A teraz - żeby uniknąć niepotrzebnych pytań - napiszę czemu blog się nazywa Paper Hearts. Jeśli oglądacie Z Archiwum X wiecie, iż jest taki odcinek w 4 sezonie. Jest jednym z moich ulubionych dlatego - na jego cześć - nazwałam swojego bloga po nim. Opowiadania raczej nie będą jakoś tematycznie związane z tym odcinkiem.
Po tym długim - o wiele dłuższym niż planowałam - wstępie przejdę do rzeczy, czyli pierwszego opowiadania, które publikuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że poniższe opowiadanie bardzo odbiega od rzeczywistych zdarzeń (oczywiście mam na myśli te z serialu), ale skoro to jest fan fiction to nikt mi nie narzuca żadnych zasad, będę pisała jak mi się podoba i tyle. Tak więc zachęcam do zapoznania się z treścią tego niezbyt długiego tekstu i komentowania go w komentarzach - tj. wytykanie ew. błędów, oceniania moich umiejętnośći pisarskich i mojej kreatywnośći itp.
Scully, ze ściśniętym gardłem podjeżdżała na podjazd państwa
Van de Kamp. Zatrzymawszy samochód spojrzała przez ramie na syna. William był
uśmiechnięty od ucha do ucha. Dana poczuła, że do oczu napływają jej łzy, więc
pospiesznie odwróciła głowę i spojrzałw lusterko. Wyglądała okropnie – oczy
miała podpuchnięte, makijaż rozmazany, włosy potargane, a ubrania wygniecone.
Niestety po kilku nocach spędzonych na szlochaniu w poduszkę na nic więcej nie
było ją stać. Kilka razy przeczesała włosy palcami, wzięła głęboki oddech i
otworzyła drzwiczki. Kiedy wyciągała Williama z auta państwo Van de Kamp
wybiegli już przed dom. Scully nie potrafiła się zdobyć nawet na sztuczny
uśmiech, ale przywitała się uprzejmie. Państwo Van de Kamp zaprosili ją do
środka. Scully miala ogromną ochotę zabrać swojego syna i odjechać. Ale nie
mogła. Podjeła już decyzje i pomimo to, że było to dla niej bardzo bolesne i
czuła, że nie ma już dla kogo i po co życ to miała pewność, że to właściwa
decyzja, ze to jedyny sposób na ochronę swojego syna. Ściskając go mocno
zaczęła wchodzić po schodkach. Musiała wiele wysiłku włożyć w utrzymanie
równowagi. Modliła się, aby nie zwymiotować. Usiadła na wskazane przez pana Van
de Kamp siedzenie nadal kurczowo trzymając syna jak gdyby chciała pokazać, że
on należy do niej. Podpisała wszystkie podsunięte jej pod nos dokumenty i
oparła się o oparcie krzesła koncentrując się na wyrównaniu swojego oddechu. Po
chwili ciszy pani Van de Kamp nieśmiało wyciągnęła ręce w kierunku Williama i
spytała cicho czy może go potrzymać. Jej słowa dotarły do Dany dopiero po kilku
sekundach. Podając syna kobiecie obiecała sobie, ze będzie silna. Na początku
William zdawał się być zdezorientowany, ale po chwili wyciągnął rączki w stronę
matki i kiedy nie doczekał się reakcji z jej strony zaczął płakać. Scully
poczuła, że wbrew jej woli łzy spływają po jej policzkach. Starła je szybko,
ale niewiele to dało, gdyż po chwili zaczęły płynąć kolejne. Chciała
przeprosić, ale nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Wstała, wybiegła przed
dom i odjechała. Przez cala drogę ręce jej drżały, a łzy spływały bezwładnie po
jej policzkach. Kilka razy omal nie straciła panowania nad kierownica. Cudem
dojechała. Kiedy w końcu zamknęła za sobą drzwi swojego mieszkania pobiegła do
sypialni i nawet nie myśląc o włożeniu ich do szafy zrzuciła z siebie ubrania
tak jakby chciała zrzucić z siebie wszystkie zmartwienia. Wzięła długą, gorącą
kąpiel. Miała wrażenie, że z wodą spływają z nią wszystkie emocje. Kiedy w
końcu wyszła z wanny przebrała się w szlafrok i usiadła na kanapie. Twarz
schowała w poduszce i pozwoliła myślom błądzić...
***
Obudził ją dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegarek. Było po 1 w nocy. Zastanawiała się kto mógł chcieć ją odwiedzić w środku nocy. Zwykle w takiej sytuacji brała pistolet i z nim w ręce otworzyłaby drzwi, ale teraz nie chciało jej się nawet go wyjmować z szafki. Wstała i mając na wpoł zamknięte oczy otworzyła drzwi.
Obudził ją dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegarek. Było po 1 w nocy. Zastanawiała się kto mógł chcieć ją odwiedzić w środku nocy. Zwykle w takiej sytuacji brała pistolet i z nim w ręce otworzyłaby drzwi, ale teraz nie chciało jej się nawet go wyjmować z szafki. Wstała i mając na wpoł zamknięte oczy otworzyła drzwi.
CIĄG DALSZY NASTĄPI
To pierwsza część mojego fan fica, w najbliższym czasie (mam na myśli jutro) dodam część drugą. Ze względu na sporą ilość już gotowych tekstów będę je dodawała często, ale po świętach nowe posty będę wrzucać rzadziej (prawdopodobnie co drugi tydzień w piątek). Mam nadzieję, że to co właśnie przeczytaliście nie było aż takie złe. Po raz kolejny bardzo zachęcam do komentowania, każda opinia jest dla mnie niezmiernie ważna, szczególnie teraz.
Świetne! Czekam na kolejne części! ♥
OdpowiedzUsuńNie wierzę! Założyłaś bloga *.* Jezu, kocham Cię! <3 Ty moja mała konkurencjo ;*. Jak zapewne się domyślasz, kto piszę ten komentarz, ale gdybyś miała zaćmienie mózgu(co często u Ciebie bywa obecne), to ja, Twoja bratnia dusza, kicia ;*. No bo raczej nie jestem panem z Krainy Grzybów... Lecz na wszelki wypadek weź ciepły sweter <3.
OdpowiedzUsuńW sumie to zapomniałam zaznaczyć, że gdyby nie Ty to wogule bym tego nie zakładała bo wyszłabym po prostu z założeniem, że nie będę się kompromitować :) I z pewnością wezmę ciepły sweter o ile znajdę jakiś w tym swoim bałaganie... I nie zapomnij: 23 kwietnia 20.15 :)
UsuńPrzeczytałam pierwsze 3 części i przyznam, że są interesujące ;)
OdpowiedzUsuńCiesze się, że ktoś wznawia pamięć o tak wspaniałych postaciach :D