sobota, 4 października 2014

Więź - koniec i początek #6

                                                                                  "I nie będzie już cierpienia, bo dawny świat
                                                                        przeminął, chociaż jutro znów wzejdzie Słońce..."


     Życie. Co to właściwie jest? Rodzimy się, a następnie umieramy. Sami. Nikt i nic nie zdoła tego zmienić. Czy umierająca osoba zdaje sobie sprawę z tego, że ta godzina może być ''tą ostatnią"?
Czy czuje się odrzucona, bezwartościowa, samotna i opuszczona? Czy pragnie zaszyć się w jak najdalszym zakątku, gdzie wszędzie panuje cisza i poczucie chwiejnego bezpieczeństwa?
Czy wierzy w Boga?
Którego nie ma.
     Emily Sim. Mała, trzyletnia córeczka Scully, która rzekomo umarła, nawet sam nie wiem, z jakiego powodu. Widziałem jej walkę o ostatni oddech. Widziałem i cierpiałem razem z nią. Czułem przenikliwe, oschłe, pozbawione uczuć spojrzenie w ostatnich chwilach jej domniemanego istnienia. Próbowałem pomóc. Znalazłem nawet lekarstwo, ale wtedy...
Zrozumiałem...
Pojąłem wreszcie, że tej walki nie wygra, że tym razem ONI wygrają. A ''lekarstwo" zatrzyma ją tutaj tylko na ulotną chwilę. I tak by umarła, wcześniej, czy później. Było - i jest - to nadal niestety nieuniknione.
Ale pokochałem to dziecko, była moim promyczkiem, moją nadzieją na lepsze jutro. Nauczyła mnie, że trzeba wierzyć, mimo wszystko. Opieka nad nią i czuwanie w szpitalach wzbudziły we mnie instynkt, o którym nawet nie myślałem - instynkt ojcostwa.
Emanowało od niej tak przyjemne dla serca ciepło. Jej uśmiech niczym utkany z najpiękniejszych mieszanek kwiatów. Jej śliczne, pełne niebieskie oczy. Przywiązałem się, być może ją kochałem. Lecz ona.
     Odeszła.
     Zabili ją.

     A potem, po dwóch, trzech miesiącach znalazłem ją w lesie, ledwo żyjącą, otuloną jedynie cieką kępką trawy. Skąd ona się tu wzięła? Jak wydostała się z grobu? Przecież... widziałem jej ciało, zimne, blade niczym kafelki, w szpitalu, w którym odeszła. Blask w jej niebieskich oczach zniknął. Czuła się nikim - mogłem wyczytać to z jej twarzy. Ale pomimo wszystko: co ona do jasnej cholery tu robi? - Pytania przybywały mi do głowy z prędkością karabinu maszynowego, ale nie było to teraz istotne. Ważne było, że żyła! Była osłabiona i to bardzo, ale miała szanse na przeżycie. Mogłem zabrać ją do szpitala. OCALIĆ. Przynajmniej tak sądziłem...
     Tylko?
     Czy warto znów skazywać niewinne dziecko, które nie miało prawa się narodzić na kolejne próby zwalczania jej niewiadomej choroby? Czy nie dość się już nacierpiała?  Pięćdziesiąt razy na Golgotę i z powrotem? Czy będzie znów tachać ze sobą brzemię choroby?  Czy jest na to gotowa? Czy Scully jest na to gotowa? I, czy ja, sam jestem na to gotów. A może po prostu mam pozwolić jej umrzeć, kolejny raz, tu, w ciemnym lesie, w moich ramionach?
     W pierwszej chwili nie chciałem, by odeszła. Nie chciałem znów przez to przechodzić. Nie miałem na to sił.
     Wtedy zauważyłem, że ona umiera; jej stan się pogarsza. Co prawda nie był najlepszy, od chwili jej znalezienia, ale przynajmniej stabilny. A teraz? Wciąż leżąc podparta pod głową moim kolanem widziałem, jak cierpi. Ból dosłownie rozrywał ją od środka; jak próbuje ukryć te wszystkie uczucia pod maską "wszystko w porządku". Nie wiedziałem, jak jej pomóc. Czułem się bezradny. A najgorsze jest to, iż wiedziałem, że jej koniec już jest blisko.
    
     Za blisko.

"Śmierć 
W sukni  z kruczych piór 
Trzyma stronę ciemności w tej grze
Ich pionki są liczne, zaś wróg
Bezsilny
Gdy jego stworzenia padły martwe
Ona poczęła rzucać zaklęcia w łonie  nocy
I potworna Ziemia zadrżała okropnym życiem
Wstaję przed Tobą, Królowo 
By nakarmić nasze żądzę krwią słabych
By rządzić niebem i światami pełzającymi w dole
W Satanistycznej Tyranii 
Proszę, weź mnie ze sobą" 



Być może jest jej teraz lepiej?


