Mulder biegł przez las co chwila potykając się o kamienie i zahaczając płaszczem o gałęzie. Z czoła spływały mu małe kropelki potu, ale biegł dalej. Nie mógł stracić owego światła z oczu choć tak naprawdę wiedział, że i tak nie ma szans dogonić go. Znowu miał to uczucie, którego nienawidził, które było dla niego tysiące razy gorsze niż strach. Uczucie bezsilności. Dokładnie tak samo czuł się tamtej nocy, sprzed lat kiedy wydawało mu się, że stracił wszystko. Nie potrafił pojąć jak to możliwe, że znowu traci to "wszystko"...
***
Scully miarowo stukała w drzwi mieszkania Muldera. Westchnęła ciężko i zastanawiała się co też równie ciekawego robi jej partner, że nie może jej otworzyć . Od dwóch tygodni tylko raz odebrał telefon twierdząc, że wziął urlop. Scully zrezygnowała z pukania widząc, że to nie przynosi skutku i wyciągnęła z torebki klucz. Włożyła go do zamku i układała sobie w głowie dalsze scenariusze. Kiedy otworzyła w końcu drzwi musiała przymknąć oczy bo poczuła ostry, zimny powiew wiatru na twarzy. Jedną ręką zasłoniła sobie twarz, a drugą z całej siły trzasnęła drzwiami. Rozchyliła powieki i zobaczyła otwarte na oścież okno. Podbiegła do niego i szybko je zamknęła. Kiedy nie czuła już mroźnego powiewu rękami ułożyła włosy i rozejrzała się po mieszkaniu. Wszędzie panował straszny bałagan, gorszy niż zazwyczaj. Muldera, ani śladu. Scully zmarszczyła brwi i weszła do sypialni. Na łóżku wszędzie porozwalane były ubrania, ale Scully coś nie pasowało. Podeszła bliżej i rozróżniła dziecięce ubrania. Poczuła, że kręci jej się w głowie. Wszystkie myśli jej wirowały, ale jedna wybijała się ponad wszystkie : Mulder był od kilku lat ojcem dziecka, ale nie puścił pary z ust. Scully próbowała zwalczyć tą myśl tłumacząc sobie, że to najbardziej iracjonalna z nich wszystkich. A z resztą... Nawet gdyby - jakimś cudem - okazała się prawdziwa, to co ją to mogło obchodzić? Była tylko jego partnerką...
***
Jasne dotąd światło na dobre zniknęło z tła ciemnego nieba. Mulder, wykończony, spojrzał z żalem w kierunek, w którym jeszcze niedawno widniało światło. Osunął się na wilgotną leśną ściółkę starając się wyrównać oddech i wszystko przemyśleć. Zaledwie dwa tygodnie temu, kiedy znalazł ją w tym lesie był pewien, że ją odzyskał. Była jak zamrożona - od czasu gdy zniknęła po raz pierwszy nie zmieniła się, ani trochę. Chciał ją zabrać do matki, ale było już za późno. Wyobrażał sobie minę jego matki, gdy zobaczyłaby utraconą córkę. Mulder przymknął oczy wsłuchując się w miarowe kołysanie się koron drzew...
