sobota, 26 kwietnia 2014

Marzenia

Witam, dziś trochę nietypowo: niebawem pojawi się nowa seria, ale z powodu zakończenia okresu świątecznego jest dużo obowiązków i posty będą pojawiały się rzadziej, ale obecnie będę pracowała nad (miejmy nadzieję) czymś dobitniejszym niż poprzednie teksty.
Od razu zaznaczam, że poniższe opowiadanie NIE jest mojego autorstwa, zostało napisane przez przyjaciółkę i zapraszam zarówno na zapoznanie się z nim jak i odwiedzenie jej bloga: mulderiscully.blogspot.com

Czy jeden człowiek zdoła stawić czoło przyszłości ? Czy się nie podda ? Czy nie straci wiary? - Te pytania ciągle krążyły w głowie Dany Scully. Była ona niezwykle piękną i uroczą kobietą o rudych włosach opadających do ramion i oczach koloru szafirowego . Cerę miała akurat pod kolor jej białej koszuli, którą zwykle zakładała na czarną, prostą marynarkę. Co prawda w takim stroju chodziła tylko do pracy. W domu była zwykłą szarą myszką ciągle opatulaną szlafrokiem . Chociaż z czasem musiała oduczyć się nawyku chodzenia w nim, gdyż miała coraz więcej pracy w biurze, która pochłaniała jej cały wolny czas. Dlatego też dzisiaj po powrocie do mieszkania została w tym co miała na sobie rano, czyli we wcześniej już wspomnianej białej koszuli, czarnej marynarce, czarnych spodniach i butach oczywiście również czarnych na dosyć wielkim obcasie. Włożyła klucz do zamku, przekręciła mosiężną, złotą, a raczej złotopodobną klamkę. Otworzyła drzwi do jej "czterech ścian -mieszkania numer 35. Na wprost była kuchnia, na lewo sypialnia i łazienka, a obok jadalni znajdował się salon. Dana weszła w głąb, położyła klucze na stole i zajrzała do lodówki, wyciągnęła zwykłą, niegazowaną wodę mineralną. Zaczerpnęła dwa, może trzy łyki, po czym zakręcając odłożyła na swoje miejsce. Spojrzała na zegarek - była 16.30. Wcześnie -pomyślała. Odgarnęła kosmyk włosów, który niezdarne opadł jej na czoło. Usiadła na kanapie. Nie wiedziała co robić, a więc postanowiła wziąć kąpiel. Kąpiel była bardzo przyjemna. Gorąca woda sprawiała, że Scully wreszcie mogła się zrelaksować po ciężkim dniu w biurze. Piana, którą stworzyły dolane przez nią do wody płyny sprawiły,że w łazience unosił się zapach truskawki wraz z nutą jagody. Wreszcie w tym ciągłym biegu miała czas, aby wszystko sobie poukładać, przemyśleć. Zanurzyła się głębiej w wannie, tak, aby prawie całe jej nagie ciało pokrywała warstwa białych bąbelków. Umyła swoje włosy, wyszła z wanny. Wytarła się ręcznikiem do sucha. Włosy ułożyła jak zwykle, czyli proste, długie pasma z grzywką na prawo. Założyła na siebie ręcznik, aby nie'' paradować'' nago. Jeszcze nie całkiem sucha usiadła na swojej starej, ukochanej kanapie, która służy jej posłusznie od prawie pięciu lat mieszkania tu. Po dokładnym oporządzeniu siebie, przebrała się w piżamę i mimo godziny osiemnastej wskoczyła do łóżka pod ciepłą pościel, która ogrzewała jej zimnie stopy, ale także pozwalała się skryć przed wszelkim złem i przeciwnościami, które ją spotkały. Przykryła się, aż po same oczy chcąc uzyskać ciepło podobne do tego, gdy czuje się obok siebie bijące serce ukochanej osoby. Nie pomogło. Mimo tego, że było jej ciepło i błogo, nadal odczuwała chłód. Ten w sercu. Ten cholerny chłód, który z powoli zaczyna zamieniać się w ból psychiczny. Usiadła na łóżku, otworzyła szafkę nocną, w której trzymała tabletki na sen.Wzięła kilka i wróciła do poprzedniej pozycji. Zasnęła momentalnie ... Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? - zastanawiała się Scully . Była na łące. Ach, jaka ona była piękna. Na środku przecinała ją rzeka, niewielka, ale dosyć głęboka i rwąca ... Wokół niej na obu jej brzegach rozciągała się plaża. Dalej było widać niewielkie wzniesienia i pagórki... Znajdowały się tu przeróżne rodzaje kwiatów, tak kuszących swoją wonią, ale jednocześnie miały w sobie coś magicznego. Miały w sobie siłę ... Siłę przebicia, pokonania ciemności. Na łące rosło przecież ich sporo, a każdy miał siłę i odwagę, aby wzbić się w górę i urosnąć ... I trwać ... Scully zaczęła ostrożnie obserwować łąkę. Po lewej stronie ciągnął się wielki i kolorowy sad. Wyglądał przepięknie. Burza kolorów i zapachów, przyciągała tam najróżniejsze stworzenia: od pszczół, po małe gryzonie. Dana już chciała spojrzeć na prawo, gdy ich ujrzała... Po drugiej stronie była Emily, jej ukochana córeczka, która odeszła. Tak szybko odeszła... i jej ojciec. Jak oni mogli jej nie zauważyć? Zaczęła krzyczeć. Żadnej reakcji z ich strony. Zupełnie jakby była duchem ... No właśnie ... Była duchem, istotą, która błąkała się bez celu, straciła wszystko... Po drugiej stronie było szczęście, spokój. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko... Czuła ,że ktoś nią potrząsa . Nie reagowała . Chciała się pożegnać chociaż ten ostatni raz. Z ojcem i córeczką. Jednak chyba nie było jej to dane... -Obudź się ,Scully - usłyszała dobrze znany jej głos. To był Mulder, który najwyraźniej postanowił ją odwiedzić. -Scully - prawie krzyczał - wstawaj , proszę - jego głos przerodził się ,w coś na kształt błagania, rozpaczy. Dana, w końcu otworzyła oczy i popatrzyła na niego. Miał na sobie tylko luźny, szary podkoszulek i klasyczne jeansy. Jego fryzura była taka sama. Nic się nie zmieniło. Te same, uwodzące zielone, pełne blasku oczy, do których zdążyła już się przyzwyczaić po pięciu latach ich wspólnej współpracy. Ten sam uśmiech szczeniaka, który Scully kochała nad życie, ten sam wyraz twarzy -martwiący się o nią. Scully przeciągła się,po czym powiedziała: - Mulder? Co ty tu robisz? -Jak to co? - w jego głosie było słychać przerażenie - nie odbierałaś telefonów ode mnie. Dzwoniłem chyba ze sto razy. Myślałem, że coś się stało ... - powiedział z troską, która sprawiała, że Dana odczuwała to ciepło, którego jej tak brakuje. -A czy coś mi jest? - zadrwiła. - wszystko jest w jak najlepszym porządku. - odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem. Wiedziała, że on i tak domyślił się, że ten uśmiech jest sztuczny - Mulder -zaczęła - Ja nie mam dwóch lat, żebyś musiał mnie kontrolować na każdym kroku. Mam własne życie, swoje sprawy. A teraz po prostu przysnęło mi się. Zdarza się - z jej twarzy można było wyczytać kłamstwo. Chociaż osoba, która jej nie znała mogła twierdzić, że mówi prawdę, lecz nie Mulder... Znał ją zbyt dobrze... Fox, popatrzył się na nią swoim jak to kiedyś ujął "zabójczym spojrzeniem '' i powiedział: Scully. Proszę nie okłamuj mnie. Widzę ,że coś się stało. Mnie nie oszukasz. Z resztą ile razy chcesz mnie nabierać na to twoje kłamstewko? Ile? - jego twarz zbladła. Widać było, że bardzo się o nią martwi. Scully usiadła na łóżku, przeciągnęła się. Chciała sprawiać pozory, że wszytko jest w porządku. - Mulder , powiedziała nadal kontynuując wykonywaną wcześniej czynność- zakończmy to. Nie ma o czym mówić. Wstała, ziewnęła po czym narzuciła na siebie szlafrok, który idealnie współgrał z jej oczyma. Zawiązała w pasie. Udała się do kuchni mówiąc: Chcesz kawy? Czy może herbaty? - Nie, dziękuję . Scully - wstał i udał się razem z nią do kuchni. -Scully, proszę. Powiedz mi co się stało . Nie zamykaj się w sobie.Tak, jak po uprowadzeniu. Błagam Cię, zostań przy mnie. Nie odchodź ... Nie pogłębiaj tej rany, którą nosisz w sercu ... Scully popatrzyła się błagalnie na swojego partnera. Westchnęła ciężko i zaczęła swoją opowieść: - Mulder, wiesz, że ciężko mi się pogodzić z jej śmiercią. Była jedynym dzieckiem, które mogłam mieć. Ta szansa, a raczej cud już nigdy się nie powtórzy - zaczęła drżeć - kochałam ją, najbardziej na świecie. Była moją malutką córeczką, osobą, dla której chciało mi się żyć. Nie mam już nikogo, moja matka nawet mnie unika. Mój brat tuż po jej śmierci wspomniał, iż dobrze, że umarła, ponieważ nie byłabym dobrą matką. Wiesz jak zraniły mnie jego słowa? Nie chcę już o tym mówić, proszę. Spojrzała na niego błagalnie. -Wiem, Scully, wszystko wiem - podszedł do niej i objął ją. Dana poczuła się bezpiecznie. Wiedziała, że Mulder to jej przyjaciel, ale czy ktoś więcej? Natomiast Mulder po stracie Emily czuł pustkę. Mimo tego, że nie była jego dzieckiem to bardzo ją polubił. Emanowała od siebie światłem. Światłem, które dawało nadzieję na lepsze jutro, na początek. Lecz jej nagła i niewyjaśniona śmierć. Pojawiła się tak nagle i równie szybko zniknęła. Zostawiając tą pustkę w sercu. Na zawsze... Przed oczyma przebiegały mu wszystkie wspomnienia związane z tą dziewczynką. Jej piękne oczy, jej uśmiech na widok " Pana Ziemniaczanej Głowy'', strach, gdy Emily umierała na szpitalnym łóżku. Pozostaną mu też wspomnienia radosne, ciepłe. Scully z Emily na rękach. Ten widok, aż łapał za serce, Mulder wiedział, że zostanie z nim do końca życia... Jednak, gdy przegrała walkę, Fox poczuł ból. Ból, taki, jaki czuje ojciec po stracie dziecka. Nigdy nie widział się w roli ojca, ale byłby w stanie zrobić wszystko, żeby chociaż spędzić jeszcze jeden dzień z nią. Tak bardzo tego pragnął. Mulder przez te wszystkie lata wmówił sobie, że nie potrzebuje niczyjej opieki. Wiedział też, że Scully byłaby idealną matką i żoną nigdy nie zaniedbującą swojego dziecka i męża. Zawsze widział Danę jako matkę, ale po raz pierwszy zobaczył siebie jako ojca, lecz ona odeszła na zawsze, nigdy już nie wróci. Ci ludzie zabijając Emily, zabili również marzenia Scully i Muldera. Zabili marzenia obojga rodziców...