__________________________________________________________________________________

Więc może na sam początek:
Opowiadanie to jest napisane w całości  przeze mnie, Clove, link do jej bloga, również o Archiwum: http://mulderiscully.blogspot.com/
Obwieszczam moim czytelnikom, że po OGROMNEJ przerwie wróciłam z pisaniem do tego opisanego w linku powyżej bloga ;), ale to tylko takie "lokowanie produktu" C:
A jeżeli chodzi o powyższe opowiadanie, to jest to już ostatnia część serii, pt. "Więź". Kiedy następna? Otóż zależy to od samej Paper Hearts :D.
Innych wątków poruszonych w tej serii nie kontynuowałam z tego względu, że uznałam je po prostu za niepotrzebne i odbiegające od całej fabuły.
No to: miłego czytania i zapraszam do komentowania C;
I na koniec taki mały gif, na Dobranoc :}

no animated GIF

sobota, 12 lipca 2014

Więź #5

Przepraszam za moją dość długą nieobecność i zarazem obiecuję większą mobilizację z mojej strony, aczkolwiek nie stałego dnia pojawiania się nowych postów nie ustalam. Miłego czytania :)
***
Scully w końcu zaparkowała na podjeździe jasno oświetlonego domu. Otwierając drzwi od samochodu, poczuła na twarzy mroźny powiew wiatru. Zarzuciła torebkę na ramię i trzasnęła drzwiczkami. Wygramoliła z bagażnika walizkę i zamknęła samochód.
Walczyła z sennością skupiając na tym całą swoją uwagę i niezdarnie potknęła się. Na szczęście w porę złapała równowagę i ponownie prostując się wymamrotała pod nosem kilka przekleństw. Podeszła do drzwi i łokciem nacisnęła dzwonek. Oparła się o ścianę i przymknęła oczy czekając na odpowiedź.
***
Mulder z piskiem opon zaparkował przed blokiem Scully. Wybiegł z samochodu i pobiegł w stronę dzrzwi wejściowych. Z pośpiechu wpadł na jakąś młodą kobietę, która wylądowała na chodniku. Przez chwilę Mulder zawahał się, czy nie zostawić jej, ale zdrowy rozsądek zdołał go przekonać, że musi zachować choć odrobinę kultury i pomóc jej.
-Przepraszam najmocniej - zaczął podając jej dłoń - Nic pani nie jest? - kobieta nie raczyła mu odpowiedzieć i wstała tylko z jego pomocą. Kiedy stała już o własnych siłach spojrzała na Muldera. Oszołomiony spojrzał jej w oczy nie mogąc odepchnąć od siebie myśli, że kiedyś został już obrzucony tym nieprzeniknionym, tajemniczym spojrzeniem. Stał patrząc się na nią jak zahipnotyzowany aż ona przerwała ich kontakt wzrokowy. Dopiero wtedy przypomniał sobie o rzeczywistości.
-To, że na panią wpadłem to było naprawdę niechcący, to był przypadek... - zaczął Mulder starając się zebrać w słowa swoje ułożone w głowie wyjaśnienie.
-Co wydaje się nam ślepym trafem, pochodzi z głębokich źródeł - odparła z lekkim uśmieszkiem - Zdaje mi się, że się pan śpieszy. Zatem nie będę pana zatrzymywać - dodała odwracając się do niego plecami.
-Czy my się znamy? - zawołał za nią Mulder, ale ona nie zareagowała na jego słowa. W normalnej sytuacji zapewne sprawdziłby jej tożsamość bo wydawała mu się nadzwyczaj podejrzana, ale teraz ważniejsza była Scully, więc pobiegł do jej mieszkania. Tajemnicza kobieta skręciła w ślepą, opuszczoną ulicę na której czuć było odór od porzuconych worków śmieci i słychać było stłumiony ruch uliczny. Stanęła na środku drogi i jej twarz powoli zmieniła się w twarz łysiejącego mężczyzny w średnim wieku. Mężczyzna poprawił sobie kołnierzyk od wykwintnego garnituru na karku, a następnie pewnym krokiem ruszył przed siebie.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

środa, 25 czerwca 2014

Więź #4

 Na wstępie chciałabym przeprosić, że opowiadanie miało pojawić się w weekend, a dziś jest środa... Jak wspominałam już w jakimś komentarzu, dopiero co wróciłam z wyjazdu na długi weekend, a byłam tam kompletnie odcięta od Internetu, więc nie miałam jak cokolwiek dodać. Kolejną rzeczą jest to, że to opowiadanie powstało z pomocą mojej przyjaciółki, czyli Clove za co jej już teraz strasznie dziękuję :) 