CIĄG DALSZY NASTĄPI
sobota, 31 maja 2014
Więź #1
sobota, 17 maja 2014
Szaleństwo Dzielone na Dwoje #4
***
Scully gwałtownie otworzyła drzwi do gabinetu Skinnera. Wicedyrektor szybko uniósł wzrok i spojrzał na siadającą na krześle przed jego biurkiem Scully. Na twarzy malowały mu się przeróżne uczucia. Zauważyć można było gniew, ale też rozczarowanie kończąc na współczuciu. Scully cierpliwie czekała aż Skinner się odezwie, ale w końcu sama rozpoczęła rozmowę nieco zmieszana jego zachowaniem. -Wzywał mnie pan - zaczęła bacznie obserwując jak twarz Skinnera ponownie nabiera normalnych kolorów. -Tak, rzeczywiście. Chciałem z panią...omówić zachowanie agenta Muldera - powiedział dość ostrym tonem -Nie sądzę żeby było tu cokolwiek do wyjaśniania, proszę pana - odparła szybko, marszcząc jednocześnie brwi, chcąc mu pokazać, że jest zdziwiona tym, co jej powiedział - Agent Mulder...nie pogodził się z takim zakończeniem sprawy. Jest wyraźnie przekonany, że jest w tej sprawie wiele do zbadania i nic nie jest jeszcze klarowne... - powiedziała szybko - Poniekąd się z nim zgadzam... - dodała po chwili ciszy i spuściła wzrok. Czuła na sobie spojrzenie Skinnera. -Jakie działanie zatem proponuje agent Mulder? - usłyszała głos szefa -Agnet Mulder twierdzi, że powinniśmy zrobić jeszcze sekcję zwłok zakładnika - odparła Scully ponownie prostując się i patrząc odważnie w oczy Skinnerowi. -Agentko, Scully to jest absurd! - oburzył się - Zakładnik został zabity karabinem! Autopsję wykonuje się kiedy przyczyna śmierci jest niewiadoma! A tutaj jest wszystko jasne! - powiedział szybko wściekłym tonem. Scully nadal patrzyła na niego tak samo jak wcześniej. Jej twarz pozostała kamienna. -To wszystko, może pani już iść - powiedział kiedy opanował się. Scully posłusznie wstała i nie wypowiadając ani słowa skierowała się w stronę drzwi. Słyszała jak Skinner mamrocze coś pod nosem. LABORATORIUM PATOLOGII, FBI, QUANTICO Zakładając na siebie biały fartuch i wsuwając na dłonie białe rękawiczki zastanawiała się co tu właściwie robi. Zgadzała się z Mulderem w tym, że sprawa nie powinna być jeszcze zamknięta, ale w kwestii autopsji rację przyznawała Skinnerowi. Poczuła, że zaczyna ją głowa boleć. Zawołała swojego asystenta i kazała mu przeprowadzić za nią sekcję. Sama oparła się o blat szafki i obserwowała jak młody mężczyzna przeprowadza sekcję. Patolog zaczął od ustalenia czasu zgonu. -Mężczyzna poniósł śmierć około trzech dni temu... - mówił. -Przepraszam! - odezwała się Scully - Ten mężczyzna zginął zaledwie kilka godzin temu... - powiedziała zmieszana. Podeszła bliżej stołu. -To niemożliwe... - odparł - Proszę spojrzeć. Ciało zaczęło już się rozkładać... - Tak jakby ten człowiek nie żył już na kilka dni przed swoją śmiercią... Mulder szybko wsiadł do swojego samochodu i popędził za kobietą. Doganiając ją wyłączył światła i zachował stosowną odległość. Kiedy podjechał pod dom samochód kobiety stał już przed na podjeździe, a w domu paliło się światło. Mulder zatrzymał samochód i wybiegł z niego. Kiedy podchodził do domu przez sekundę usłyszał w głowie głos rozsądku. Może to co robi jest absurdalne? Przystanął na chwilę i zawiesił wzrok na domu. Potrząsnął głową wmawiając sobie, że to, co robi jest słuszne. Podszedł pod okno domu i spojrzał przez nie do środka. Wszystko wydawało się zwyczajne. Pomieszczenie było niewielkie, ale w sam raz na przeciętną amerykańską rodzinę. Tyle, że jedyną osobą jaką widział to była owa kobieta, która