną matką i żoną nigdy nie zaniedbującą swojego dziecka i męża. Zawsze widział Danę jako matkę, ale po raz pierwszy zobaczył siebie jako ojca, lecz ona odeszła na zawsze, nigdy już nie wróci. Ci ludzie zabijając Emily, zabili również marzenia Scully i Muldera. Zabili marzenia obojga rodziców...

środa, 23 kwietnia 2014

Ego dilexi te #2

To jest druga (i zarazem ostatnia) część tej serii. Miłego czytania ;)

Scully nie zastanawiając się ani przez chwilę pojechała do domu. Usiadła na kanapie i pustym wzrokiem przełączała kanały w telewizji i starała się skupić na filmach. Nie mogła jednak. Kusiło ją żeby wziąć kilka dni wolnego, ale wtedy wyszłaby na tchórza. Wiedziała,że nie powinna się nad sobą użalać bo sama sobie zgotowała ten los. Westchnęła ciężko i powróciła do prób zajęcia swojego umysłu czymś. Spać położyła się wcześnie mając nadzieję, że sen przyjdzie szybko. Ale była już trzecia w nocy, a ona nawet przez chwilę nie zmrużyła oka. Poirytowana usiadła na łóżku. Schowała twarz w dłonie i zaczęła się zastanawiać co ona najlepszego narobiła. Sama wiedziała, że tak naprawdę ona nie jest zła na siebie, że postąpiła nierozsądnie poprzedniej nocy (choć powinna) tylko, że zraniła Muldera. Zachowała się jakby nie miała żadnych uczuć, jakby była zimną, szorstką osobą. A przecież była taka tylko z pozoru. Ciągle, gdzieś tam w jej głowie odzywał się cichy głosik mówiący, że powinna pojechać i go przeprosić. Odpychała go jednak od siebie bo wiedziała, że Mulder pewnie po prostu powiedziałby, że nic się nie stało, że szanuje to, że ona nie czuje się wobec niego tak jak on wobec niej i znowu by wszystko było tak jak dawniej, nigdy więcej by jej nie dotknął. I Scully nie dałaby rady mu przetłumaczyć, że to nieprawda, że ona go nie kocha, że jest wręcz przeciwnie, ale... No właśnie - ale. Nie umiałaby podać przyczyny, dla której zachowała się w ten sposób. Bo jak wytłumaczyć mu, że ona wmówiła sobie, że to było nieodpowiedzialne? Ale z drugiej strony jeśli mu tego nie wyzna to co? Będzie codziennie walczyła ze sobą żeby nie okazać mu "przez przypadek" uczuć, nie przepraszać go i nie dostawać palpitacji serca na jego widok? Boże, czemu ona zawsze musiała wszystko zepsuć? Czemu zawsze zachowywała się w taki sposób, a potem, kiedy już jest za późno żałowała tego? Poczuła, że zaraz wszystkie te myśli i wyrzuty sumienia rozsadzą jej głowę, więc wstała, ubrała się i pojechała do jego mieszkania. Kiedy stanęła przed drzwiami jego mieszkania jej strach i stres sięgał zenitu. Nie mogła przestać zastanawiać się jaka będzie jego reakcja. Pukając wydawało jej się, że zaraz serce wyskoczy jej z piersi. Gdy otworzył drzwi wydawał się bardzo zdziwiony jej wizytą, ale jego szczeniacka mina się nie zmieniła.
-Scully? Co tu robisz o takiej porze?
-Mulder, ja... my... musimy porozmawiać - Scully nie mogła dobrać słów
-Jasne. Wejdź - powiedział. Pomógł jej zdjąć płaszcz, ale Scully widziała, jak bardzo starał się żeby niechcący jej nie dotknąć. Usiadła na krześle czekając aż Mulder zajmie swoje miejsce naprzeciwko niej. Odwiesił jej płaszcz i tak zrobił.
-O co chodzi? - zapytał siadając - To musi być coś naprawdę ważnego skoro wyciągnełaś mnie z łóżka o takiej godzinie - Scully poczuła kompletną pustkę w głowie, nie wiedziała już co powiedzieć.
-Ja tylko... chcę przeprosić... - zaczęła
-Nie ma sprawy, przyzwyczaiłem się do zarywania nocy - przerwał jej
-Nie, Mulder...ja nie chciałam żeby to tak wyszło... ja...wmawiałam sobie, że nie powinnam była...byłam tym...skrępowana...ja naprawdę...-wyjąkała. Po twarzy zaczęły jej spływać łzy - Cholera... - wymamrotała chowając twarz w dłoniach. Usłyszała, że Mulder wstaje. Zapewne chciał rzucić w jej stronę płaszcz, zaprowadzając w stronę wyjścia. Ku jej zdziwieniu po chwili poczuła silne ramię obejmujące ją. Nie mogła w to uwierzyć.
-Mulder... - wykrztusiła przez łzy
-No, muszę przyznać, że nie tego spodziewałam się po Królowej Lodu - zażartował. Objęła go mocniej za szyję i pochamowała łzy
-Kocham cię... - wyszeptała mu do ucha. Mulder wstał i na rękach zaniósł ją i położył na swoim łóżku. Oderwał się na chwilę od niej.
-Pod jednym warunkiem: obiecaj mi, że nie uciekniesz - Scully zaśmiała się cicho.
-Obiecuję...

