Oto czwarta (i jeszcze nie ostatnia =D) część serii "Powroty". Ponownie bardzo gorąco zachęcam i proszę o pisanie komentarzy!
Kiedy Scully wreszcie otworyła drzwi swojego mieszkania było już ciemno. Zamykając za sobą drzwi nie zauważyła nawet papierka leżącego na ziemi. Po chwili jednak zaszeleścił jej pod butem, więc pochyliła się spodziewając się zobaczyć opakowania po jedzeniu. Podnosząc papierek wzrosła w niej nadzieja, że to była wiadomość od Muldera. Kiedy rozwinęła go i nie zobaczyła jego niestarannego pisma przez chwilę poczuła nutę irytacji i rozczarowania. Ale tylko przez moment. Prześledziła szybko wzrokiem tekst.
-Mulder jest w niebezpieczeństwie. Oszczędzę go, ale wszystko ma swoją cenę...
Scully musiała przeczytać wiadomość kilka razy żeby uświadomić sobie o co w niej chodzi. Była w trakcie czytania słów po raz kolejny gdy zadzwonił jej telefon. Odebrała go nadal wpatrując się w karteczkę.
-Widzę, że pani przeczytała moją wiadomość - odezwał się w słuchawce głos nieznajomego mężczyzny zanim Scully zdążyła powiedzieć "Tu Scully, słucham"
-Przepraszam, kim pan jest? - spytała czując, że dłonie jej drżą.
-Cenię sobie anonimowość - odpowiedział cynicznie nieznajomy - Nie ma co tracić czasu na takie głupoty. Wolałbym przejść od razu do rzeczy.
-Rozumiem, że nie chce pan przedłużać, ale skąd, do cholery, wie pan, że odczytałam właśnie wiadomość od pana, gdzie mieszkam, skąd pan zna mój numer telefonu?
-Wszystko się w swoim czasie wyjaśni, agentko Scully.
-Skąd...
-Darujmy sobie. Tak jak wspomniałem w mojej wiadomości, jestem gotów pomóc Mulderowi, ale nie za darmo.
-Czego pan chce w zamian?.
-Zacznijmy od tego, że chciałbym się z panią spotkać i wtedy ustalić wszelkie szczegóły.
-Nie znam pana. Jestem agentką FBI i moja logika mówi mi, że takie spotkania są nadzwyczaj niebezpieczne, a pana propozycja jest podejrzana.
-Powinna pani choć raz porzucić racjonalny sposób myślenia bo w końcu panią doprowadzi to do zguby, choć może ciężko w to w tej chwili uwierzyć bo przecież tym się pani się całe życie kierowała. Zatrzymuje to panią. Gdyby nie logiczny sposób myślenia pani i Mulder dawno byście już odkryli prawdę, której szukacie tyle lat. - Scully chwilę analizowała jego słowa i w końcu doszła do wniosku, że i tak nie ma nic do stracenia
-Dobrze, zatem ustalmy miejsce i czas spotkania.
-Zapewne wie pani gdzie jest bar do którego Mulder zawsze tak bardzo lubił chodzić żeby się napić? Spotkajmy się tam za godzinę. - powiedział mężczyzna i rozłączył się.
Scully, nie chcąc tracić czasu, wybiegła z mieszkania i pojechała w kierunku miejsca spotkania.
Pomimo, że gdy zaparkowała pod barem było jeszcze pół godziny przed czasem wysoki, łysy mężczyzna wyszedł jej na spotkanie.
-Witam, agentko Scully - Scully od razu rozpoznała go po głosie.
Kiedy zajęli już stolik nieznajomy od razu przeszedł do sedna sprawy.
-Tak jak już mówilem za pewną cenę uratuję Muldera od niechybnej śmierci.. - widząc minę Scully dodał: - Proszę nie zadawać pytań bo to całkowicie zbędnę. I tak na nie nie odpowiem.
-Co mu jest?!
- Krótko mówiąc porwałem go i przetrzymuję w ciemnej piwnicy i dopóki nie da mi pani informacji, którą potrzebuję Mulder nie dostanie, ani krzty jedzenia i wody. Tak więc musi się pani pośpieszyć z decyzją.
-Czego pan chce?
-Chcę wiedzieć gdzie przebywa pani syn, William.
CIĄG DALSZY NASTĄPI
Hm... bardzo mi się spodobało ;)
OdpowiedzUsuńZauważyłam jeden malutki błąd, ale on nie ma wpływu na całokształt. Bardzo fajnie się czyta, wczułam się w sytuację i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. :D
Dziękuję bardzo, takie komentarze bardzo wiele dla mnie znaczą! Spróbuję wychwycić mój błąd, cieszę się, że zostałam o nim poinformowana :)
Usuń