-Scully? – usłyszała znajomy, zatroskany glos. Spojrzała na swojego
niezapowiedzianego gościa z rozchylonymi ustami wpatrywała się w niego. Mulder
wszedł do mieszkania i delikatnie zamknął za sobą drzwi. W tym momencie Scully
rzuciła mu się na szyję. Nie widziała go tyle czasu... Mulder wtulił w twarz w
jej włosy. Stali tak przez dobre kilka minut. W końcu Mulder odsunął jej twarz
od siebie i ujmując ją w dłonie spojrzał w jej piekne, niebieskie oczy.
-Oddałam Williama – wykrztusiła w końcu – naszego syna.
Oddałam go obcym ludziom. Zawsze czułam się silna i jako agentka chroniłam
ludzi w niebezpieczeństwie, a nie potrafiłam obronić własnego syna. Za każdym
razem gdy oni przychodzili po niego i wychodził z tego cało myslałam, że nie
wrócą. Ale myliłam się. Wracali za każdym razem, co raz silniejsi. Zabraliby
go. To była tylko kwestia czasu...
-To było jedyne
wyjście... – odezwał się Mulder po przemyśleniu jej słów – Nie obwiniaj się za
coś, za co nie jesteś winna. Gdybyś go zatrzymała to nawet gdyby udało ci się
go ochronić to on i tak nigdy nie miałby normalnego życia, cały czas musiałby
się obawiać o swoje bezpieczeństwo, które z każdą chwilą by narastało. Teraz ma
szanse żyć tak jak inni. Będzie mógł mysleć, że jest zwykłym dzieckiem,
pozornie niczym nie różniącym się od milionów innych, jego życie z tobą
naznaczone byłoby strachem i niepewnością. Scully pokiwała głową usiadła na
kanapie.
-Gdzie byłeś? – sptytała go biorąc przy tym głęboki wdech i
ocierając oczy wierzchem dłoni.
-Nie mogę ci powiedzieć...
-Ale... Przyjechałeś tu na stałe, prawda? – spytała drżącym
głosem, patrząc na niego błagalnie.
-Tylko na kilka godzin... – odpowiedział cicho ze smutkiem. Mój dłuższy pobyt tutaj sciągnąłby na
ciebie ogromne niebezpieczeństwo. Pamiętaj, że dlatego własnie wyjachałem. Żeby was chronic.W sumie to
wcale nie miałem zamiaru tutaj przyjeżdzać, ale tak bardzo pragnąłem zobaczyć
ciebie i Williama, ze żadna siła mnie nie mogła powstrzymać. Nawet mój własny
rozsądek... Tyle, ze się spóźniłem!-dodał zakrywajac twarz rękami. – Mogłem
zobaczyć go tylko ten jeden, jedyny raz przed moim wyjazdem...
- Musisz obiecać mi, bez względu na wszystko, że jutro
zabierzesz mnie ze sobą... Wcale nie obchodzi mnie to, że to niebezpieczne.
Tylko ty mi zostałeś... Wolę umrzeć przy tobie niż gnić tutaj w Waszyngtonie
sama... – Mulder spojrzał jej prosto w oczy i po chwili ciszy pokiwał głową i przytulił
ją.
***
-Scully otworzyla oczy. Było już jasno. Przypomiały jej się
wszystkie wydarzenia z nocy.
-Mulder?! – krzyknela podrywając się z łóżka. Nigdzie go nie zobaczyła.
Spojrzała na zegarek. Była już prawie 13. Poczuła pod ręką papierek. Rozwinęła
go i przeczytała niestaranne, sugerujące pośpiech słowo : PrzepraszamCIĄG DALSZY NASTĄPI
I jak? Podobało się Wam? ;) Ponownie bardzo proszę o komentowanie. Następna część niebawem :)
No pewka, że się podoba. Pisz dalej, bo mnie zaintrygowałaś, kicia ;*.
OdpowiedzUsuń