Ego dilexi te #1

Oto moja nowa seria, będzie o wiele krótsza niż poprzednia, ale mam nadzieję, że się Wam spodoba. Skupia się ona bardziej na relacji Mulder - Scully niż poprzednia. Miłego czytania ;)

Scully otworzyła oczy. Było jeszcze dosyć ciemno. Rozejrzała się. Zaraz... Ona wcale nie była w swoim mieszkaniu. Obok niej leżał Mulder. Scully zaczęła powoli przypominać sobie szczegóły poprzedniego wieczoru. O Boże... - pomyślała. Wypiła zdecydowanie za dużo! To karygodne żeby agentka FBI nie potrafiła nad sobą zapanować... Wstała po cichu, pośpiesznie ubrała się i wyszła z mieszkania Muldera. Kręciło jej się w głowie. Przez chwilę miała wyrzuty sumienia, że zostawiła go tam. Ale tylko przez chwilę. Zaraz odezwał się w niej głos rozsądku i wyobraziła sobie co by było gdbyby obudziła się razem z nim. Chyba spaliła by się ze wstydu. Przez moment wzbudziła w sobie malutkie ukłucie nadziei, że Mulder wypił wystarczająco dużo żeby pamiętać to, co się wydarzyło jak przez mgłę i pomyśli sobie, że to był tylko sen. Wsiadając do samochodu Scully spojrzała na zegarek. Było po piątej nad ranem. Zaczęła dziękować Bogu, że obudziła się teraz, a nie, na przykład godzinę później. Przynajmniej raz los się do niej uśmiechnął...
Kiedy weszła do mieszkania wzieła zimny prysznic i wypiła mocną kawę żeby rozbudzić się i móc opanowana przyjść do pracy. Żeby udawać, że nic się nie stało.
Wchodząc do biura - ku swojemu zdziwieniu - zastała tam Muldera. Specjalnie przyszła wcześniej przyszła żeby być tam przed nim.
-Dzień dobry - powiedziała starając się przybrać pogodny, lecz zarazem obojętny ton. Nie doczekała się odpowiedzi. Czyżby był na nią obrażony? - zastanawiała się. Nadzieja, że nie będzie niczego pamiętał prysła jak bańka mydlana. Odezwał się dopiero kiedy powiesiła już swój płaszcz i odwróciła się w jego stronę.
-Scully, musimy porozmawiać - powiedział. Scully szybko zastanawiała się nad jakąś sensowną wymówką.
-Mamy dużo pracy. Porozmawiamy jak skończymy - zarządziła.
Przez cały dzień starała unikać jego wzroku, bała się, że jeśli spojrzy mu w oczy i zobaczy jego wzrok szczeniaka to rzuci mu się na szyję i zacznie go przepraszać. Musiała być silna.
W końcu nadszedł nieszczęsny moment kiedy oboje nie mieli już nic do roboty. Scully gorączkowo zaczęła wymyślać wymówki, ale nic mądrego nie wpadło jej do głowy. Gdy stanęła z nim do rozmowy próbowała uciekać wzrokiem, ale on wpatrywał jej się prosto w oczy. Czuła się przez to niekomfortowo, ale nie miała serca prosić go żeby odwrócił wzrok.
-Czemu wyszłaś? Co się stało? - zapytał. Jego głos był łagodny, nie było w nim ani krzty tonu oskarżycielskiego.
-Mulder, wypiliśmy za dużo alkoholu, czemu nie możesz o tym po prostu zapomnieć? - powiedziała wymijająco.
-Nie, to nie kwestia alkoholu, Scully. Pamiętam wszystko ze szczegółami - Scully poczuła, że zaczyna się rumienić - Pamiętam też ile wypiłaś. Może z dwa kieliszki. To zdecydowanie za mało żebyś mogła zwalić winę na alkohol. Może pomógł ci podjąć decyzję, ale byłaś świadoma swojego wyboru. Gdybyś tego nie chciała nie podjełabyś takiej decyzji. Zbyt dobrze cię znam, Scully. Okłamujesz samą siebie, Scully - powiedział patrząc jej prosto w oczy. "I ciebie" - pomyślała Scully. To wszystko co mówił było prawdą.
-Tak, czy owak, nie chcę już poruszać tego tematu. Przyznaję się, popełniłam błąd - powiedziała z kamienną twarzą.
-Znów budujesz między nami ten cholerny mur. Poprzedniej nocy byłem przekonany, że został zburzony, a ty znowu zbudowałaś tą barierę - widząc jego minę zbitego psa, Scully poczuła, że napływają jej do oczu łzy i zgrywając pozę królowej lodu wyszła szybko z biura, po drodze chwytając swój płaszcz.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Powroty #6

