Kochając nigdy nie trcisz... Tracisz tylko wtedy, gdy wszystko zatrzymujesz dla siebie.
***
Scully gwałtownie otworzyła drzwi do gabinetu Skinnera. Wicedyrektor szybko uniósł wzrok i spojrzał na siadającą na krześle przed jego biurkiem Scully. Na twarzy malowały mu się przeróżne uczucia. Zauważyć można było gniew, ale też rozczarowanie kończąc na współczuciu. Scully cierpliwie czekała aż Skinner się odezwie, ale w końcu sama rozpoczęła rozmowę nieco zmieszana jego zachowaniem.
-Wzywał mnie pan - zaczęła bacznie obserwując jak twarz Skinnera ponownie nabiera normalnych kolorów.
-Tak, rzeczywiście. Chciałem z panią...omówić zachowanie agenta Muldera - powiedział dość ostrym tonem
-Nie sądzę żeby było tu cokolwiek do wyjaśniania, proszę pana - odparła szybko, marszcząc jednocześnie brwi, chcąc mu pokazać, że jest zdziwiona tym, co jej powiedział - Agent Mulder...nie pogodził się z takim zakończeniem sprawy. Jest wyraźnie przekonany, że jest w tej sprawie wiele do zbadania i nic nie jest jeszcze klarowne... - powiedziała szybko - Poniekąd się z nim zgadzam... - dodała po chwili ciszy i spuściła wzrok. Czuła na sobie spojrzenie Skinnera.
-Jakie działanie zatem proponuje agent Mulder? - usłyszała głos szefa
-Agnet Mulder twierdzi, że powinniśmy zrobić jeszcze sekcję zwłok zakładnika - odparła Scully ponownie prostując się i patrząc odważnie w oczy Skinnerowi.
-Agentko, Scully to jest absurd! - oburzył się - Zakładnik został zabity karabinem! Autopsję wykonuje się kiedy przyczyna śmierci jest niewiadoma! A tutaj jest wszystko jasne! - powiedział szybko wściekłym tonem. Scully nadal patrzyła na niego tak samo jak wcześniej. Jej twarz pozostała kamienna.
-To wszystko, może pani już iść - powiedział kiedy opanował się. Scully posłusznie wstała i nie wypowiadając ani słowa skierowała się w stronę drzwi. Słyszała jak Skinner mamrocze coś pod nosem.
LABORATORIUM PATOLOGII, FBI, QUANTICO
Zakładając na siebie biały fartuch i wsuwając na dłonie białe rękawiczki zastanawiała się co tu właściwie robi. Zgadzała się z Mulderem w tym, że sprawa nie powinna być jeszcze zamknięta, ale w kwestii autopsji rację przyznawała Skinnerowi. Poczuła, że zaczyna ją głowa boleć. Zawołała swojego asystenta i kazała mu przeprowadzić za nią sekcję. Sama oparła się o blat szafki i obserwowała jak młody mężczyzna przeprowadza sekcję. Patolog zaczął od ustalenia czasu zgonu.
-Mężczyzna poniósł śmierć około trzech dni temu... - mówił.
-Przepraszam! - odezwała się Scully - Ten mężczyzna zginął zaledwie kilka godzin temu... - powiedziała zmieszana. Podeszła bliżej stołu.
-To niemożliwe... - odparł - Proszę spojrzeć. Ciało zaczęło już się rozkładać...
- Tak jakby ten człowiek nie żył już na kilka dni przed swoją śmiercią...