wcześniej kręciła się wokół domu Lamberta. Kobieta tępo wpatrywała się w telewizję. Mulder zwrócił szczególną uwagę na jej oczy : ani razu nie mrugnęła, ani nie odwróciła wzroku od telewizji. Siedziała sztywno oparta o oparcie kanapy. Nagle, za nią Mulder ujrzał zbliżającą się do niej istotę. Mulder zaczął krzyczeć, stukać w szybę, ale kobieta ani drgnęła. Wyjął pistolet i zbił nim szybę, ale i tym razem nie doczekał się reakcji z jej strony. Pobiegł szybko w kierunku drzwi. Chwycił z całej siły za klamkę, ale były zamknięte. Nie mając wyboru, wyważył drzwi i wbiegł do mieszkania. Jednak kiedy dotarł do salonu zamiast kobiety zobaczył zombie... -Proszę jakoś wytłumaczyć swoje zachowanie agencie Mulder! - powiedział gniewnym tonem Skinner. Obok niego siedział Pincus i kobieta. Cała trójka mierzyła wzrokiem Muldera. Mulder zastanawiał się co powiedzieć. Teraz już wiedział jak musiał się czuć Gary Lambert, gdy chciał wszystkich ostrzec. Kobieta wykorzystała tą chwilę ciszy. -Pański agent niczym wariat wtargnął do mojego domu! - zwróciła się do Skinnera -Skinner, musisz mnie wysłuchać! - krzyknął Mulder uprzedzając Skinnera. Nastała cisza i wszyscy ponownie zwrócili swój wzrok na Muldera. -Dziękuję - powiedział ciszej - Obecny tutaj Grag Pincus zawładnął duszą tej kobiety. Gdyby tak nie było ona sama oskarżałaby teraz Pincusa, tak jak ja - Mulder skierował falę swoich oskarżeń w jego stronę. Pincus odwrócił się w stronę Skinnera. -Wiem, że agent Mulder wiele przeżyl w ciągu ostatnich dni, dlatego nie zamierzam go o nic oskarżać. Proponuję zamknięcie sprawy - oświadczył ze stoickim spokojem. Wtedy Mulder ujrzał jak upiorna bestia zbliża się w stronę szefa. Bez sekundy namysłu zerwał się z krzesła i rzucił się na Pincusa, lecz Skinner w jednej chwili unieruchomił podwładnego. SZPITAL PSYCHIATRYCZNY CALUMET MERCY, CHICAGO Scully niemalże biegiem weszła do szpitala. Niedawno została powiadomiona przez Skinnera, że Mulder został tu przywieziony. Scully nie mogła w to uwierzyć. Choćby nie wiadomo co nie była gotowa uwierzyć, że Mulder jest chory psychicznie. Była pewna, że jeśli rzucił się na Pincusa to miał ku temu ważny powód. Pielęgniarka zaprowadziła ją do sali, w której leżał Mulder. Kiedy weszła on wzrok miał wetknięty w sufit, nie spojrzał na nią. Był przypięty do łóżka, jak więzień kajdankami w więzieniu. Do oczu napłynęły jej łzy. Wzięła się w garść i podeszła do jego łóżka. Po chwili wahania delikatnie wsunęła swoją dłoń w jego. W tym momencie Mulder odwrócił głowę i spojrzał jej w oczy. Przez kilka chwil nic nie mówili tylko patrzyli tak na siebie. - Scully ja... - zaczął Mulder nie wiedziąc co powiedzieć - nie jestem aż tak szalony - dokończył ciszej - Musisz mi uwierzyć bo nikt inny na tej całej cholernej planecie tego nie zrobi... - mówił patrząc błagalnie - Jesteś jedyną na pięć miliardów - dodał po chwili wahania. Patrzył na nią, czekając na jakąś reakcję i zastanawiając się jak ona zrozumie jego słowa. Scully, zmieszana spojrzała w dół na ich dłonie. Po chwili zdecydowała się na przerwanie ciszy. -Nie uważam, że jesteś szalony, Mulder. Zrobiłam sekcję zwłok tego zakładnika. Pomimo, że nie żyje od dawna, jego ciało zaczęło się już rozkładać, tak jakby był już martwy przed swoją śmiercią. -Zrobiłaś tą sekcję pomimo, że tego nie chciałaś - powiedział Mulder łagodnym tonem - Zrobiłam to bo mnie o to prosiłeś - tłumaczyła unikając jego wzroku. Mulder, widząc, że Scully czuje się niekomfortowo