Seria, którą obiecywałam w poprzednim poście jest w przygotowaniu ;) Chciałabym jeszcze przeprosić za usunięcie komentarza MilargoXF pod postem "Ego dilexi te #1" - zrobiłam to kompletnie niechcący.
Zapraszam do czytania oraz wyrażania swoich opinii w komentarzach ;)
Kiedy ktoś stale widzi wokół siebie gadające kalafiory i ty przebywając w jego towarzystwie również zaczynasz je widzieć, to jest właśnie folie de deux.
Gary Lambert - pracownik marketingu dużej firmy zaczyna widzieć swojego szefa jako okrutnego demona w ciele wielkiego owada. Rozmawiając przez telefon z klientką co chwilę przed oczami stawał mu widok upiornego stwora.
-On tu jest!- powtarzał z przerażeniem do swej rozmówczyni.
***
Kwatera Główna FBI, Waszyngton
-Mulder, Skinner nas wzywa - westchnęła Scully na powitanie - zapewne znowu jakaś nad zwyczaj interesująca sprawa - Mulder w jednej chwili rozpromienił się
-Nareszcie! - krzyknął - W Archiwum już zawiało nudą - Scully patrzyła z dezaprobatą na jego radość. Oboje udali się do biura Skinnera, Mulder niemalże w podskokach.
-Jak się zapewne domyślacie mam dla was sprawę - powiedział Skinner - ale nie jest ona związana z latającymi spodkami i kosmitami - dodał widząc podniecenie Muldera -Chodzi o dyrektora pewnej firmy w Chicago, który notorycznie otrzymymuje listy z pogróżkami - wyjaśnił. Zarówno Mulder jak i Scully byli zaskoczeni.
- A odkąd Archiwum zajmuje się takimi sprawami? - zapytała Scully.
- W listach było wspomniane o potworze, który poluje na pracowników firmy - Scully westchnęła ciężko. Mogła się tego spodziewać - Wasza wiedza na ten temat może się przydać w przyłapaniu żartownisia - ciągnął Skinner. Agenci, nie mając wyjścia, zgodzili się zbadać tą sprawę.
- Mulder, musimy zarezerwować bilety na samolot - powiedziała Scully, kiedy wyszli już na korytarz.
- Ja sobie sam zarezerwuję - odprał Mulder nie kryjąc złości
-O co ci chodzi, Mulder? To nie moja wina, że...
-Nie jestem zły na ciebie Scully - przerwał jej - Ta cała błaha sprawa będzie tylko stratą czasu. Przydzielili ją nam żeby odciągnąć nas od pracy w Archiwum. Dlatego sam polecę do Chicago - Scully, zadowolona z postawy Muldera, pierwszy raz od dawna się z nim zgodziła.
***
Następnego dnia Mulder udał się do siedziby Vinyl
Right w Chicago.
-Jestem agent specjalny Fox Mulder z FBI - przedstawił się dyrektorowi.
-Bardzo szybko pan przyjechał, agencie Mulder. Jestem Grag Pincus, dyrektor tej placówki. Mam dla pana taśmę z nagranymi pogróżkami - powiedział przekazują taśmę Mulderowi. Oboje odsłuchali ją.
-Mam obowiązek zaalarmować, że tym budynku czai się potwór, który zabije wszystkich pracowników. On kryje się w świetle!- odezwał się głos mężczyzny. Uwagę Muldera przyciągnęły te ostatnie słowa.
-Domyśla się pan kto mógłby być nadawcą tych listów?
-Nie znam nikogo komu mogłoby zależeć na deorganizacji pracy firmy - odparł spokojnie Pincus. Mulder przeglądnął jeszcze raz akta sprawy, pewny, że coś musiał przeoczyć. Z akt wynikało, że lata temu w firmie zostało popełnione morderstwo.
- Może pan powiedzieć mi coś więcej na temat tej zbrodni? - zapytał Mulder mając nadzieję, że w końcu natrafi na coś, co umożliwiłoby mu szybsze zamknięcie sprawy i powrót do Waszyngtonu.
-Jeden z pracowników, widząc rzekomego potwora zaczął strzelać na oślep do innych pracowników - powiedział krótko Pincus, wzruszając ramionami jak gdyby uważał to za nieistotny szczegół.
Po rozmowie z Pincusem Mulder wybrał numer do Scully. Już po trzech sygnałach w słuchawce usłyszał jej głos.
-Scully
-Hej, Scully, mam prośbę - zaczął Mulder
-Nie, nie przyjadę ci pomóc jeśli o to ci chodzi - powiedziała z nutą ironii
-Narazie nie musisz jechać mi na ratunek - odparł - Chciałem tylko żebyś poszukała w aktach FBI spraw, w których padły słowa "kryje się w świetle".
-Kamień mi z serca spadł - odpowiedziała ze śmiechem - Jasne, już się robi
***
Tego dnia, Gary Lambert również dzwonił do losowo wybranych osób wciskając im ofertę firmy. Nagle do gabinetu, dyrektor wezwał koleżankę Garry'ego - Nancy.
-Chyba nie zamierzasz tam pójść?! - zapytał Garry patrząc z przerażeniem jak Nancy wstaje od biurka.
-Czemu niby miałabym do niego nie iść? - spytała zdziwiona.
-Nancy, to niebezpieczne! - krzyknął Garry
-Nie martw się, raczej nie wyleje mnie - odparła schylając się po torebkę.
-Tu chodzi o twoje życie! - ciągnął Garry
-Nie jestem pracoholiczką - odpowiedziała odchodząc. Garry ze strachem obserwował jak koleżanka kieruje się w stronę gabinetu. Kiedy zamknęła za sobą drzwi rozległ się krzyk. Pomimo pełnej sali ludzi usłyszał go tylko Garry.
Ja chcę więcej!! :D
OdpowiedzUsuń