piątek, 11 kwietnia 2014

Powroty #2

Tak więc zgodnie z obietnicą wracam dziś z drugą częścią mojego opowiadanie, którego jak się zdaje zapomniałam nazwać... Ach te początki blogowania... W każdym razie będzie to seria kilku opowiadań o nazwie "Powroty". Miłego czytania ;)


  -Scully? – usłyszała znajomy, zatroskany glos. Spojrzała na swojego niezapowiedzianego gościa z rozchylonymi ustami wpatrywała się w niego. Mulder wszedł do mieszkania i delikatnie zamknął za sobą drzwi. W tym momencie Scully rzuciła mu się na szyję. Nie widziała go tyle czasu... Mulder wtulił w twarz w jej włosy. Stali tak przez dobre kilka minut. W końcu Mulder odsunął jej twarz od siebie i ujmując ją w dłonie spojrzał w jej piekne, niebieskie oczy.
-Oddałam Williama – wykrztusiła w końcu – naszego syna. Oddałam go obcym ludziom. Zawsze czułam się silna i jako agentka chroniłam ludzi w niebezpieczeństwie, a nie potrafiłam obronić własnego syna. Za każdym razem gdy oni przychodzili po niego i wychodził z tego cało myslałam, że nie wrócą. Ale myliłam się. Wracali za każdym razem, co raz silniejsi. Zabraliby go. To była tylko kwestia czasu...
-To było jedyne wyjście... – odezwał się Mulder po przemyśleniu jej słów – Nie obwiniaj się za coś, za co nie jesteś winna. Gdybyś go zatrzymała to nawet gdyby udało ci się go ochronić to on i tak nigdy nie miałby normalnego życia, cały czas musiałby się obawiać o swoje bezpieczeństwo, które z każdą chwilą by narastało. Teraz ma szanse żyć tak jak inni. Będzie mógł mysleć, że jest zwykłym dzieckiem, pozornie niczym nie różniącym się od milionów innych, jego życie z tobą naznaczone byłoby strachem i niepewnością. Scully pokiwała głową usiadła na kanapie.
-Gdzie byłeś? – sptytała go biorąc przy tym głęboki wdech i ocierając oczy wierzchem dłoni.
-Nie mogę ci powiedzieć...
-Ale... Przyjechałeś tu na stałe, prawda? – spytała drżącym głosem, patrząc na niego błagalnie.
-Tylko na kilka godzin... – odpowiedział cicho ze smutkiem. Mój dłuższy pobyt tutaj sciągnąłby na ciebie ogromne niebezpieczeństwo. Pamiętaj, że dlatego własnie wyjachałem. Żeby was chronic.W sumie to wcale nie miałem zamiaru tutaj przyjeżdzać, ale tak bardzo pragnąłem zobaczyć ciebie i Williama, ze żadna siła mnie nie mogła powstrzymać. Nawet mój własny rozsądek... Tyle, ze się spóźniłem!-dodał zakrywajac twarz rękami. – Mogłem zobaczyć go tylko ten jeden, jedyny raz przed moim wyjazdem...
- Musisz obiecać mi, bez względu na wszystko, że jutro zabierzesz mnie ze sobą... Wcale nie obchodzi mnie to, że to niebezpieczne. Tylko ty mi zostałeś... Wolę umrzeć przy tobie niż gnić tutaj w Waszyngtonie sama... – Mulder spojrzał jej prosto w oczy i po chwili ciszy pokiwał głową i przytulił ją.
         ***
-Scully otworzyla oczy. Było już jasno. Przypomiały jej się wszystkie wydarzenia z nocy.
-Mulder?! – krzyknela podrywając się z łóżka. Nigdzie go nie zobaczyła. Spojrzała na zegarek. Była już prawie 13. Poczuła pod ręką papierek. Rozwinęła go i przeczytała niestaranne, sugerujące pośpiech słowo : Przepraszam
CIĄG DALSZY NASTĄPI

I jak? Podobało się Wam? ;) Ponownie bardzo proszę o komentowanie. Następna część niebawem :)

czwartek, 10 kwietnia 2014

Tak na początek...

 Tak, to mój nowy blog, bla, bla, bla. Od razu zaznaczam, że to mój pierwszy w życiu blog, nigdy wcześniej jakoś nawet nie myślałam żeby coś takiego robić bo moje teksty to nie dzieła sztuki i nie jestem w tym jakoś specjalnie dobra, ale ostatnio coś mnie natchnęło żeby publikować moje opowiadania w internecie. Właśnie - opowiadania. Będę tworzyła tylko i wyłącznie fan fiction gdyż jestem zbyt mało kreatywna żeby tworzyć zupełnie nowe postaci itd. Jak już się większy procent osób, które - jakimś cudem - weszły na tego bloga domyśliło: wszystkie moje opowiadania będąMulderze i Scully. Może to w sumie w tych czasach nie do końca typowa para, którą ludzie się jarają, ale trudno bo ja właśnie jestem jedną z tych osób. 
A teraz - żeby uniknąć niepotrzebnych pytań - napiszę czemu blog się nazywa Paper Hearts. Jeśli oglądacie Z Archiwum X wiecie, iż jest taki odcinek w 4 sezonie. Jest jednym z moich ulubionych dlatego - na jego cześć - nazwałam swojego bloga po nim. Opowiadania raczej nie będą jakoś tematycznie związane z tym odcinkiem.
Po tym długim - o wiele dłuższym niż planowałam - wstępie przejdę do rzeczy, czyli pierwszego opowiadania, które publikuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że poniższe opowiadanie bardzo odbiega od rzeczywistych zdarzeń (oczywiście mam na myśli te z serialu), ale skoro to jest fan fiction to nikt mi nie narzuca żadnych zasad, będę pisała jak mi się podoba i tyle. Tak więc zachęcam do zapoznania się z treścią tego niezbyt długiego tekstu i komentowania go w komentarzach - tj. wytykanie ew. błędów, oceniania moich umiejętnośći pisarskich i mojej kreatywnośći itp. 