środa, 23 kwietnia 2014

Ego dilexi te #2

To jest druga (i zarazem ostatnia) część tej serii. Miłego czytania ;)

Scully nie zastanawiając się ani przez chwilę pojechała do domu. Usiadła na kanapie i pustym wzrokiem przełączała kanały w telewizji i starała się skupić na filmach. Nie mogła jednak. Kusiło ją żeby wziąć kilka dni wolnego, ale wtedy wyszłaby na tchórza. Wiedziała,że nie powinna się nad sobą użalać bo sama sobie zgotowała ten los. Westchnęła ciężko i powróciła do prób zajęcia swojego umysłu czymś. Spać położyła się wcześnie mając nadzieję, że sen przyjdzie szybko. Ale była już trzecia w nocy, a ona nawet przez chwilę nie zmrużyła oka. Poirytowana usiadła na łóżku. Schowała twarz w dłonie i zaczęła się zastanawiać co ona najlepszego narobiła. Sama wiedziała, że tak naprawdę ona nie jest zła na siebie, że postąpiła nierozsądnie poprzedniej nocy (choć powinna) tylko, że zraniła Muldera. Zachowała się jakby nie miała żadnych uczuć, jakby była zimną, szorstką osobą. A przecież była taka tylko z pozoru. Ciągle, gdzieś tam w jej głowie odzywał się cichy głosik mówiący, że powinna pojechać i go przeprosić. Odpychała go jednak od siebie bo wiedziała, że Mulder pewnie po prostu powiedziałby, że nic się nie stało, że szanuje to, że ona nie czuje się wobec niego tak jak on wobec niej i znowu by wszystko było tak jak dawniej, nigdy więcej by jej nie dotknął. I Scully nie dałaby rady mu przetłumaczyć, że to nieprawda, że ona go nie kocha, że jest wręcz przeciwnie, ale... No właśnie - ale. Nie umiałaby podać przyczyny, dla której zachowała się w ten sposób. Bo jak wytłumaczyć mu, że ona wmówiła sobie, że to było nieodpowiedzialne? Ale z drugiej strony jeśli mu tego nie wyzna to co? Będzie codziennie walczyła ze sobą żeby nie okazać mu "przez przypadek" uczuć, nie przepraszać go i nie dostawać palpitacji serca na jego widok? Boże, czemu ona zawsze musiała wszystko zepsuć? Czemu zawsze zachowywała się w taki sposób, a potem, kiedy już jest za późno żałowała tego? Poczuła, że zaraz wszystkie te myśli i wyrzuty sumienia rozsadzą jej głowę, więc wstała, ubrała się i pojechała do jego mieszkania. Kiedy stanęła przed drzwiami jego mieszkania jej strach i stres sięgał zenitu. Nie mogła przestać zastanawiać się jaka będzie jego reakcja. Pukając wydawało jej się, że zaraz serce wyskoczy jej z piersi. Gdy otworzył drzwi wydawał się bardzo zdziwiony jej wizytą, ale jego szczeniacka mina się nie zmieniła.
-Scully? Co tu robisz o takiej porze?
-Mulder, ja... my... musimy porozmawiać - Scully nie mogła dobrać słów
-Jasne. Wejdź - powiedział. Pomógł jej zdjąć płaszcz, ale Scully widziała, jak bardzo starał się żeby niechcący jej nie dotknąć. Usiadła na krześle czekając aż Mulder zajmie swoje miejsce naprzeciwko niej. Odwiesił jej płaszcz i tak zrobił.
-O co chodzi? - zapytał siadając - To musi być coś naprawdę ważnego skoro wyciągnełaś mnie z łóżka o takiej godzinie - Scully poczuła kompletną pustkę w głowie, nie wiedziała już co powiedzieć.
-Ja tylko... chcę przeprosić... - zaczęła
-Nie ma sprawy, przyzwyczaiłem się do zarywania nocy - przerwał jej
-Nie, Mulder...ja nie chciałam żeby to tak wyszło... ja...wmawiałam sobie, że nie powinnam była...byłam tym...skrępowana...ja naprawdę...-wyjąkała. Po twarzy zaczęły jej spływać łzy - Cholera... - wymamrotała chowając twarz w dłoniach. Usłyszała, że Mulder wstaje. Zapewne chciał rzucić w jej stronę płaszcz, zaprowadzając w stronę wyjścia. Ku jej zdziwieniu po chwili poczuła silne ramię obejmujące ją. Nie mogła w to uwierzyć.
-Mulder... - wykrztusiła przez łzy
-No, muszę przyznać, że nie tego spodziewałam się po Królowej Lodu - zażartował. Objęła go mocniej za szyję i pochamowała łzy
-Kocham cię... - wyszeptała mu do ucha. Mulder wstał i na rękach zaniósł ją i położył na swoim łóżku. Oderwał się na chwilę od niej.
-Pod jednym warunkiem: obiecaj mi, że nie uciekniesz - Scully zaśmiała się cicho.
-Obiecuję...

Ego dilexi te #1

Oto moja nowa seria, będzie o wiele krótsza niż poprzednia, ale mam nadzieję, że się Wam spodoba. Skupia się ona bardziej na relacji Mulder - Scully niż poprzednia. Miłego czytania ;)

Scully otworzyła oczy. Było jeszcze dosyć ciemno. Rozejrzała się. Zaraz... Ona wcale nie była w swoim mieszkaniu. Obok niej leżał Mulder. Scully zaczęła powoli przypominać sobie szczegóły poprzedniego wieczoru. O Boże... - pomyślała. Wypiła zdecydowanie za dużo! To karygodne żeby agentka FBI nie potrafiła nad sobą zapanować... Wstała po cichu, pośpiesznie ubrała się i wyszła z mieszkania Muldera. Kręciło jej się w głowie. Przez chwilę miała wyrzuty sumienia, że zostawiła go tam. Ale tylko przez chwilę. Zaraz odezwał się w niej głos rozsądku i wyobraziła sobie co by było gdbyby obudziła się razem z nim. Chyba spaliła by się ze wstydu. Przez moment wzbudziła w sobie malutkie ukłucie nadziei, że Mulder wypił wystarczająco dużo żeby pamiętać to, co się wydarzyło jak przez mgłę i pomyśli sobie, że to był tylko sen. Wsiadając do samochodu Scully spojrzała na zegarek. Było po piątej nad ranem. Zaczęła dziękować Bogu, że obudziła się teraz, a nie, na przykład godzinę później. Przynajmniej raz los się do niej uśmiechnął...
Kiedy weszła do mieszkania wzieła zimny prysznic i wypiła mocną kawę żeby rozbudzić się i móc opanowana przyjść do pracy. Żeby udawać, że nic się nie stało.
Wchodząc do biura - ku swojemu zdziwieniu - zastała tam Muldera. Specjalnie przyszła wcześniej przyszła żeby być tam przed nim.
-Dzień dobry - powiedziała starając się przybrać pogodny, lecz zarazem obojętny ton. Nie doczekała się odpowiedzi. Czyżby był na nią obrażony? - zastanawiała się. Nadzieja, że nie będzie niczego pamiętał prysła jak bańka mydlana. Odezwał się dopiero kiedy powiesiła już swój płaszcz i odwróciła się w jego stronę.
-Scully, musimy porozmawiać - powiedział. Scully szybko zastanawiała się nad jakąś sensowną wymówką.
-Mamy dużo pracy. Porozmawiamy jak skończymy - zarządziła.
Przez cały dzień starała unikać jego wzroku, bała się, że jeśli spojrzy mu w oczy i zobaczy jego wzrok szczeniaka to rzuci mu się na szyję i zacznie go przepraszać. Musiała być silna.
W końcu nadszedł nieszczęsny moment kiedy oboje nie mieli już nic do roboty. Scully gorączkowo zaczęła wymyślać wymówki, ale nic mądrego nie wpadło jej do głowy. Gdy stanęła z nim do rozmowy próbowała uciekać wzrokiem, ale on wpatrywał jej się prosto w oczy. Czuła się przez to niekomfortowo, ale nie miała serca prosić go żeby odwrócił wzrok.
-Czemu wyszłaś? Co się stało? - zapytał. Jego głos był łagodny, nie było w nim ani krzty tonu oskarżycielskiego.
-Mulder, wypiliśmy za dużo alkoholu, czemu nie możesz o tym po prostu zapomnieć? - powiedziała wymijająco.
-Nie, to nie kwestia alkoholu, Scully. Pamiętam wszystko ze szczegółami - Scully poczuła, że zaczyna się rumienić - Pamiętam też ile wypiłaś. Może z dwa kieliszki. To zdecydowanie za mało żebyś mogła zwalić winę na alkohol. Może pomógł ci podjąć decyzję, ale byłaś świadoma swojego wyboru. Gdybyś tego nie chciała nie podjełabyś takiej decyzji. Zbyt dobrze cię znam, Scully. Okłamujesz samą siebie, Scully - powiedział patrząc jej prosto w oczy. "I ciebie" - pomyślała Scully. To wszystko co mówił było prawdą.
-Tak, czy owak, nie chcę już poruszać tego tematu. Przyznaję się, popełniłam błąd - powiedziała z kamienną twarzą.
-Znów budujesz między nami ten cholerny mur. Poprzedniej nocy byłem przekonany, że został zburzony, a ty znowu zbudowałaś tą barierę - widząc jego minę zbitego psa, Scully poczuła, że napływają jej do oczu łzy i zgrywając pozę królowej lodu wyszła szybko z biura, po drodze chwytając swój płaszcz.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Powroty #6