Oto 6 i zarazem ostatnia część serii "Powroty". Miłego czytania :)

Mężczyzna bez najmniejszego wahania wybiegł z ciemnego pomieszczenia zostawiając Muldera i Scully samych. Scully wstała i podbiegła do Muldera.
-Musimy się stąd wydostać - wydusił
-Mulder...daleko nie zajdziesz, jesteś wykończony...
-Dam radę - powiedział i chcąc udowodnić swoją rację wstał. Scully wywróciła oczami gdy się zachwiał i musiał oprzeć się o ścianę. Natychmiast jednak powrócił do dawnej pozycji. Oboje wyszli przed budynek.
-I co teraz? - spytała Scully rozglądając się wokół. Budynek, w którym ich przetrzymywano znajdował się w zaśnieżonym lesie iglastym. Było bardzo zimno.
-Musimy znaleźć jakieś inne zabudowania i poprosić o możliwość skorzystania z telefonu - odparł spokojnie. Widząc nieprzekonaną minę Scully chwycił ją za rękę i ruszył naprzód, ale już po chwili upadł na ziemię.
-Cholera...- wymamrotał próbując wstać. Scully westchnęła
-No tak. Mógłbyś choć raz się mnie posłuchać, Mulder - powiedziała pomagając mu wstać, a następnie podparła go na swoim ramieniu. Po kilku minutach wolnego marszu oboje z ulgą stwierdzili, że w oddali znajduje się jakiś dom. Kiedy resztkami sił podeszli pod drzwi Scully wolną ręką zapukała. Otworzyła jakaś starsza pani wycierając ręce o fartuch. Wyglądała na bardzo zdziwioną.
-Jesteśmy agentami FBI..potrzebujemy pani...pomocy - wydyszała. Kobieta nie wyglądała jednak na nie zdecydowaną. Scully zaczęła przeszukiwać kieszenie marynarki. Na szczęście w wewnętrznej kieszeni znalazła odznakę i pokazała ją.
-Specjalna agentka Dana Scully - przedstawiła się.
-Przepraszam najmocniej - odezwała się w końcu kobieta i wpuściła ich do środka - Co mogę dla państwa zrobić? - zapytała uprzejmie kiedy Scully usadowiła Muldera na kanapie.
-Przede wszystkim potrzebuję trochę wody i jedzenia dla niego - odparła Scully wskazując na Muldera
- Przede wszystkim musimy skorzystać z telefonu - poprawił ją
- Zamknij się, Mulder - powiedziała poirytowana.
-Oczywiście, już państwu przygotuję posiłek, a telefon jest tutaj - powiedziała wskazując na stół.
-Dziękuję bardzo - powiedziała Scully podchodząc do telefonu - Mówiłam ci, Mulder, że kiedyś znajomość numeru Skinnera na pamięć nam się przyda - zwróciła się z zadowoleniem do Muldera
- Równie dobrze mogłabyś się połączyć z kwaterą główną i poprosić o przekierowanie... - wymamrotał
- Skinner - odezwał się znajomy głos
- Tu Scully.
- Gdzie pani jest? Tyle razy próbowałem się z panią skontaktować...
- To pilna sprawa. Zarówno ja jak i Mulder zostaliśmy uprowadzeniu i... - uświadomiła sobie, że nie wie nawet gdzie się znajdują - Proszę zaczekać chwilę - powiedziała - Przepraszam, mogłaby pani mi powiedzieć gdzie się znajdujemy? - zwróciła się do kobiety.
- McMurray, Kanada - odparła uprzejmie. Scully powtórzyła to do słuchawki.
- Najpoźniej jutro rano przyjedziemy po was.
Kiedy Scully się rozłączyła usiadła obok Muldera i zaczęła jeść podane jej jedzenie.