Mulder szybko wsiadł do swojego samochodu i popędził za kobietą. Doganiając ją wyłączył światła i zachował stosowną odległość. Kiedy podjechał pod dom samochód kobiety stał już przed na podjeździe, a w domu paliło się światło. Mulder zatrzymał samochód i wybiegł z niego. Kiedy podchodził do domu przez sekundę usłyszał w głowie głos rozsądku. Może to co robi jest absurdalne? Przystanął na chwilę i zawiesił wzrok na domu. Potrząsnął głową wmawiając sobie, że to, co robi jest słuszne. Podszedł pod okno domu i spojrzał przez nie do środka. Wszystko wydawało się zwyczajne. Pomieszczenie było niewielkie, ale w sam raz na przeciętną amerykańską rodzinę. Tyle, że jedyną osobą jaką widział to była owa kobieta, która wcześniej kręciła się wokół domu Lamberta. Kobieta tępo wpatrywała się w telewizję. Mulder zwrócił szczególną uwagę na jej oczy : ani razu nie mrugnęła, ani nie odwróciła wzroku od telewizji. Siedziała sztywno oparta o oparcie kanapy. Nagle, za nią Mulder ujrzał zbliżającą się do niej istotę. Mulder zaczął krzyczeć, stukać w szybę, ale kobieta ani drgnęła. Wyjął pistolet i zbił nim szybę, ale i tym razem nie doczekał się reakcji z jej strony. Pobiegł szybko w kierunku drzwi. Chwycił z całej siły za klamkę, ale były zamknięte. Nie mając wyboru, wyważył drzwi i wbiegł do mieszkania. Jednak kiedy dotarł do salonu zamiast kobiety zobaczył zombie...
-Proszę jakoś wytłumaczyć swoje zachowanie agencie Mulder! - powiedział gniewnym tonem Skinner. Obok niego siedział Pincus i kobieta. Cała trójka mierzyła wzrokiem Muldera. Mulder zastanawiał się co powiedzieć. Teraz już wiedział jak musiał się czuć Gary Lambert, gdy chciał wszystkich ostrzec. Kobieta wykorzystała tą chwilę ciszy.
-Pański agent niczym wariat wtargnął do mojego domu! - zwróciła się do Skinnera
-Skinner, musisz mnie wysłuchać! - krzyknął Mulder uprzedzając Skinnera. Nastała cisza i wszyscy ponownie zwrócili swój wzrok na Muldera.
-Dziękuję - powiedział ciszej - Obecny tutaj Grag Pincus zawładnął duszą tej kobiety. Gdyby tak nie było ona sama oskarżałaby teraz Pincusa, tak jak ja - Mulder skierował falę swoich oskarżeń w jego stronę. Pincus odwrócił się w stronę Skinnera.
-Wiem, że agent Mulder wiele przeżyl w ciągu ostatnich dni, dlatego nie zamierzam go o nic oskarżać. Proponuję zamknięcie sprawy - oświadczył ze stoickim spokojem. Wtedy Mulder ujrzał jak upiorna bestia zbliża się w stronę szefa. Bez sekundy namysłu zerwał się z krzesła i rzucił się na Pincusa, lecz Skinner w jednej chwili unieruchomił podwładnego.
SZPITAL PSYCHIATRYCZNY CALUMET MERCY, CHICAGO
Scully niemalże biegiem weszła do szpitala. Niedawno została powiadomiona przez Skinnera, że Mulder został tu przywieziony. Scully nie mogła w to uwierzyć. Choćby nie wiadomo co nie była gotowa uwierzyć, że Mulder jest chory psychicznie. Była pewna, że jeśli rzucił się na Pincusa to miał ku temu ważny powód. Pielęgniarka zaprowadziła ją do sali, w której leżał Mulder. Kiedy weszła on wzrok miał wetknięty w sufit, nie spojrzał na nią. Był przypięty do łóżka, jak więzień kajdankami w więzieniu. Do oczu napłynęły jej łzy. Wzięła się w garść i podeszła do jego łóżka. Po chwili wahania delikatnie wsunęła swoją dłoń w jego. W tym momencie Mulder odwrócił głowę i spojrzał jej w oczy. Przez kilka chwil nic nie mówili tylko patrzyli tak na siebie.