Oto 6 i zarazem ostatnia część serii "Powroty". Miłego czytania :)

Mężczyzna bez najmniejszego wahania wybiegł z ciemnego pomieszczenia zostawiając Muldera i Scully samych. Scully wstała i podbiegła do Muldera.
-Musimy się stąd wydostać - wydusił
-Mulder...daleko nie zajdziesz, jesteś wykończony...
-Dam radę - powiedział i chcąc udowodnić swoją rację wstał. Scully wywróciła oczami gdy się zachwiał i musiał oprzeć się o ścianę. Natychmiast jednak powrócił do dawnej pozycji. Oboje wyszli przed budynek.
-I co teraz? - spytała Scully rozglądając się wokół. Budynek, w którym ich przetrzymywano znajdował się w zaśnieżonym lesie iglastym. Było bardzo zimno.
-Musimy znaleźć jakieś inne zabudowania i poprosić o możliwość skorzystania z telefonu - odparł spokojnie. Widząc nieprzekonaną minę Scully chwycił ją za rękę i ruszył naprzód, ale już po chwili upadł na ziemię.
-Cholera...- wymamrotał próbując wstać. Scully westchnęła
-No tak. Mógłbyś choć raz się mnie posłuchać, Mulder - powiedziała pomagając mu wstać, a następnie podparła go na swoim ramieniu. Po kilku minutach wolnego marszu oboje z ulgą stwierdzili, że w oddali znajduje się jakiś dom. Kiedy resztkami sił podeszli pod drzwi Scully wolną ręką zapukała. Otworzyła jakaś starsza pani wycierając ręce o fartuch. Wyglądała na bardzo zdziwioną.
-Jesteśmy agentami FBI..potrzebujemy pani...pomocy - wydyszała. Kobieta nie wyglądała jednak na nie zdecydowaną. Scully zaczęła przeszukiwać kieszenie marynarki. Na szczęście w wewnętrznej kieszeni znalazła odznakę i pokazała ją.
-Specjalna agentka Dana Scully - przedstawiła się.
-Przepraszam najmocniej - odezwała się w końcu kobieta i wpuściła ich do środka - Co mogę dla państwa zrobić? - zapytała uprzejmie kiedy Scully usadowiła Muldera na kanapie.
-Przede wszystkim potrzebuję trochę wody i jedzenia dla niego - odparła Scully wskazując na Muldera
- Przede wszystkim musimy skorzystać z telefonu - poprawił ją
- Zamknij się, Mulder - powiedziała poirytowana.
-Oczywiście, już państwu przygotuję posiłek, a telefon jest tutaj - powiedziała wskazując na stół.
-Dziękuję bardzo - powiedziała Scully podchodząc do telefonu - Mówiłam ci, Mulder, że kiedyś znajomość numeru Skinnera na pamięć nam się przyda - zwróciła się z zadowoleniem do Muldera
- Równie dobrze mogłabyś się połączyć z kwaterą główną i poprosić o przekierowanie... - wymamrotał
- Skinner - odezwał się znajomy głos
- Tu Scully.
- Gdzie pani jest? Tyle razy próbowałem się z panią skontaktować...
- To pilna sprawa. Zarówno ja jak i Mulder zostaliśmy uprowadzeniu i... - uświadomiła sobie, że nie wie nawet gdzie się znajdują - Proszę zaczekać chwilę - powiedziała - Przepraszam, mogłaby pani mi powiedzieć gdzie się znajdujemy? - zwróciła się do kobiety.
- McMurray, Kanada - odparła uprzejmie. Scully powtórzyła to do słuchawki.
- Najpoźniej jutro rano przyjedziemy po was.
Kiedy Scully się rozłączyła usiadła obok Muldera i zaczęła jeść podane jej jedzenie.
- Zdaję sobie sprawę, że nadużywamy pani gościnności, ale prawdopodobnie będziemy musieli prosić panią o nocleg... - powiedziała Scully
- Ależ nie ma problemu. Możecie państwo tak długo, jak będzie potrzeba.
- Dziękujemy... - Scully spojrzała na Muldera. Był bardzo blady. Dotknęła jego czoła. Było rozpalone. Kobieta zaprowadziła ich do pokoju. Scully pomogła Mulderowi się położyć. Kilka godzin siedziała przy nim. Kiedy w końcu wyszła z pokoju i stanęła przy oknie gospodyni się odezwała.
- To niesamowite jak bardzo pani o niego dba - powiedziała patrząc się z podziwem na Scully - Pomimo, że pani sama jest wykończona, całą swoją siłę wkłada pani w opiekowanie się nim - Scully ze zdziwieniem zastanowiła się nad jej słowami. Nigdy nie myślała w tych kategoriach. Dla niej opiekowanie się Mulderem było zupełnie naturalne.
- Agent Mulder jest od wielu lat moim partnerem w FBI, ale także bliskim przyjacielem. Tyle razy uratował mi życie... - odparła. Kobieta uśmiechnęła się i powróciła do czytania książki.
- Pójdę się już położyć bo rzeczywiście jestem wykończona - powiedziała kierując się w stronę pokoju - Dobranoc
- Nawzajem
Kiedy Scully zamknęła za sobą drzwi podeszła do Muldera. Nie spał
- Jak się czujesz? - spytała z troską. Mulder machnął ręką
- Nic mi nie jest. A Ty? Wyglądasz na zmęczoną.
- Bardzo odkrywcze, Mulder. Rzeczywiście, jestem zmęczona. Ale martwię się o ciebie. Cały czas się trzęsiesz pomimo tej grubej kołdry... - powiedziała odgarniając mu czuło kosmyk włosów z oczu. Po chwili ciszy sama położyła się obok niego w łóżku i oparła głowę na jego ramieniu. Przytulił ją mocno do siebie.
***
Obudziło ich pukanie do drzwi. Scully zerwała się z łóżka jak poparzona, bojąc się, że kobieta wejdze do pokoju. Usłyszała za sobą śmiech Muldera. Otworzyła drzwi poprawiając jednocześnie włosy.
- Dzwonił mężczyzna z FBI, prosił żebym poprowadziła go do nas. Lada moment tu będzie - powiedziała - Przygotowałam państwu też śniadanie na drogę.
- Dziękuję bardzo - gdy kobieta zamknęła drzwi Scully podeszła do Muldera. Nadal był rozbawiony.
- Słyszałeś, Mulder, lada moment będzie tu Skinner - pokiwał głową i wstał zakładając buty. Kiedy przyjechał Skinner obydwoje jeszcze raz podziękowali kobiecie i pożegnali się.
***
- Mulder, myślisz, że zdążyli już zabrać Williama? - zapytała Scully. Obydwoje siedzieli w samolocie i w zamyśleniu patrzyli się na siebie.
- To nie wykluczone - westchnął - Ale zawsze jest nadzieja. Nie możemy o niej zapominać... - uścisnął jej dłoń. Scully nie odpowiedziała. Wpatrywała się tylko w ich splecione dłonie.
***
W końcu jechali samochodem Skinnera pod dom państwa Van de Kamp. Ze względu na stan Muldera, Scully nie zgodził się na to, żeby to on prowadził.
- A zawsze narzekasz na mój styl jazdy - zażartował Mulder patrząc na prędkościomierz.
Gdy podjechali pod dom oboje wybiegli z samochodu i podbiegli pod drzwi. Były otwarte. Na podłodze leżały ciała państwa Van de Kamp. Mulder i Scully przeszukali cały dom, ale nigdzie nie znaleźli Williama...