"A każdego dnia siedemnastu z nas z parapetu okna skoczy, zamykając oczy..."
 ***
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Pamiętaj, że wszystko kiedyś przeminie. Nie będzie mnie, ani Ciebie, ani też wszystkich, którzy coś znaczyli w Twoim dotychczasowym życiu. Dlatego jeśli kochasz, to pozwól odejść. Im szybciej, tym lepiej. Nie twierdzę, że to nie będzie bolało, ale warto spróbować, bo przecież "chcesz wierzyć". Ale, czy te słowa coś dla Ciebie znaczą? Czy może są tylko kolejnym pustym, oklepanym hasłem? I dręczy mnie jeszcze jedno pytanie: do czego tak uparcie dążysz? A jeśli wiara okaże się na tyle silna byś poszedł za nią, to co będzie dalej? Czy to, co budowałeś przez tyle lat przetrwa w niezmienionym stanie? Stworzyłeś wokół siebie mur, fortecę nie do zdobycia. Nie wiem, czy zrobiłeś to umyślnie, czy też nie, ale zrobiłeś to wszystko zamykając się w sobie, nie pozwalając innym dotrzeć do Twojego prawdziwego oblicza. Zamknąłeś się przede mną. Ale... czy odmieniłaby Cię miłość? Ciężko mi znaleźć prawdziwą odpowiedź na to pytanie, ale myślę, że miłość potrafi odmienić każdego. Dlaczego? Wydaje mi się, że ta osoba zakorzeniłaby się w Twoim sercu, zapuszczając długie korzenie i nie pozwalając Ci się uwolnić, odejść. A Ty, patrząc na nią z każdym dniem widziałbyś jak bardzo jesteście ze sobą związani. Dwa ciała, jedna dusza. Potęga takiej miłości przetrwałaby wszystko, a Ty w pełni zrozumiałbyś wtedy moje słowa... I kiedy w końcu to odtczytasz nie będzie już mnie przy Tobie, ale proszę żebyś nie próbował mnie szukać. Podjęłam taką decyzję nie bez powodu i jestem w pełni jej świadoma. Mam nadzieję, że kiedy się spotkamy obydwoje będziemy mieli już ułożone życie i będziemy potrafili z sentymentem wspominać czas, który był nam razem dany. Z całego serca życzę Ci abyś jak najszybciej odnalazł osobę, która była Ci przeznaczona... 
Scully powoli odsunęła od kartki długopis, wierzchem dloni ocierając łzy. Nie wiedziała czemu to robiła. Z jednej strony wydawało jej się to absurdalne, ale wiedziała, że musi w końcu podjąć dobry krok. Przeczytała jeszcze raz, to, co napisała. Niektóre rzeczy miała ochotę zmienić, bo wydawało jej się, że Mulder mógłby pomyśleć, że wyjeżdża dlatego, że zamknął się przed nią. A tak nie było. Robiła to nie tylko dla jego dobra, ale dla dobra ich obojga. Doskonale wiedziała, że jeśli spędziłaby tu kolejne lata nie potrafiłaby znaleźć sobie kogoś, osiąść się na stałe, wieść spokojne życie i z tym mężczyzną się zestarzec. Byłaby zbyt mocno - wręcz irracjonalnie - przywiązana do Muldera i to by ją przez długo przy nim zatrzymywało. Wiedziała, że to co ona czuje nie jest odwzajemnione, a po za tym Mulder nie miałby czasu na żadne relacje, bo całym jego życiem było Archiwum X. Miała nadzieję, że jej nagłe odejście zadziała na niego jak kubeł zimnej wody na śpiącego człowieka. Do jednej ręki chwyciła torbę, a drugą zamknęła drzwi. Ledwo unosząc torbę wydostała się z bloku i z ulgą wrzuciła ją do bagażnika swojego samochodu. Sama usiadła na miejscu kierowcy, a na puste siedzenia obok niej rzuciła kartkę z jej eleganckim pismem. Patrząc w lusterko kilka razy przeczesała włosy palcami i przybrała kamienny wyraz twarzy.
Po kilkunastu minutach podjechała pod blok Muldera. Wzięła głęboki wdech, a następnie wysiadła z samochodu i szybkim krokiem weszła do środka. Kiedy znalazła się pod drzwiami jego mieszkania wsunęła pod drzwi kartkę, a następnie wyszła z bloku ponownie wsiadając do swojego samochodu. Napotkanym po drodze przechodniom nie zdradziła wyrazem twarzy żadnych targających nią emocji. Ruszyła wbijając wzrok w drogę i skupiając się na muzyce, która akurat leciała w radiu...
***
Mulder, wykończony po tylu godzinach nieustannej pracy w Archiwum wszedł do mieszkania. W wykonanie tak prostej - z pozoru - czynności jaką było otworzenia i zamknięcie drzwi musiał włożyć niewyobrażalną ilość energii. Pstryknął palcem włącznik do światła, ściągnął płaszcz, a następnie schylił się żeby rozwiązać buta. Wtedy zobaczył elegancko złożona na pół kartkę. Zdziwiony, podniósł ją spodziewając się jakiejś notki od swojego tajnego informatora. Kiedy jednak zobaczył staranne pismo Scully prawie opadła mu szczęka. Zaniepokojony, szybko przeleciał wzrokiem tekst. Następnie rzucił na ziemię dopiero co przeczytany list i wybiegł z mieszkania zapominając o zmęczeniu...
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 14 czerwca 2014