oderwał od niej wzrok. -Muszę cię poprosić o jeszcze jedną przysługę - powiedział - Zbadaj kark tego człowieka - w normalnych okolicznościach Scully pewnie dopytywałaby się po co miałaby to robić, ale tym razem po prostu ścisnęła jego dłoń i odwróciła się kierując się w stronę drzwi. W samochodzie Scully nie mogła unikać (niechcianych) myśli o tym, co powiedział jej Mulder. Wiedziała co miał na myśli, ale nie mogła zapomnieć jego przeszywającego ją wzroku. Kiedy chociaż na chwilę zamknęła oczy widziała go i w jej głowie rozbrzmiewały jego słowa. Za każdym razem, gdy tak się działo Scully odpychała od siebie te myśli starając się zająć swój umysł czymś bardziej racjonalnym i mówiła sobie, że Mulder miał na myśli tylko i wyłącznie to, że jest jedyną osobą, która może mu uwierzyć. Tylko to, nic więcej. Muldera irytowały te wszystkie godziny spędzone samotne. Jasne, nie raz siedział w domu zupełnie sam przez dłuższy okres czasu, ale wtedy zawsze zajmował sobie myśli czymś takim jak telewizją, albo przeglądał jakieś stare akta. Albo chociaż patrzył przez okno na przejeżdżające samochody odbijając jedną ręką piłkę do koszykówki. Ale teraz był zupełnie unieruchomiony, w sali nie było nic, na czym mógłby zawiesić wzrok. A myśli bładziły mu w stronę Scully. Co sobie o nim pomyślała? Czy rozgryzła go, zrozumiała o co mu, wbrew pozorom, chodziło? Westchnął ciężko i czekał aż coś się wydarzy. Wieczorem odwiedziła go pielęgniarka. Sprawdziła dokładnie czy jest mocno przypięty i dała mu zastrzyk. Mulder nie zauważył, że kobieta na karku ma dwa przekłucia...Kiedy wyszła i zgasiła światło Mulder zobaczył za oknem upiora. Wiedząc, że jest unieruchomiony i bezbronny zaczął krzyczeć w niebogłosy. Do pomieszczenia wpadła zapalając światło pielęgniarka. -Uspokój się! - skarciła go - Nic ci tu nie grozi! - dodała uchylając okno - Co robisz?! - zapytał z przerażeniem Mulder - Przyda ci się trochę świeżego powietrza - odparła spokojnie. Pomimo protestów Muldera kobieta wyszła z pomieszczenia gasząc światło i zamykając za sobą drzwi. Mulder znów ujrzał stwora, tyle, że teraz on był już w sali. Mulder ponownie zaczął wołać o pomoc. Scully wbiegła do szpitala. Na karku zakładnika odkryła ukłucia, tak jak przepowiedział Mulder. - W czym mogę pomóc? - zapytała kobieta na recepcji -Ja przyszłam do mojego partnera... - zaczęła tłumaczyć Scully, ale pielęgniarka jej przerwała. -Proszę pani, czas odwiedzin już minął... - Scully już miała coś powiedzieć, ale wtedy, nagle, zamiast pielęgniarki zobaczyła zombie! Usłyszała krzyk Muldera. Bez zastanowienia pobiegła w stronę sali, po drodze wyjmując pistolet. Kiedy wbiegła do pomieszczenia zobaczyła upiora zbliżającego się do Muldera. Szybkim ruchem strzeliła w jego stronę i patrzyła jak stwór, martwy spada na podłogę. Podbiegła szybko do Muldera i drżącymi rękami odpieła go od łóżka. - Scully... - zaczął mówić Mulder, ale ona szybko mu przerwała. - Nie teraz! Musimy się stąd jak najszybciej wydostać! - powiedziała. Kiedy już pomogła mu się odpiąć chwyciła go za rękę i oboje wybiegli z sali. Po drodze zobaczyli biegnącą w ich stronę pielęgniarkę - zombie. Scully bez namysłu również i w jej stronę strzeliła. Obydwoje wybiegli ze szpitala i wsiedli do samochodu Scully odjeżdżając jak najszybciej. Kiedy oddalili się już od szpitala Scully starała się wyrównać oddech i skupić się nad panowaniu nad kierownicą. Czuła na sobie wzrok Muldera. -Cholera, Mulder nie pomagasz mi! - krzyknęła do