Mam nadzieję, że podobała Wam się ta seria, wkrótce zacznę pisać kolejną. Zapraszam do wyrażania swojej opinii w komentarzach. I jeszcze (spóźnione) : Wesołych Świąt! :)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Powroty #5

Zaprszam do przeczytania piątej części serii "Powroty" :) Mam nadzieję, że się spodoba =D

Scully poczuła, że robi jej się słabo. Mężcyzna siedział naprzeciwko niej i popijając piwo cierpliwie czekał na jej odpowiedź. Scully nie mogła uwierzyć, że to właśnie usłyszała. Wiedziała, że nie da rady go oszukać. Ale gdyby... Do głowy przyszedł jej pomysł choć nie wiedziała czy on nie pogorszy sprawy. Nie miała jednak nic do stracenia.
-Podjęłam już decyzję - powiedziała.
-Słucham agentko Scully. - odprał mężczyzna, pewny tego co usłyszy,
-Tyle poświęciłam żeby chronić Williama. Nie zamierzam tego wszystkiego zaprzepaścić i choć to trudna decyzja, wiem, że właściwa. Mulder zrobił by to samo na moim miejscu - pewność siebie mężczyzny pysła jak bańka mydlana.
-Che pani poświęcić życie Mudera?! - zapytał ze złością.
-Tak - powiedziała krótko modląc się żeby jej plan zadziałał. Żeby zdążyła znaleźć Muldera nim będzie za późno - Sprawa zakończona.
Nieznajomy poczekał aż Scully wyjdzie z drzwi i szybkim krokiem ruszył za nią. Kiedy Scully szukała w torebce kluczyków do samochodu on chwycił ją za ramiona i wstrzyknął jej jakiś płyn. Scully usiłowała wyciągnać pistolet, ale było za poźno. Ogarnęła ją ciemność,
***
Scully obudziła się w ciemnym pomieszczeniu. Nie widziała kompletnie nic. Ręką wymacała butelkę i bez wahania otworzyła ją i wlała płyn do ust. To była woda. Westchnęła z ulgą wypijając wszystko do dna. Po chwili domysliła się, że to prawdopodonie miał być zapas na kilka dni. Nie przejęła się tym zbytnio bo stwierdziła, że im szybciej przyjdzie śmierć tym lepiej. Nie miała już wogule ochoty żyć. Położyła się na lodowatej, kamiennej podłodze i zamknęła oczy.
***
Scully poczuła ostry, przeszywający ból w brzuchu. Uświadomiła sobie po chwili że ktoś ją kopie. Otworzyła oczy i spróbowła się podnieść. Usiadła i spojrzała w górę. Drzwi pomieszczenia były otwarte i dzięki wpadającemu przez nie światło mogła rozpoznać osobę, które nad nią stała. Był dokładnie tym, kogo oczekiwała...
 -Po co...to...robisz? - wykrztusiła
- Po co zadzwoniłem do FBI i powiedziałem im, że Mulder wdarł się do bazy wojskowej? To proste, agentko Scully, dziwię się, że nie odgadła pani jeszcze moich motywów. Owa baza mieści się kilkadziesiąt tysięcy kilometrów stąd, więc FBI szuka Mulder w tamtych okolicach, zakładając, że nie mógł uciec daleko. Po co go tu przetrzymuję? Żeby zmusić na pani posłuszeńtwo. Może i była pani zdecydowana w Waszyngtonie, ale widok katowanego Muldera na pewno zmieni pani zdanie. Po co porwałem w nocy Muldera i zmusiłem go o napisania pani wiadomości?
-Po co ci mój syn??? - przerwała, lekko zirytowana jego wykładem
-Zapewne sądzi pani, że potrzebny mi jest do niecnych celów. Myśli pani, że jestem "tym złym". Ale myli się pani. Będzie wykorzystany do czegoś o wiele wyższego i ważniejszego niż pani jest w stanie sobie wyobrazić.  - po tych słowach chwycił ją za ramiona i pociągnał za sobą - A teraz zobaczy się pani z Muderem.
Zaciągnął ją drugiego równie ciemnego, lecz o wiele mniejszego pomieszczenia. Scully rozpoznała Muldera na podłodze. Mężczyzna podszedł do niego i kopnął go z całej siły w brzuch. Scully krzyknęła.
-Może zmieniła już pani zdanie? - spytał z ironią
-Scully...nie daj się... - usłyszała głos Muldera
-Zamknij się - warknął jego stronę.
Kiedy zobaczył, że Scully nic nie mówi przygotował się żeby jeszcze raz kopnąć Muldera. W tym momencie jakiś człowiek wbiegł do pomieszczenia.
-Namierzyliśmy go! Znaleźliśmy to dziecko!
CIĄG DALSZY NASTĄPI