Więź #3

Pierwsze co usłyszała to dźwięk klaksonów. Spojrzała jak pędzące samochody mknęły dalej, a kierowcy nie fatygowali się by zatrzymać się i sprawdzić, czy nic jej się nie stało. Scully, próbując otrząsnąć się z emocji, podjechała wolno na pobocze i zatrzymała silnik wyjmując ze stacyjki klucze. Usiadła prosto na siedzeniu i dzielnie spojrzała na samochód, za którym zaparkowała. Samochód, który był przyczyną jej zachowania. Samochód Muldera. Wysiadła z samochodu i podeszła do niego. Na siedzeniu leżały kluczyki. Odpychając od siebie myśli o tym, jak to możliwe, że nikt tego samochodu po prostu nie ukradł zaczęła zastanawiać czemu Mulder zostawił tak samochód. Wiedziała, że musiał się bardzo spieszyć. Ale dlaczego? To, co widziała stanowiło tylko jeden, kolejny kawałek tej zagadki. Nie zastanawiając się nad tym zbyt długo zanurzyła się w cieniu lasu.
***
- I oto główna droga! - powiedział dumnie Bob uśmiechając się od ucha do ucha.
- Dzięki. - wymamrotał Mulder pod nosem kierując się w lewo.
- Tamten samochód, ten srebrny, to pana? - zapytał go Bob - To nie najlepszy pomysł zostawiać samochód w takim miejscu - dodał.
- Może, ale to nie pana sprawa i byłbym wdzięczny gdyby pan już mnie zostawił. Stąd już raczej trafię - odparł podnosząc z irytacją głos.
- Jak pan sobie życzy, agencie Mulder - usłyszał Mulder za sobą głos przesiąknięty cynizmem. Nie zwracając na niego uwagi szedł dalej. Po chwili odwrócił się z ulgą stwierdzając, że Boba już tam nie ma. Wlepiając wzrok w drogę szedł dalej. Nie potrafił opisać tej mieszanki emocji, która szalała jak burza w nim. Złość, smutek, rozczarowanie i irytacja? Nie, było to zdecydowanie zbyt lekko powiedziane. Zatopiony we własnych myślach wybudził się dopiero gdy zobaczył przed sobą maskę swojego samochodu. Już miał wsiadać do środka kiedy zobaczył drugi samochód zaparkowany kilka metrów dalej. Samochód Scully. Zostawiając drzwiczki otwarte na oścież podbiegł do jej samochodu modląc się żeby zastał ją w środku. Ale wszystkie siedzenia okazały się wolne. Z bezsilności z całej siły kopnął w spory kamień nie zważając na ból, który temu towarzyszył. Wypowiedział kilka przekleństw pod nosem i ruszył z powrotem do swojego samochodu. Kiedy usiadł za kierownicą i spojrzał na siebie w lusterku szcęka mu prawie opadła. Wygłądał okropnie, miał na twarzy pełno błota i siniaków, a włosy były czymś posklejane. Zaraz podziękował Bogu, że jednak w samochodzie nie zastał Scully. Zapewne przejęłaby się tym bardzo, zawiozła go do szpitala martwiąc się - wbrew jego zapewnieniom - o jego życie i wypytując o to, co się stało. A on co by jej powiedział? Że zaprzepaścił wszystko to, o czym marzyła?  A może zachowałby się jak tchórz i próbowałby usprawiedliwiać się patrząc na jej cierpienie? Westchnął ciężko i odpalił silnik ruszając prosto przed siebie.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 7 czerwca 2014