Scully, ze ściśniętym gardłem podjeżdżała na podjazd państwa Van de Kamp. Zatrzymawszy samochód spojrzała przez ramie na syna. William był uśmiechnięty od ucha do ucha. Dana poczuła, że do oczu napływają jej łzy, więc pospiesznie odwróciła głowę i spojrzałw lusterko. Wyglądała okropnie – oczy miała podpuchnięte, makijaż rozmazany, włosy potargane, a ubrania wygniecone. Niestety po kilku nocach spędzonych na szlochaniu w poduszkę na nic więcej nie było ją stać. Kilka razy przeczesała włosy palcami, wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwiczki. Kiedy wyciągała Williama z auta państwo Van de Kamp wybiegli już przed dom. Scully nie potrafiła się zdobyć nawet na sztuczny uśmiech, ale przywitała się uprzejmie. Państwo Van de Kamp zaprosili ją do środka. Scully miala ogromną ochotę zabrać swojego syna i odjechać. Ale nie mogła. Podjeła już decyzje i pomimo to, że było to dla niej bardzo bolesne i czuła, że nie ma już dla kogo i po co życ to miała pewność, że to właściwa decyzja, ze to jedyny sposób na ochronę swojego syna. Ściskając go mocno zaczęła wchodzić po schodkach. Musiała wiele wysiłku włożyć w utrzymanie równowagi. Modliła się, aby nie zwymiotować. Usiadła na wskazane przez pana Van de Kamp siedzenie nadal kurczowo trzymając syna jak gdyby chciała pokazać, że on należy do niej. Podpisała wszystkie podsunięte jej pod nos dokumenty i oparła się o oparcie krzesła koncentrując się na wyrównaniu swojego oddechu. Po chwili ciszy pani Van de Kamp nieśmiało wyciągnęła ręce w kierunku Williama i spytała cicho czy może go potrzymać. Jej słowa dotarły do Dany dopiero po kilku sekundach. Podając syna kobiecie obiecała sobie, ze będzie silna. Na początku William zdawał się być zdezorientowany, ale po chwili wyciągnął rączki w stronę matki i kiedy nie doczekał się reakcji z jej strony zaczął płakać. Scully poczuła, że wbrew jej woli łzy spływają po jej policzkach. Starła je szybko, ale niewiele to dało, gdyż po chwili zaczęły płynąć kolejne. Chciała przeprosić, ale nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Wstała, wybiegła przed dom i odjechała. Przez cala drogę ręce jej drżały, a łzy spływały bezwładnie po jej policzkach. Kilka razy omal nie straciła panowania nad kierownica. Cudem dojechała. Kiedy w końcu zamknęła za sobą drzwi swojego mieszkania pobiegła do sypialni i nawet nie myśląc o włożeniu ich do szafy zrzuciła z siebie ubrania tak jakby chciała zrzucić z siebie wszystkie zmartwienia. Wzięła długą, gorącą kąpiel. Miała wrażenie, że z wodą spływają z nią wszystkie emocje. Kiedy w końcu wyszła z wanny przebrała się w szlafrok i usiadła na kanapie. Twarz schowała w poduszce i pozwoliła myślom błądzić...
          ***
Obudził ją dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegarek. Było po 1 w nocy. Zastanawiała się kto mógł chcieć ją odwiedzić w środku nocy. Zwykle w takiej sytuacji brała pistolet i z nim w ręce otworzyłaby drzwi, ale teraz nie chciało jej się nawet go wyjmować z szafki. Wstała i mając na wpoł zamknięte oczy otworzyła drzwi.
          CIĄG DALSZY NASTĄPI

To pierwsza część mojego fan fica, w najbliższym czasie (mam na myśli jutro) dodam część drugą. Ze względu na sporą ilość już gotowych tekstów będę je dodawała często, ale po świętach nowe posty będę wrzucać rzadziej (prawdopodobnie co drugi tydzień w piątek). Mam nadzieję, że to co właśnie przeczytaliście nie było aż takie złe. Po raz kolejny bardzo zachęcam do komentowania, każda opinia jest dla mnie niezmiernie ważna, szczególnie teraz.