środa, 16 kwietnia 2014

Powroty #4

Oto czwarta (i jeszcze nie ostatnia =D) część serii "Powroty". Ponownie bardzo gorąco zachęcam i proszę o pisanie komentarzy!

Kiedy Scully wreszcie otworyła drzwi swojego mieszkania było już ciemno. Zamykając za sobą drzwi nie zauważyła nawet papierka leżącego na ziemi. Po chwili jednak zaszeleścił jej pod butem, więc pochyliła się spodziewając się zobaczyć opakowania po jedzeniu. Podnosząc papierek wzrosła w niej nadzieja, że to była wiadomość od Muldera. Kiedy rozwinęła go i nie zobaczyła jego niestarannego pisma przez chwilę poczuła nutę irytacji i rozczarowania. Ale tylko przez moment. Prześledziła szybko wzrokiem tekst.
-Mulder jest w niebezpieczeństwie. Oszczędzę go, ale wszystko ma swoją cenę...
Scully musiała przeczytać wiadomość kilka razy żeby uświadomić sobie o co w niej chodzi. Była w trakcie czytania słów po raz kolejny gdy zadzwonił jej telefon. Odebrała go nadal wpatrując się w karteczkę.
-Widzę, że pani przeczytała moją wiadomość - odezwał się w słuchawce głos nieznajomego mężczyzny zanim Scully zdążyła powiedzieć "Tu Scully, słucham"
-Przepraszam, kim pan jest? - spytała czując, że dłonie jej drżą.
-Cenię sobie anonimowość - odpowiedział cynicznie nieznajomy - Nie ma co tracić czasu na takie głupoty. Wolałbym przejść od razu do rzeczy.
-Rozumiem, że nie chce pan przedłużać, ale skąd, do cholery, wie pan, że odczytałam właśnie wiadomość od pana, gdzie mieszkam, skąd pan zna mój numer telefonu?
-Wszystko się w swoim czasie wyjaśni, agentko Scully.
-Skąd...
-Darujmy sobie. Tak jak wspomniałem w mojej wiadomości, jestem gotów pomóc Mulderowi, ale nie za darmo.
-Czego pan chce w zamian?.
-Zacznijmy od tego, że chciałbym się z panią spotkać i wtedy ustalić wszelkie szczegóły.
-Nie znam pana. Jestem agentką FBI i moja logika mówi mi, że takie spotkania są nadzwyczaj niebezpieczne, a pana propozycja jest podejrzana.
-Powinna pani choć raz porzucić racjonalny sposób myślenia bo w końcu panią doprowadzi to do zguby, choć może ciężko w to w tej chwili uwierzyć bo przecież tym się pani się całe życie kierowała. Zatrzymuje to panią. Gdyby nie logiczny sposób myślenia pani i Mulder dawno byście już odkryli prawdę, której szukacie tyle lat. - Scully chwilę analizowała jego słowa i w końcu doszła do wniosku, że i tak nie ma nic do stracenia
-Dobrze, zatem ustalmy miejsce i czas spotkania.
-Zapewne wie pani gdzie jest bar do którego Mulder zawsze tak bardzo lubił chodzić żeby się napić? Spotkajmy się tam za godzinę. - powiedział mężczyzna i rozłączył się.
Scully, nie chcąc tracić czasu, wybiegła z mieszkania i pojechała w kierunku miejsca spotkania.
Pomimo, że gdy zaparkowała pod barem było jeszcze pół godziny przed czasem wysoki, łysy mężczyzna wyszedł jej na spotkanie.
-Witam, agentko Scully - Scully od razu rozpoznała go po głosie.
Kiedy zajęli już stolik nieznajomy od razu przeszedł do sedna sprawy.
-Tak jak już mówilem za pewną cenę uratuję Muldera od niechybnej śmierci.. - widząc minę Scully dodał: - Proszę nie zadawać pytań bo to całkowicie zbędnę. I tak na nie nie odpowiem.
-Co mu jest?!
- Krótko mówiąc porwałem go i przetrzymuję w ciemnej piwnicy i dopóki nie da mi pani informacji, którą potrzebuję Mulder nie dostanie, ani krzty jedzenia i wody. Tak więc musi się pani pośpieszyć z decyzją.
-Czego pan chce?
-Chcę wiedzieć gdzie przebywa pani syn, William.
CIĄG DALSZY NASTĄPI



piątek, 11 kwietnia 2014

Powroty #3

No więc wracam z trzecią częścią mojej serii "Powroty". W sumie publikuję to nawet wczesniej niz planowalam :) Mam nadzieję, ze przypadnie Wam do gustu, swoje opinie koniecznie opublikujcie w komentarzach!