Więź #2

Mulder poczuł, że ktoś go trąca. Gwałtownie uniósł się do pozycji siedzącej i nabrał szybko powietrza. Zobaczył przed sobą twarz starszego mężczyzny. O dziwo, minę miał rozbawioną. Zmarszczył brwi i rozejrzał się wokoło. Powoli przypomnial sobie wszystkie wydarzenia z poprzedniego dnia.
- Niech zgadnę: za dużo pan wypił? - powiedział z uśmiechem mężczyzna - Ale niech się pan nie przejmuje, każdemu się zdarza, nawet takiemu staruszkowi jak ja - dodał widząc zdezorientowaną minę Muldera. Mulder pokręcił przecząco głową podnosząc się z ziemi i optrzepując się.
-Tak się składa, że nic nie wypiłem. Z resztą jakie to ma znaczenie? - wymamrotał do mężczyzny myślami przy tym, co wydarzyło się wczoraj. Minął mężczyznę i pokierował się na wprost przed siebie nie zastanawiając się nawet nad tym, gdzie idzie. 
-Nie tak szybko! - usłyszał za sobą głos - Z całym szacunkiem, ale twierdzi pan, że nic pan nie wypił, ale idzie pan w zupełnie złym kierunku - Mulder zatrzymał się i westchnął ciężko. Tłoczące się w jego głowie myśli uniemożliwialy mu nawet logiczne myślenie. Odwrócił się i spojrzał na mężczyznę. Na twarzy miał nadal złośliwy uśmieszek. Po chwili namyślenia wyjął z kieszeni odznakę i bez słowa pokazał ją mężczyźnie. Patrzył jak kolory na jego twarzy gwałtownie się zmieniają.
-Prowadziłem tu w nocy śledztwo - skłamał
-No, no muszę przyznać, że zaskoczył mnie pan - wydusił wyraźnie zdziwiony mężczyzna - Mogę wiedzieć w jakiej sprawie? - dopytywał się
-Nie mogę powiedzieć, to tajemnica - wyjaśnił krótko - Zaprowadzi mnie pan do głównej drogi?
- Jasne. Przy okazji - jestem Bob - przedstawił się mężczyzna
-Agent Mulder - dodał Mulder. Jego twarz pozostała nadla kamienna a myślami nadal był przy wydarzeniach z nocy.
Bob, widząc, że Mulder nie jest ani trochę skory do rozmowy przez resztę drogi się do niego nie odzywał.
***
Scully postanowiła zrobić sobie kilka dni wolnego żeby wszystko sobie pokukładać. Kiedy informowała o tym Skinnera on nie krył zdziwienia. Pierwszy raz było tak, aby Archiwum zostawało puste. Zawsze któreś z nich było w pracy. Jednak widząc zmęczenie Scully bez wahania zgodził się na urlop. Siadając na swojej kanapie Scully zastanawiała się nad tym, co ze sobą zrobić. Gdyby wyłączyła racjonalne myślenie zapewne pojechałaby szukać Muldera. Ale wiedziała, że nie może kontrolować go na każdym kroku , że musi dać mu wolność. On miał swoje życie, a ona swoje. Po za tym przecież nie łaczyło ich nic prócz przyjaźni. W końcu postanowiła, że pojedzie do swojej matki i oderwie sie od hałasu Waszyngtonu. Pół godziny później była już spakowana i wsiadała do samochodu. Ruszyła puszczając relaksującą muzykę. Starała się się skupiać swoją uwagę tylko na trasie i na muzyce, ale chwilami myśli wymykały jej się spod kontroli jak piasek wyślizgujący się z palców. W końcu wyjechała z zatłoczonego miasta i pozwoliła sobie przyśpieszyć. Wyjechała zza zakrętu i... serce podskoczyło jej do gardła. Bez zastanowienia, z całej siły nacisnęła hamulec.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 31 maja 2014

Więź #1

Mulder biegł przez las co chwila potykając się o kamienie i zahaczając płaszczem o gałęzie. Z czoła spływały mu małe kropelki potu, ale biegł dalej. Nie mógł stracić owego światła z oczu choć tak naprawdę wiedział, że i tak nie ma szans dogonić go. Znowu miał to uczucie, którego nienawidził, które było dla niego tysiące razy gorsze niż strach. Uczucie bezsilności. Dokładnie tak samo czuł się tamtej nocy, sprzed lat kiedy wydawało mu się, że stracił wszystko. Nie potrafił pojąć jak to możliwe, że znowu traci to "wszystko"...
***
Scully miarowo stukała w drzwi mieszkania Muldera. Westchnęła ciężko i zastanawiała się co też równie ciekawego robi jej partner, że nie może jej otworzyć . Od dwóch tygodni tylko raz odebrał telefon twierdząc, że wziął urlop. Scully zrezygnowała z pukania widząc, że to nie przynosi skutku i wyciągnęła z torebki klucz. Włożyła go do zamku i układała sobie w głowie dalsze scenariusze. Kiedy otworzyła w końcu drzwi musiała przymknąć oczy bo poczuła ostry, zimny powiew wiatru na twarzy. Jedną ręką zasłoniła sobie twarz, a drugą z całej siły trzasnęła drzwiami. Rozchyliła powieki i zobaczyła otwarte na oścież okno. Podbiegła do niego i szybko je zamknęła. Kiedy nie czuła już mroźnego powiewu rękami ułożyła włosy i rozejrzała się po mieszkaniu. Wszędzie panował straszny bałagan, gorszy niż zazwyczaj. Muldera, ani śladu. Scully zmarszczyła brwi i weszła do sypialni. Na łóżku wszędzie porozwalane były ubrania, ale Scully coś nie pasowało. Podeszła bliżej i rozróżniła dziecięce ubrania. Poczuła, że kręci jej się w głowie. Wszystkie myśli jej wirowały, ale jedna wybijała się ponad wszystkie : Mulder był od kilku lat ojcem dziecka, ale nie puścił pary z ust. Scully próbowała zwalczyć tą myśl tłumacząc sobie, że to najbardziej iracjonalna z nich wszystkich. A z resztą... Nawet gdyby - jakimś cudem - okazała się prawdziwa, to co ją to mogło obchodzić? Była tylko jego partnerką...
***
Jasne dotąd światło na dobre zniknęło z tła ciemnego nieba. Mulder, wykończony, spojrzał z żalem w kierunek, w którym jeszcze niedawno widniało światło. Osunął się na wilgotną leśną ściółkę starając się wyrównać oddech i wszystko przemyśleć. Zaledwie dwa tygodnie temu, kiedy znalazł ją w tym lesie był pewien, że ją odzyskał. Była jak zamrożona - od czasu gdy zniknęła po raz pierwszy nie zmieniła się, ani trochę. Chciał ją zabrać do matki, ale było już za późno. Wyobrażał sobie minę jego matki, gdy zobaczyłaby utraconą córkę. Mulder przymknął oczy wsłuchując się w miarowe kołysanie się koron drzew...
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 17 maja 2014