- Scully ja... - zaczął Mulder nie wiedziąc co powiedzieć - nie jestem aż tak szalony - dokończył ciszej - Musisz mi uwierzyć bo nikt inny na tej całej cholernej planecie tego nie zrobi... - mówił patrząc błagalnie - Jesteś jedyną na pięć miliardów - dodał po chwili wahania. Patrzył na nią, czekając na jakąś reakcję i zastanawiając się jak ona zrozumie jego słowa. Scully, zmieszana spojrzała w dół na ich dłonie. Po chwili zdecydowała się na przerwanie ciszy.
-Nie uważam, że jesteś szalony, Mulder. Zrobiłam sekcję zwłok tego zakładnika. Pomimo, że nie żyje od dawna, jego ciało zaczęło się już rozkładać, tak jakby był już martwy przed swoją śmiercią.
-Zrobiłaś tą sekcję pomimo, że tego nie chciałaś - powiedział Mulder łagodnym tonem
- Zrobiłam to bo mnie o to prosiłeś - tłumaczyła unikając jego wzroku. Mulder, widząc, że Scully czuje się niekomfortowo oderwał od niej wzrok.
-Muszę cię poprosić o jeszcze jedną przysługę - powiedział - Zbadaj kark tego człowieka - w normalnych okolicznościach Scully pewnie dopytywałaby się po co miałaby to robić, ale tym razem po prostu ścisnęła jego dłoń i odwróciła się kierując się w stronę drzwi.
W samochodzie Scully nie mogła unikać (niechcianych) myśli o tym, co powiedział jej Mulder. Wiedziała co miał na myśli, ale nie mogła zapomnieć jego przeszywającego ją wzroku. Kiedy chociaż na chwilę zamknęła oczy widziała go i w jej głowie rozbrzmiewały jego słowa. Za każdym razem, gdy tak się działo Scully odpychała od siebie te myśli starając się zająć swój umysł czymś bardziej racjonalnym i mówiła sobie, że Mulder miał na myśli tylko i wyłącznie to, że jest jedyną osobą, która może mu uwierzyć. Tylko to, nic więcej.
Muldera irytowały te wszystkie godziny spędzone samotne. Jasne, nie raz siedział w domu zupełnie sam przez dłuższy okres czasu, ale wtedy zawsze zajmował sobie myśli czymś takim jak telewizją, albo przeglądał jakieś stare akta. Albo chociaż patrzył przez okno na przejeżdżające samochody odbijając jedną ręką piłkę do koszykówki. Ale teraz był zupełnie unieruchomiony, w sali nie było nic, na czym mógłby zawiesić wzrok. A myśli bładziły mu w stronę Scully. Co sobie o nim pomyślała? Czy rozgryzła go, zrozumiała o co mu, wbrew pozorom, chodziło? Westchnął ciężko i czekał aż coś się wydarzy. Wieczorem odwiedziła go pielęgniarka.
Sprawdziła dokładnie czy jest mocno przypięty i dała mu zastrzyk. Mulder nie zauważył, że kobieta na karku ma dwa przekłucia...Kiedy wyszła i zgasiła światło Mulder zobaczył za oknem upiora. Wiedząc, że jest unieruchomiony i bezbronny zaczął krzyczeć w niebogłosy. Do pomieszczenia wpadła zapalając światło pielęgniarka.
-Uspokój się! - skarciła go - Nic ci tu nie grozi! - dodała uchylając okno
- Co robisz?! - zapytał z przerażeniem Mulder
- Przyda ci się trochę świeżego powietrza - odparła spokojnie. Pomimo protestów Muldera kobieta wyszła z pomieszczenia gasząc światło i zamykając za sobą drzwi. Mulder znów ujrzał stwora, tyle, że teraz on był już w sali. Mulder ponownie zaczął wołać o pomoc.
Scully wbiegła do szpitala. Na karku zakładnika odkryła ukłucia, tak jak przepowiedział Mulder.
- W czym mogę pomóc? - zapytała kobieta na recepcji
-Ja przyszłam do mojego partnera... - zaczęła tłumaczyć Scully, ale pielęgniarka jej przerwała.