Scully nie mogla uwierzyć w to, co się własnie stało. Mulder zawsze był osobą, której ufała bezgranicznie i kompletnie nie spodziewała się po nim czegoś takiego. Poczuła ogarniający gniew. Wstała i rozejrzała sie w poszukiwaniu jakiś innych notatek od Muldera, ale -zgodnie z tym co przewidywała-niczego nie zauważyła. Znów została sama. Wściekła wstała i narzuciła na siebie pierwsze lepsze ubrania szukając sposobu by skontaktować się z Mulderem. Nagle zaczął dzwonić telefon. Starając opanować swoją złość podniosła słuchawkę. - Agentka Scully? - usłyszała głos jakiejś kobiety. -Tak, przy telefonie. O co chodzi? - spytała zastanawiając się po co ta kobieta dzwoniła. - Dzwonię z kwatery głównej FBI, w Waszyngtonie. Mam przekazać pani, że została pani wezwana na rozmowę u dyrektora. -W jakiej sprawie?- Scully poczuła, że nogi się pod nią uginają. - Niestety nie mogę nic więcej pani przekazać. Proszę zjawić się za godzinę w biurze pana dyrektora, a wszystkiego się pani dowie. - ciągnęła kobieta uprzejmym głosem - Dobrze, więc będę na miejscu na czas. - powiedziała szybko i odłożyła słuchawkę. Wchodząc do kwatery głównej FBI Scully próbowała się domyśleć w jakiej sprawie Kersh wzywał ją na rozmowę. Czyżby chciał ją zwolnić? - Agentko Scully, witam. Jest pani bardzo punktualna, jak widzę - powiedział Kersh kiedy Scully wkroczyła do jego biura - Proszę usiąść - dodał wskazując jej krzesło.-- W jakiej sprawie wzywał mnie pan? - zapytała Scully starając się zachować kamienną twarz. - Chodzi o agenta Muldera. Dziś rano dostaliśmy niepokojącą wiadomość, że Mulder wdarł się do tajnej bazy wojskowej i udało mu się zbiec. Próbowaliśmy go namierzyć, ale bez sukcesu. Zna pani Muldera, w końcu przez tyle lat był on pani partnerem w Archiwum X, więc liczymy, że pani pomoże nam w jego poszukiwaniach. - Rozumiem, że sprawa jest poważna dyrektorze, ale Muder jest moim bliskim przyjacielem i nawet gdybym wiedziała gdzie on przebywa nie mogłabym mu tego zrobić - odparła Scully ze stoickim spokojem. - Pani, jako agentka FBI ma OBOWIĄZEK zeznania nam tego co pani wie, tym samym pomagając nam dotrzeć do poszukiwanego. I jestem przekonany, że pani dużo wie. - Nie wiem nic, dyrektorze Kersh, po za tym o czym mnie pan teraz poinformował. Nie sądzę, abym w jaki kolwiek sposób potrafiła pomóc. - A ja sądzę, agentko Scully, że pani chce chronić Muldera i dlatego wstrzymuje się pani od zeznań. A nawet gdyby rzeczywiście nic pani nie wiedziała na temat jego miejscia pobytu, mogłaby pani spróbować odgadnć jego motywy, a z tym pani by sobie na pewno rewelacyjnie poradziła, gdyż na tym polega praca w FBI. Na odgadywaniu motywów zbrodni. Scully bez słowa wstała i skierowała się w stronę drzwi. - A gdzie pani się wybiera? - zawołał za nią Kersh - Jescze nie skończyłem! - Proszę mi wybaczyć, dyrektorze, muszę mieć czas na przemyślenie tej sprawy. CIĄG DALSZY NASTĄPI

Powroty #2

Tak więc zgodnie z obietnicą wracam dziś z drugą częścią mojego opowiadanie, którego jak się zdaje zapomniałam nazwać... Ach te początki blogowania... W każdym razie będzie to seria kilku opowiadań o nazwie "Powroty". Miłego czytania ;)


  -Scully? – usłyszała znajomy, zatroskany glos. Spojrzała na swojego niezapowiedzianego gościa z rozchylonymi ustami wpatrywała się w niego. Mulder wszedł do mieszkania i delikatnie zamknął za sobą drzwi. W tym momencie Scully rzuciła mu się na szyję. Nie widziała go tyle czasu... Mulder wtulił w twarz w jej włosy. Stali tak przez dobre kilka minut. W końcu Mulder odsunął jej twarz od siebie i ujmując ją w dłonie spojrzał w jej piekne, niebieskie oczy.
-Oddałam Williama – wykrztusiła w końcu – naszego syna. Oddałam go obcym ludziom. Zawsze czułam się silna i jako agentka chroniłam ludzi w niebezpieczeństwie, a nie potrafiłam obronić własnego syna. Za każdym razem gdy oni przychodzili po niego i wychodził z tego cało myslałam, że nie wrócą. Ale myliłam się. Wracali za każdym razem, co raz silniejsi. Zabraliby go. To była tylko kwestia czasu...
-To było jedyne wyjście... – odezwał się Mulder po przemyśleniu jej słów – Nie obwiniaj się za coś, za co nie jesteś winna. Gdybyś go zatrzymała to nawet gdyby udało ci się go ochronić to on i tak nigdy nie miałby normalnego życia, cały czas musiałby się obawiać o swoje bezpieczeństwo, które z każdą chwilą by narastało. Teraz ma szanse żyć tak jak inni. Będzie mógł mysleć, że jest zwykłym dzieckiem, pozornie niczym nie różniącym się od milionów innych, jego życie z tobą naznaczone byłoby strachem i niepewnością. Scully pokiwała głową usiadła na kanapie.
-Gdzie byłeś? – sptytała go biorąc przy tym głęboki wdech i ocierając oczy wierzchem dłoni.
-Nie mogę ci powiedzieć...
-Ale... Przyjechałeś tu na stałe, prawda? – spytała drżącym głosem, patrząc na niego błagalnie.
-Tylko na kilka godzin... – odpowiedział cicho ze smutkiem. Mój dłuższy pobyt tutaj sciągnąłby na ciebie ogromne niebezpieczeństwo. Pamiętaj, że dlatego własnie wyjachałem. Żeby was chronic.W sumie to wcale nie miałem zamiaru tutaj przyjeżdzać, ale tak bardzo pragnąłem zobaczyć ciebie i Williama, ze żadna siła mnie nie mogła powstrzymać. Nawet mój własny rozsądek... Tyle, ze się spóźniłem!-dodał zakrywajac twarz rękami. – Mogłem zobaczyć go tylko ten jeden, jedyny raz przed moim wyjazdem...
- Musisz obiecać mi, bez względu na wszystko, że jutro zabierzesz mnie ze sobą... Wcale nie obchodzi mnie to, że to niebezpieczne. Tylko ty mi zostałeś... Wolę umrzeć przy tobie niż gnić tutaj w Waszyngtonie sama... – Mulder spojrzał jej prosto w oczy i po chwili ciszy pokiwał głową i przytulił ją.
         ***
-Scully otworzyla oczy. Było już jasno. Przypomiały jej się wszystkie wydarzenia z nocy.
-Mulder?! – krzyknela podrywając się z łóżka. Nigdzie go nie zobaczyła. Spojrzała na zegarek. Była już prawie 13. Poczuła pod ręką papierek. Rozwinęła go i przeczytała niestaranne, sugerujące pośpiech słowo : Przepraszam
CIĄG DALSZY NASTĄPI

I jak? Podobało się Wam? ;) Ponownie bardzo proszę o komentowanie. Następna część niebawem :)

czwartek, 10 kwietnia 2014

Tak na początek...