Szaleństwo Dzielone na Dwoje #4

Kochając nigdy nie trcisz... Tracisz tylko wtedy, gdy wszystko zatrzymujesz dla siebie.
***
Scully gwałtownie otworzyła drzwi do gabinetu Skinnera. Wicedyrektor szybko uniósł wzrok i spojrzał na siadającą na krześle przed jego biurkiem Scully. Na twarzy malowały mu się przeróżne uczucia. Zauważyć można było gniew, ale też rozczarowanie kończąc na współczuciu. Scully cierpliwie czekała aż Skinner się odezwie, ale w końcu sama rozpoczęła rozmowę nieco zmieszana jego zachowaniem. -Wzywał mnie pan - zaczęła bacznie obserwując jak twarz Skinnera ponownie nabiera normalnych kolorów. -Tak, rzeczywiście. Chciałem z panią...omówić zachowanie agenta Muldera - powiedział dość ostrym tonem -Nie sądzę żeby było tu cokolwiek do wyjaśniania, proszę pana - odparła szybko, marszcząc jednocześnie brwi, chcąc mu pokazać, że jest zdziwiona tym, co jej powiedział - Agent Mulder...nie pogodził się z takim zakończeniem sprawy. Jest wyraźnie przekonany, że jest w tej sprawie wiele do zbadania i nic nie jest jeszcze klarowne... - powiedziała szybko - Poniekąd się z nim zgadzam... - dodała po chwili ciszy i spuściła wzrok. Czuła na sobie spojrzenie Skinnera. -Jakie działanie zatem proponuje agent Mulder? - usłyszała głos szefa -Agnet Mulder twierdzi, że powinniśmy zrobić jeszcze sekcję zwłok zakładnika - odparła Scully ponownie prostując się i patrząc odważnie w oczy Skinnerowi. -Agentko, Scully to jest absurd! - oburzył się - Zakładnik został zabity karabinem! Autopsję wykonuje się kiedy przyczyna śmierci jest niewiadoma! A tutaj jest wszystko jasne! - powiedział szybko wściekłym tonem. Scully nadal patrzyła na niego tak samo jak wcześniej. Jej twarz pozostała kamienna. -To wszystko, może pani już iść - powiedział kiedy opanował się. Scully posłusznie wstała i nie wypowiadając ani słowa skierowała się w stronę drzwi. Słyszała jak Skinner mamrocze coś pod nosem. LABORATORIUM PATOLOGII, FBI, QUANTICO Zakładając na siebie biały fartuch i wsuwając na dłonie białe rękawiczki zastanawiała się co tu właściwie robi. Zgadzała się z Mulderem w tym, że sprawa nie powinna być jeszcze zamknięta, ale w kwestii autopsji rację przyznawała Skinnerowi. Poczuła, że zaczyna ją głowa boleć. Zawołała swojego asystenta i kazała mu przeprowadzić za nią sekcję. Sama oparła się o blat szafki i obserwowała jak młody mężczyzna przeprowadza sekcję. Patolog zaczął od ustalenia czasu zgonu. -Mężczyzna poniósł śmierć około trzech dni temu... - mówił. -Przepraszam! - odezwała się Scully - Ten mężczyzna zginął zaledwie kilka godzin temu... - powiedziała zmieszana. Podeszła bliżej stołu. -To niemożliwe... - odparł - Proszę spojrzeć. Ciało zaczęło już się rozkładać... - Tak jakby ten człowiek nie żył już na kilka dni przed swoją śmiercią... Mulder szybko wsiadł do swojego samochodu i popędził za kobietą. Doganiając ją wyłączył światła i zachował stosowną odległość. Kiedy podjechał pod dom samochód kobiety stał już przed na podjeździe, a w domu paliło się światło. Mulder zatrzymał samochód i wybiegł z niego. Kiedy podchodził do domu przez sekundę usłyszał w głowie głos rozsądku. Może to co robi jest absurdalne? Przystanął na chwilę i zawiesił wzrok na domu. Potrząsnął głową wmawiając sobie, że to, co robi jest słuszne. Podszedł pod okno domu i spojrzał przez nie do środka. Wszystko wydawało się zwyczajne. Pomieszczenie było niewielkie, ale w sam raz na przeciętną amerykańską rodzinę. Tyle, że jedyną osobą jaką widział to była owa kobieta, która wcześniej kręciła się wokół domu Lamberta. Kobieta tępo wpatrywała się w telewizję. Mulder zwrócił szczególną uwagę na jej oczy : ani razu nie mrugnęła, ani nie odwróciła wzroku od telewizji. Siedziała sztywno oparta o oparcie kanapy. Nagle, za nią Mulder ujrzał zbliżającą się do niej istotę. Mulder zaczął krzyczeć, stukać w szybę, ale kobieta ani drgnęła. Wyjął pistolet i zbił nim szybę, ale