-Proszę pani, czas odwiedzin już minął... - Scully już miała coś powiedzieć, ale wtedy, nagle, zamiast pielęgniarki zobaczyła zombie! Usłyszała krzyk Muldera. Bez zastanowienia pobiegła w stronę sali, po drodze wyjmując pistolet. Kiedy wbiegła do pomieszczenia zobaczyła upiora zbliżającego się do Muldera. Szybkim ruchem strzeliła w jego stronę i patrzyła jak stwór, martwy spada na podłogę. Podbiegła szybko do Muldera i drżącymi rękami odpieła go od łóżka.
- Scully... - zaczął mówić Mulder, ale ona szybko mu przerwała.
- Nie teraz! Musimy się stąd jak najszybciej wydostać! - powiedziała. Kiedy już pomogła mu się odpiąć chwyciła go za rękę i oboje wybiegli z sali. Po drodze zobaczyli biegnącą w ich stronę pielęgniarkę - zombie. Scully bez namysłu również i w jej stronę strzeliła. Obydwoje wybiegli ze szpitala i wsiedli do samochodu Scully odjeżdżając jak najszybciej. Kiedy oddalili się już od szpitala Scully starała się wyrównać oddech i skupić się nad panowaniu nad kierownicą. Czuła na sobie wzrok Muldera.
-Cholera, Mulder nie pomagasz mi! - krzyknęła do niego. Kątem oka zauważyła, że posłusznie oderwał od niej wzrok. Scully automatycznie poczuła wyrzuty sumienia. Przez resztę drogi żadne z nich się nie odezwało. Kiedy dotarli pod mieszkanie Muldera wysiedli z samochodu i poszli do jego mieszkania. Mulder zamyknął za sobą drzwi,a. Następnie usiadł obok Scully na kanapie. Scully cały czas drżała.
- Miałeś rację, Mulder. Przez ten cały czas miałeś rację - powiedziała cicho
- To już bez znaczenia... - odparł walcząc z sobą aby nie przytulić jej do siebie i uspokoić. Scully pokręciła głową. Po jej policzkach potoczyły się łzy. Tym razem Mulder nie protestował i objął. Ona wtuliła się mocniej w niego i oparła głowę na jego ramieniu.
- Pamiętasz...to co ci powiedziałem w szpitalu? - szepnął jej do ucha - Chodziło mi o coś znacznie więcej... - dodał
- Wiem - odparła przyciągając go mocniej do siebie. Mulder odsunął ją delikatnie od siebie i odnalazł jej usta swoimi. Scully poczuła na sobie falę gorąca. Gdzieś tam przebijał się przez nią głos rozsądku, ale tym razem nie miała na tyle silnej woli żeby go posłuchać. Cała poddała się Mulderowi na tyle, żeby mógł zrobić z nią wszystko... Bo tak miało być i nikt, ani nic nie mogłoby teraz tego zmienić...
Ale... Co będzie jutro?
Jestem pod wrażeniem tego jak piszesz i tego jak sumiennie prowadzisz bloga ;)
OdpowiedzUsuńWiem, powtarzam się to "mówiąc", ale trudno... - Świetnie piszesz!
Mam tylko jedno "ale"... Chyba zmieniłaś czcionkę i powiem, że to troszkę mi na początku przeszkadzało szczególnie, że jestem padnięta po imprezie i oczy mi się kleją, więc na przyszłość pamiętaj o mnie - biednej staruszce, która ma czas czytać wieczorami, gdy jest już padnięta ;) :D
Dzięki wielke, strasznie mi miło :)
UsuńPowiem szczerze, że zmieniłam czcionkę ponieważ pierwszy raz pisałam na mobilnym bloggerze i - jak się okazało - poprzednia czcionka wcale nie była ustawiona jako domyślna, więc musiałam szukać takiej najbardziej podobnej... W każdym razie postaram się następnego posta napisać poprzednia czcionką ;)
Tęsknię za Twoimi opowiadaniami :(
UsuńHej, przepraszam bardzo, że nic nie opublikowałam tyle czasu, ale mam strasznie zawalony plan, w weekend postaram się coś dodać...
Usuń