 Tak, to mój nowy blog, bla, bla, bla. Od razu zaznaczam, że to mój pierwszy w życiu blog, nigdy wcześniej jakoś nawet nie myślałam żeby coś takiego robić bo moje teksty to nie dzieła sztuki i nie jestem w tym jakoś specjalnie dobra, ale ostatnio coś mnie natchnęło żeby publikować moje opowiadania w internecie. Właśnie - opowiadania. Będę tworzyła tylko i wyłącznie fan fiction gdyż jestem zbyt mało kreatywna żeby tworzyć zupełnie nowe postaci itd. Jak już się większy procent osób, które - jakimś cudem - weszły na tego bloga domyśliło: wszystkie moje opowiadania będąMulderze i Scully. Może to w sumie w tych czasach nie do końca typowa para, którą ludzie się jarają, ale trudno bo ja właśnie jestem jedną z tych osób. 
A teraz - żeby uniknąć niepotrzebnych pytań - napiszę czemu blog się nazywa Paper Hearts. Jeśli oglądacie Z Archiwum X wiecie, iż jest taki odcinek w 4 sezonie. Jest jednym z moich ulubionych dlatego - na jego cześć - nazwałam swojego bloga po nim. Opowiadania raczej nie będą jakoś tematycznie związane z tym odcinkiem.
Po tym długim - o wiele dłuższym niż planowałam - wstępie przejdę do rzeczy, czyli pierwszego opowiadania, które publikuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że poniższe opowiadanie bardzo odbiega od rzeczywistych zdarzeń (oczywiście mam na myśli te z serialu), ale skoro to jest fan fiction to nikt mi nie narzuca żadnych zasad, będę pisała jak mi się podoba i tyle. Tak więc zachęcam do zapoznania się z treścią tego niezbyt długiego tekstu i komentowania go w komentarzach - tj. wytykanie ew. błędów, oceniania moich umiejętnośći pisarskich i mojej kreatywnośći itp. 


Scully, ze ściśniętym gardłem podjeżdżała na podjazd państwa Van de Kamp. Zatrzymawszy samochód spojrzała przez ramie na syna. William był uśmiechnięty od ucha do ucha. Dana poczuła, że do oczu napływają jej łzy, więc pospiesznie odwróciła głowę i spojrzałw lusterko. Wyglądała okropnie – oczy miała podpuchnięte, makijaż rozmazany, włosy potargane, a ubrania wygniecone. Niestety po kilku nocach spędzonych na szlochaniu w poduszkę na nic więcej nie było ją stać. Kilka razy przeczesała włosy palcami, wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwiczki. Kiedy wyciągała Williama z auta państwo Van de Kamp wybiegli już przed dom. Scully nie potrafiła się zdobyć nawet na sztuczny uśmiech, ale przywitała się uprzejmie. Państwo Van de Kamp zaprosili ją do środka. Scully miala ogromną ochotę zabrać swojego syna i odjechać. Ale nie mogła. Podjeła już decyzje i pomimo to, że było to dla niej bardzo bolesne i czuła, że nie ma już dla kogo i po co życ to miała pewność, że to właściwa decyzja, ze to jedyny sposób na ochronę swojego syna. Ściskając go mocno zaczęła wchodzić po schodkach. Musiała wiele wysiłku włożyć w utrzymanie równowagi. Modliła się, aby nie zwymiotować. Usiadła na wskazane przez pana Van de Kamp siedzenie nadal kurczowo trzymając syna jak gdyby chciała pokazać, że on należy do niej. Podpisała wszystkie podsunięte jej pod nos dokumenty i oparła się o oparcie krzesła koncentrując się na wyrównaniu swojego oddechu. Po chwili ciszy pani Van de Kamp nieśmiało wyciągnęła ręce w kierunku Williama i spytała cicho czy może go potrzymać. Jej słowa dotarły do Dany dopiero po kilku sekundach. Podając syna kobiecie obiecała sobie, ze będzie silna. Na początku William zdawał się być zdezorientowany, ale po chwili wyciągnął rączki w stronę matki i kiedy nie doczekał się reakcji z jej strony zaczął płakać. Scully poczuła, że wbrew jej woli łzy spływają po jej policzkach. Starła je szybko, ale niewiele to dało, gdyż po chwili zaczęły płynąć kolejne. Chciała przeprosić, ale nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Wstała, wybiegła przed dom i odjechała. Przez cala drogę ręce jej drżały, a łzy spływały bezwładnie po jej policzkach. Kilka razy omal nie straciła panowania nad kierownica. Cudem dojechała. Kiedy w końcu zamknęła za sobą drzwi swojego mieszkania pobiegła do sypialni i nawet nie myśląc o włożeniu ich do szafy zrzuciła z siebie ubrania tak jakby chciała zrzucić z siebie wszystkie zmartwienia. Wzięła długą, gorącą kąpiel. Miała wrażenie, że z wodą spływają z nią wszystkie emocje. Kiedy w końcu wyszła z wanny przebrała się w szlafrok i usiadła na kanapie. Twarz schowała w poduszce i pozwoliła myślom błądzić...
          ***
Obudził ją dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegarek. Było po 1 w nocy. Zastanawiała się kto mógł chcieć ją odwiedzić w środku nocy. Zwykle w takiej sytuacji brała pistolet i z nim w ręce otworzyłaby drzwi, ale teraz nie chciało jej się nawet go wyjmować z szafki. Wstała i mając na wpoł zamknięte oczy otworzyła drzwi.
          CIĄG DALSZY NASTĄPI

To pierwsza część mojego fan fica, w najbliższym czasie (mam na myśli jutro) dodam część drugą. Ze względu na sporą ilość już gotowych tekstów będę je dodawała często, ale po świętach nowe posty będę wrzucać rzadziej (prawdopodobnie co drugi tydzień w piątek). Mam nadzieję, że to co właśnie przeczytaliście nie było aż takie złe. Po raz kolejny bardzo zachęcam do komentowania, każda opinia jest dla mnie niezmiernie ważna, szczególnie teraz.