i tym razem nie doczekał się reakcji z jej strony. Pobiegł szybko w kierunku drzwi. Chwycił z całej siły za klamkę, ale były zamknięte. Nie mając wyboru, wyważył drzwi i wbiegł do mieszkania. Jednak kiedy dotarł do salonu zamiast kobiety zobaczył zombie... -Proszę jakoś wytłumaczyć swoje zachowanie agencie Mulder! - powiedział gniewnym tonem Skinner. Obok niego siedział Pincus i kobieta. Cała trójka mierzyła wzrokiem Muldera. Mulder zastanawiał się co powiedzieć. Teraz już wiedział jak musiał się czuć Gary Lambert, gdy chciał wszystkich ostrzec. Kobieta wykorzystała tą chwilę ciszy. -Pański agent niczym wariat wtargnął do mojego domu! - zwróciła się do Skinnera -Skinner, musisz mnie wysłuchać! - krzyknął Mulder uprzedzając Skinnera. Nastała cisza i wszyscy ponownie zwrócili swój wzrok na Muldera. -Dziękuję - powiedział ciszej - Obecny tutaj Grag Pincus zawładnął duszą tej kobiety. Gdyby tak nie było ona sama oskarżałaby teraz Pincusa, tak jak ja - Mulder skierował falę swoich oskarżeń w jego stronę. Pincus odwrócił się w stronę Skinnera. -Wiem, że agent Mulder wiele przeżyl w ciągu ostatnich dni, dlatego nie zamierzam go o nic oskarżać. Proponuję zamknięcie sprawy - oświadczył ze stoickim spokojem. Wtedy Mulder ujrzał jak upiorna bestia zbliża się w stronę szefa. Bez sekundy namysłu zerwał się z krzesła i rzucił się na Pincusa, lecz Skinner w jednej chwili unieruchomił podwładnego. SZPITAL PSYCHIATRYCZNY CALUMET MERCY, CHICAGO Scully niemalże biegiem weszła do szpitala. Niedawno została powiadomiona przez Skinnera, że Mulder został tu przywieziony. Scully nie mogła w to uwierzyć. Choćby nie wiadomo co nie była gotowa uwierzyć, że Mulder jest chory psychicznie. Była pewna, że jeśli rzucił się na Pincusa to miał ku temu ważny powód. Pielęgniarka zaprowadziła ją do sali, w której leżał Mulder. Kiedy weszła on wzrok miał wetknięty w sufit, nie spojrzał na nią. Był przypięty do łóżka, jak więzień kajdankami w więzieniu. Do oczu napłynęły jej łzy. Wzięła się w garść i podeszła do jego łóżka. Po chwili wahania delikatnie wsunęła swoją dłoń w jego. W tym momencie Mulder odwrócił głowę i spojrzał jej w oczy. Przez kilka chwil nic nie mówili tylko patrzyli tak na siebie. - Scully ja... - zaczął Mulder nie wiedziąc co powiedzieć - nie jestem aż tak szalony - dokończył ciszej - Musisz mi uwierzyć bo nikt inny na tej całej cholernej planecie tego nie zrobi... - mówił patrząc błagalnie - Jesteś jedyną na pięć miliardów - dodał po chwili wahania. Patrzył na nią, czekając na jakąś reakcję i zastanawiając się jak ona zrozumie jego słowa. Scully, zmieszana spojrzała w dół na ich dłonie. Po chwili zdecydowała się na przerwanie ciszy. -Nie uważam, że jesteś szalony, Mulder. Zrobiłam sekcję zwłok tego zakładnika. Pomimo, że nie żyje od dawna, jego ciało zaczęło się już rozkładać, tak jakby był już martwy przed swoją śmiercią. -Zrobiłaś tą sekcję pomimo, że tego nie chciałaś - powiedział Mulder łagodnym tonem - Zrobiłam to bo mnie o to prosiłeś - tłumaczyła unikając jego wzroku. Mulder, widząc, że Scully czuje się niekomfortowo oderwał od niej wzrok. -Muszę cię poprosić o jeszcze jedną przysługę - powiedział - Zbadaj kark tego człowieka - w normalnych okolicznościach Scully pewnie dopytywałaby się po co miałaby to robić, ale tym razem po prostu ścisnęła jego dłoń i odwróciła się kierując się w stronę drzwi. W samochodzie Scully nie mogła unikać (niechcianych) myśli o tym, co powiedział jej Mulder. Wiedziała co miał na myśli, ale nie mogła zapomnieć jego przeszywającego ją wzroku. Kiedy chociaż na chwilę zamknęła oczy widziała go i w jej głowie rozbrzmiewały jego słowa. Za każdym razem, gdy tak się działo Scully odpychała od siebie te myśli starając się zająć swój umysł czymś bardziej racjonalnym i mówiła sobie, że Mulder miał na myśli tylko i wyłącznie to, że jest jedyną osobą, która może mu uwierzyć. Tylko to, nic więcej. Muldera