- Zdaję sobie sprawę, że nadużywamy pani gościnności, ale prawdopodobnie będziemy musieli prosić panią o nocleg... - powiedziała Scully
- Ależ nie ma problemu. Możecie państwo tak długo, jak będzie potrzeba.
- Dziękujemy... - Scully spojrzała na Muldera. Był bardzo blady. Dotknęła jego czoła. Było rozpalone. Kobieta zaprowadziła ich do pokoju. Scully pomogła Mulderowi się położyć. Kilka godzin siedziała przy nim. Kiedy w końcu wyszła z pokoju i stanęła przy oknie gospodyni się odezwała.
- To niesamowite jak bardzo pani o niego dba - powiedziała patrząc się z podziwem na Scully - Pomimo, że pani sama jest wykończona, całą swoją siłę wkłada pani w opiekowanie się nim - Scully ze zdziwieniem zastanowiła się nad jej słowami. Nigdy nie myślała w tych kategoriach. Dla niej opiekowanie się Mulderem było zupełnie naturalne.
- Agent Mulder jest od wielu lat moim partnerem w FBI, ale także bliskim przyjacielem. Tyle razy uratował mi życie... - odparła. Kobieta uśmiechnęła się i powróciła do czytania książki.
- Pójdę się już położyć bo rzeczywiście jestem wykończona - powiedziała kierując się w stronę pokoju - Dobranoc
- Nawzajem
Kiedy Scully zamknęła za sobą drzwi podeszła do Muldera. Nie spał
- Jak się czujesz? - spytała z troską. Mulder machnął ręką
- Nic mi nie jest. A Ty? Wyglądasz na zmęczoną.
- Bardzo odkrywcze, Mulder. Rzeczywiście, jestem zmęczona. Ale martwię się o ciebie. Cały czas się trzęsiesz pomimo tej grubej kołdry... - powiedziała odgarniając mu czuło kosmyk włosów z oczu. Po chwili ciszy sama położyła się obok niego w łóżku i oparła głowę na jego ramieniu. Przytulił ją mocno do siebie.
***
Obudziło ich pukanie do drzwi. Scully zerwała się z łóżka jak poparzona, bojąc się, że kobieta wejdze do pokoju. Usłyszała za sobą śmiech Muldera. Otworzyła drzwi poprawiając jednocześnie włosy.
- Dzwonił mężczyzna z FBI, prosił żebym poprowadziła go do nas. Lada moment tu będzie - powiedziała - Przygotowałam państwu też śniadanie na drogę.
- Dziękuję bardzo - gdy kobieta zamknęła drzwi Scully podeszła do Muldera. Nadal był rozbawiony.
- Słyszałeś, Mulder, lada moment będzie tu Skinner - pokiwał głową i wstał zakładając buty. Kiedy przyjechał Skinner obydwoje jeszcze raz podziękowali kobiecie i pożegnali się.
***
- Mulder, myślisz, że zdążyli już zabrać Williama? - zapytała Scully. Obydwoje siedzieli w samolocie i w zamyśleniu patrzyli się na siebie.
- To nie wykluczone - westchnął - Ale zawsze jest nadzieja. Nie możemy o niej zapominać... - uścisnął jej dłoń. Scully nie odpowiedziała. Wpatrywała się tylko w ich splecione dłonie.
***
W końcu jechali samochodem Skinnera pod dom państwa Van de Kamp. Ze względu na stan Muldera, Scully nie zgodził się na to, żeby to on prowadził.
- A zawsze narzekasz na mój styl jazdy - zażartował Mulder patrząc na prędkościomierz.
Gdy podjechali pod dom oboje wybiegli z samochodu i podbiegli pod drzwi. Były otwarte. Na podłodze leżały ciała państwa Van de Kamp. Mulder i Scully przeszukali cały dom, ale nigdzie nie znaleźli Williama...