irytowały te wszystkie godziny spędzone samotne. Jasne, nie raz siedział w domu zupełnie sam przez dłuższy okres czasu, ale wtedy zawsze zajmował sobie myśli czymś takim jak telewizją, albo przeglądał jakieś stare akta. Albo chociaż patrzył przez okno na przejeżdżające samochody odbijając jedną ręką piłkę do koszykówki. Ale teraz był zupełnie unieruchomiony, w sali nie było nic, na czym mógłby zawiesić wzrok. A myśli bładziły mu w stronę Scully. Co sobie o nim pomyślała? Czy rozgryzła go, zrozumiała o co mu, wbrew pozorom, chodziło? Westchnął ciężko i czekał aż coś się wydarzy. Wieczorem odwiedziła go pielęgniarka. Sprawdziła dokładnie czy jest mocno przypięty i dała mu zastrzyk. Mulder nie zauważył, że kobieta na karku ma dwa przekłucia...Kiedy wyszła i zgasiła światło Mulder zobaczył za oknem upiora. Wiedząc, że jest unieruchomiony i bezbronny zaczął krzyczeć w niebogłosy. Do pomieszczenia wpadła zapalając światło pielęgniarka. -Uspokój się! - skarciła go - Nic ci tu nie grozi! - dodała uchylając okno - Co robisz?! - zapytał z przerażeniem Mulder - Przyda ci się trochę świeżego powietrza - odparła spokojnie. Pomimo protestów Muldera kobieta wyszła z pomieszczenia gasząc światło i zamykając za sobą drzwi. Mulder znów ujrzał stwora, tyle, że teraz on był już w sali. Mulder ponownie zaczął wołać o pomoc. Scully wbiegła do szpitala. Na karku zakładnika odkryła ukłucia, tak jak przepowiedział Mulder. - W czym mogę pomóc? - zapytała kobieta na recepcji -Ja przyszłam do mojego partnera... - zaczęła tłumaczyć Scully, ale pielęgniarka jej przerwała. -Proszę pani, czas odwiedzin już minął... - Scully już miała coś powiedzieć, ale wtedy, nagle, zamiast pielęgniarki zobaczyła zombie! Usłyszała krzyk Muldera. Bez zastanowienia pobiegła w stronę sali, po drodze wyjmując pistolet. Kiedy wbiegła do pomieszczenia zobaczyła upiora zbliżającego się do Muldera. Szybkim ruchem strzeliła w jego stronę i patrzyła jak stwór, martwy spada na podłogę. Podbiegła szybko do Muldera i drżącymi rękami odpieła go od łóżka. - Scully... - zaczął mówić Mulder, ale ona szybko mu przerwała. - Nie teraz! Musimy się stąd jak najszybciej wydostać! - powiedziała. Kiedy już pomogła mu się odpiąć chwyciła go za rękę i oboje wybiegli z sali. Po drodze zobaczyli biegnącą w ich stronę pielęgniarkę - zombie. Scully bez namysłu również i w jej stronę strzeliła. Obydwoje wybiegli ze szpitala i wsiedli do samochodu Scully odjeżdżając jak najszybciej. Kiedy oddalili się już od szpitala Scully starała się wyrównać oddech i skupić się nad panowaniu nad kierownicą. Czuła na sobie wzrok Muldera. -Cholera, Mulder nie pomagasz mi! - krzyknęła do niego. Kątem oka zauważyła, że posłusznie oderwał od niej wzrok. Scully automatycznie poczuła wyrzuty sumienia. Przez resztę drogi żadne z nich się nie odezwało. Kiedy dotarli pod mieszkanie Muldera wysiedli z samochodu i poszli do jego mieszkania. Mulder zamyknął za sobą drzwi,a. Następnie usiadł obok Scully na kanapie. Scully cały czas drżała. - Miałeś rację, Mulder. Przez ten cały czas miałeś rację - powiedziała cicho - To już bez znaczenia... - odparł walcząc z sobą aby nie przytulić jej do siebie i uspokoić. Scully pokręciła głową. Po jej policzkach potoczyły się łzy. Tym razem Mulder nie protestował i objął. Ona wtuliła się mocniej w niego i oparła głowę na jego ramieniu. - Pamiętasz...to co ci powiedziałem w szpitalu? - szepnął jej do ucha - Chodziło mi o coś znacznie więcej... - dodał - Wiem - odparła przyciągając go mocniej do siebie. Mulder odsunął ją delikatnie od siebie i odnalazł jej usta swoimi. Scully poczuła na sobie falę gorąca. Gdzieś tam przebijał się przez nią głos rozsądku, ale tym razem nie miała na tyle silnej woli żeby go posłuchać. Cała poddała się Mulderowi na tyle, żeby mógł zrobić z nią wszystko... Bo tak miało być i nikt, ani nic nie mogłoby teraz tego zmienić... Ale... Co będzie jutro?