Mam nadzieję, że podobała Wam się ta seria, wkrótce zacznę pisać kolejną. Zapraszam do wyrażania swojej opinii w komentarzach. I jeszcze (spóźnione) : Wesołych Świąt! :)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Powroty #5

Zaprszam do przeczytania piątej części serii "Powroty" :) Mam nadzieję, że się spodoba =D

Scully poczuła, że robi jej się słabo. Mężcyzna siedział naprzeciwko niej i popijając piwo cierpliwie czekał na jej odpowiedź. Scully nie mogła uwierzyć, że to właśnie usłyszała. Wiedziała, że nie da rady go oszukać. Ale gdyby... Do głowy przyszedł jej pomysł choć nie wiedziała czy on nie pogorszy sprawy. Nie miała jednak nic do stracenia.
-Podjęłam już decyzję - powiedziała.
-Słucham agentko Scully. - odprał mężczyzna, pewny tego co usłyszy,
-Tyle poświęciłam żeby chronić Williama. Nie zamierzam tego wszystkiego zaprzepaścić i choć to trudna decyzja, wiem, że właściwa. Mulder zrobił by to samo na moim miejscu - pewność siebie mężczyzny pysła jak bańka mydlana.
-Che pani poświęcić życie Mudera?! - zapytał ze złością.
-Tak - powiedziała krótko modląc się żeby jej plan zadziałał. Żeby zdążyła znaleźć Muldera nim będzie za późno - Sprawa zakończona.
Nieznajomy poczekał aż Scully wyjdzie z drzwi i szybkim krokiem ruszył za nią. Kiedy Scully szukała w torebce kluczyków do samochodu on chwycił ją za ramiona i wstrzyknął jej jakiś płyn. Scully usiłowała wyciągnać pistolet, ale było za poźno. Ogarnęła ją ciemność,
***
Scully obudziła się w ciemnym pomieszczeniu. Nie widziała kompletnie nic. Ręką wymacała butelkę i bez wahania otworzyła ją i wlała płyn do ust. To była woda. Westchnęła z ulgą wypijając wszystko do dna. Po chwili domysliła się, że to prawdopodonie miał być zapas na kilka dni. Nie przejęła się tym zbytnio bo stwierdziła, że im szybciej przyjdzie śmierć tym lepiej. Nie miała już wogule ochoty żyć. Położyła się na lodowatej, kamiennej podłodze i zamknęła oczy.
***
Scully poczuła ostry, przeszywający ból w brzuchu. Uświadomiła sobie po chwili że ktoś ją kopie. Otworzyła oczy i spróbowła się podnieść. Usiadła i spojrzała w górę. Drzwi pomieszczenia były otwarte i dzięki wpadającemu przez nie światło mogła rozpoznać osobę, które nad nią stała. Był dokładnie tym, kogo oczekiwała...
 -Po co...to...robisz? - wykrztusiła
- Po co zadzwoniłem do FBI i powiedziałem im, że Mulder wdarł się do bazy wojskowej? To proste, agentko Scully, dziwię się, że nie odgadła pani jeszcze moich motywów. Owa baza mieści się kilkadziesiąt tysięcy kilometrów stąd, więc FBI szuka Mulder w tamtych okolicach, zakładając, że nie mógł uciec daleko. Po co go tu przetrzymuję? Żeby zmusić na pani posłuszeńtwo. Może i była pani zdecydowana w Waszyngtonie, ale widok katowanego Muldera na pewno zmieni pani zdanie. Po co porwałem w nocy Muldera i zmusiłem go o napisania pani wiadomości?
-Po co ci mój syn??? - przerwała, lekko zirytowana jego wykładem
-Zapewne sądzi pani, że potrzebny mi jest do niecnych celów. Myśli pani, że jestem "tym złym". Ale myli się pani. Będzie wykorzystany do czegoś o wiele wyższego i ważniejszego niż pani jest w stanie sobie wyobrazić.  - po tych słowach chwycił ją za ramiona i pociągnał za sobą - A teraz zobaczy się pani z Muderem.
Zaciągnął ją drugiego równie ciemnego, lecz o wiele mniejszego pomieszczenia. Scully rozpoznała Muldera na podłodze. Mężczyzna podszedł do niego i kopnął go z całej siły w brzuch. Scully krzyknęła.
-Może zmieniła już pani zdanie? - spytał z ironią
-Scully...nie daj się... - usłyszała głos Muldera
-Zamknij się - warknął jego stronę.
Kiedy zobaczył, że Scully nic nie mówi przygotował się żeby jeszcze raz kopnąć Muldera. W tym momencie jakiś człowiek wbiegł do pomieszczenia.
-Namierzyliśmy go! Znaleźliśmy to dziecko!
CIĄG DALSZY NASTĄPI

środa, 16 kwietnia 2014

Powroty #4

Oto czwarta (i jeszcze nie ostatnia =D) część serii "Powroty". Ponownie bardzo gorąco zachęcam i proszę o pisanie komentarzy!

Kiedy Scully wreszcie otworyła drzwi swojego mieszkania było już ciemno. Zamykając za sobą drzwi nie zauważyła nawet papierka leżącego na ziemi. Po chwili jednak zaszeleścił jej pod butem, więc pochyliła się spodziewając się zobaczyć opakowania po jedzeniu. Podnosząc papierek wzrosła w niej nadzieja, że to była wiadomość od Muldera. Kiedy rozwinęła go i nie zobaczyła jego niestarannego pisma przez chwilę poczuła nutę irytacji i rozczarowania. Ale tylko przez moment. Prześledziła szybko wzrokiem tekst.
-Mulder jest w niebezpieczeństwie. Oszczędzę go, ale wszystko ma swoją cenę...
Scully musiała przeczytać wiadomość kilka razy żeby uświadomić sobie o co w niej chodzi. Była w trakcie czytania słów po raz kolejny gdy zadzwonił jej telefon. Odebrała go nadal wpatrując się w karteczkę.
-Widzę, że pani przeczytała moją wiadomość - odezwał się w słuchawce głos nieznajomego mężczyzny zanim Scully zdążyła powiedzieć "Tu Scully, słucham"
-Przepraszam, kim pan jest? - spytała czując, że dłonie jej drżą.
-Cenię sobie anonimowość - odpowiedział cynicznie nieznajomy - Nie ma co tracić czasu na takie głupoty. Wolałbym przejść od razu do rzeczy.
-Rozumiem, że nie chce pan przedłużać, ale skąd, do cholery, wie pan, że odczytałam właśnie wiadomość od pana, gdzie mieszkam, skąd pan zna mój numer telefonu?
-Wszystko się w swoim czasie wyjaśni, agentko Scully.
-Skąd...
-Darujmy sobie. Tak jak wspomniałem w mojej wiadomości, jestem gotów pomóc Mulderowi, ale nie za darmo.
-Czego pan chce w zamian?.
-Zacznijmy od tego, że chciałbym się z panią spotkać i wtedy ustalić wszelkie szczegóły.
-Nie znam pana. Jestem agentką FBI i moja logika mówi mi, że takie spotkania są nadzwyczaj niebezpieczne, a pana propozycja jest podejrzana.
-Powinna pani choć raz porzucić racjonalny sposób myślenia bo w końcu panią doprowadzi to do zguby, choć może ciężko w to w tej chwili uwierzyć bo przecież tym się pani się całe życie kierowała. Zatrzymuje to panią. Gdyby nie logiczny sposób myślenia pani i Mulder dawno byście już odkryli prawdę, której szukacie tyle lat. - Scully chwilę analizowała jego słowa i w końcu doszła do wniosku, że i tak nie ma nic do stracenia
-Dobrze, zatem ustalmy miejsce i czas spotkania.
-Zapewne wie pani gdzie jest bar do którego Mulder zawsze tak bardzo lubił chodzić żeby się napić? Spotkajmy się tam za godzinę. - powiedział mężczyzna i rozłączył się.
Scully, nie chcąc tracić czasu, wybiegła z mieszkania i pojechała w kierunku miejsca spotkania.
Pomimo, że gdy zaparkowała pod barem było jeszcze pół godziny przed czasem wysoki, łysy mężczyzna wyszedł jej na spotkanie.
-Witam, agentko Scully - Scully od razu rozpoznała go po głosie.
Kiedy zajęli już stolik nieznajomy od razu przeszedł do sedna sprawy.
-Tak jak już mówilem za pewną cenę uratuję Muldera od niechybnej śmierci.. - widząc minę Scully dodał: - Proszę nie zadawać pytań bo to całkowicie zbędnę. I tak na nie nie odpowiem.
-Co mu jest?!
- Krótko mówiąc porwałem go i przetrzymuję w ciemnej piwnicy i dopóki nie da mi pani informacji, którą potrzebuję Mulder nie dostanie, ani krzty jedzenia i wody. Tak więc musi się pani pośpieszyć z decyzją.
-Czego pan chce?
-Chcę wiedzieć gdzie przebywa pani syn, William.
CIĄG DALSZY NASTĄPI



piątek, 11 kwietnia 2014

Powroty #3

No więc wracam z trzecią częścią mojej serii "Powroty". W sumie publikuję to nawet wczesniej niz planowalam :) Mam nadzieję, ze przypadnie Wam do gustu, swoje opinie koniecznie opublikujcie w komentarzach!

Scully nie mogla uwierzyć w to, co się własnie stało. Mulder zawsze był osobą, której ufała bezgranicznie i kompletnie nie spodziewała się po nim czegoś takiego. Poczuła ogarniający gniew. Wstała i rozejrzała sie w poszukiwaniu jakiś innych notatek od Muldera, ale -zgodnie z tym co przewidywała-niczego nie zauważyła. Znów została sama. Wściekła wstała i narzuciła na siebie pierwsze lepsze ubrania szukając sposobu by skontaktować się z Mulderem. Nagle zaczął dzwonić telefon. Starając opanować swoją złość podniosła słuchawkę. - Agentka Scully? - usłyszała głos jakiejś kobiety. -Tak, przy telefonie. O co chodzi? - spytała zastanawiając się po co ta kobieta dzwoniła. - Dzwonię z kwatery głównej FBI, w Waszyngtonie. Mam przekazać pani, że została pani wezwana na rozmowę u dyrektora. -W jakiej sprawie?- Scully poczuła, że nogi się pod nią uginają. - Niestety nie mogę nic więcej pani przekazać. Proszę zjawić się za godzinę w biurze pana dyrektora, a wszystkiego się pani dowie. - ciągnęła kobieta uprzejmym głosem - Dobrze, więc będę na miejscu na czas. - powiedziała szybko i odłożyła słuchawkę. Wchodząc do kwatery głównej FBI Scully próbowała się domyśleć w jakiej sprawie Kersh wzywał ją na rozmowę. Czyżby chciał ją zwolnić? - Agentko Scully, witam. Jest pani bardzo punktualna, jak widzę - powiedział Kersh kiedy Scully wkroczyła do jego biura - Proszę usiąść - dodał wskazując jej krzesło.-- W jakiej sprawie wzywał mnie pan? - zapytała Scully starając się zachować kamienną twarz. - Chodzi o agenta Muldera. Dziś rano dostaliśmy niepokojącą wiadomość, że Mulder wdarł się do tajnej bazy wojskowej i udało mu się zbiec. Próbowaliśmy go namierzyć, ale bez sukcesu. Zna pani Muldera, w końcu przez tyle lat był on pani partnerem w Archiwum X, więc liczymy, że pani pomoże nam w jego poszukiwaniach. - Rozumiem, że sprawa jest poważna dyrektorze, ale Muder jest moim bliskim przyjacielem i nawet gdybym wiedziała gdzie on przebywa nie mogłabym mu tego zrobić - odparła Scully ze stoickim spokojem. - Pani, jako agentka FBI ma OBOWIĄZEK zeznania nam tego co pani wie, tym samym pomagając nam dotrzeć do poszukiwanego. I jestem przekonany, że pani dużo wie. - Nie wiem nic, dyrektorze Kersh, po za tym o czym mnie pan teraz poinformował. Nie sądzę, abym w jaki kolwiek sposób potrafiła pomóc. - A ja sądzę, agentko Scully, że pani chce chronić Muldera i dlatego wstrzymuje się pani od zeznań. A nawet gdyby rzeczywiście nic pani nie wiedziała na temat jego miejscia pobytu, mogłaby pani spróbować odgadnć jego motywy, a z tym pani by sobie na pewno rewelacyjnie poradziła, gdyż na tym polega praca w FBI. Na odgadywaniu motywów zbrodni. Scully bez słowa wstała i skierowała się w stronę drzwi. - A gdzie pani się wybiera? - zawołał za nią Kersh - Jescze nie skończyłem! - Proszę mi wybaczyć, dyrektorze, muszę mieć czas na przemyślenie tej sprawy. CIĄG DALSZY NASTĄPI