niego. Kątem oka zauważyła, że posłusznie oderwał od niej wzrok. Scully automatycznie poczuła wyrzuty sumienia. Przez resztę drogi żadne z nich się nie odezwało. Kiedy dotarli pod mieszkanie Muldera wysiedli z samochodu i poszli do jego mieszkania. Mulder zamyknął za sobą drzwi,a. Następnie usiadł obok Scully na kanapie. Scully cały czas drżała. - Miałeś rację, Mulder. Przez ten cały czas miałeś rację - powiedziała cicho - To już bez znaczenia... - odparł walcząc z sobą aby nie przytulić jej do siebie i uspokoić. Scully pokręciła głową. Po jej policzkach potoczyły się łzy. Tym razem Mulder nie protestował i objął. Ona wtuliła się mocniej w niego i oparła głowę na jego ramieniu. - Pamiętasz...to co ci powiedziałem w szpitalu? - szepnął jej do ucha - Chodziło mi o coś znacznie więcej... - dodał - Wiem - odparła przyciągając go mocniej do siebie. Mulder odsunął ją delikatnie od siebie i odnalazł jej usta swoimi. Scully poczuła na sobie falę gorąca. Gdzieś tam przebijał się przez nią głos rozsądku, ale tym razem nie miała na tyle silnej woli żeby go posłuchać. Cała poddała się Mulderowi na tyle, żeby mógł zrobić z nią wszystko... Bo tak miało być i nikt, ani nic nie mogłoby teraz tego zmienić... Ale... Co będzie jutro?
poniedziałek, 12 maja 2014
Szaleństwo Dzielone na Dwoje #3
Lambert w jednej chwili obrócił głowę i wściekłym wzrokiem spojrzał na Muldera. Starając utrzymać z nim kontakt wzrokowy, Mulder zastanawiał się gorączkowo nad tym co zrobić. Nie miał szans na wyjęcie pistoletu i ataku. Lambert trzymał w ręce wielki karabin i jednym ruchem mógł pozabijać wszystkich na sali. Gary podszedł szybko do Muldera i wyrwał mu telefon, a co ważniejsze, pistolet. W tej chwili Muldera oblał zimny pot. Zawsze powtarzał sobie, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Teraz pozostawała mu już tylko nadzieja, że akcja funkcjonariuszy się powiedzie...
Nagle na Lamberta skoczyła jedna z osób siedzących na sali. Mulder zerwał się z podłogi i chciał podbiec i odciągnąć tego mężczyznę od Gary'ego, być może kosztem własnego życia. Ale nie zdążył. Lambert szybkim ruchem skierował karabin do zakładnika i otworzył na niego ogień. Człowiek w jednej chwili osunął sie na podłogę zostawiając wokół siebie kałużę szkarłatnej krwi. Wywołało to zamieszanie i panikę wśród ludzi. Jedni krzyczeli, inni się modlili, a jeszcze inni wzrokiem szukali miejsca, przez które mogliby uciec.
-Cisza! - rozległ się krzyk Lamberta. W jednej chwili wszyscy w przerażeniu spojrzeli na niego - Zabiłem tego - z pozoru - człowieka, bo on w rzeczywistości był zombie, któremu dyrektor Pincus dał znak aby mnie zaatakować. Abym nie mógł dać swiadectwa prawdzie! - Mulder szybko przejął pałeczkę
-Zatem może wypuścisz tych, co do których nie masz wątpliwości, że nie są potworami? - zareagował Mulder starając się, aby jego taktyka okazała się skuteczna. Gary otworzył usta aby coś powiedzieć, gdy po raz kolejny zadzwonił telefon Muldera. Tyle, że tym razem był w ręce Lamberta.
-Odbierz go - powiedział bez zastanowienia Mulder obserwując jednocześnie każdy ruch porywacza. Gary, nie mówiać nic przyłożył telefon do ucha.
Scully wiedziała, że szansę na to, aby Mulder odebrał od niej telefon są znikome. Nie potratrafiła jednak stać bezczynnie i czekać spokojnie aż coś się wydarzy. Za drugim razem połączenie zostało odebrane. Ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć usłyszała w słuchawce czyiś głos.
- Jeśli pozwolicie mi powiedzieć coś przed kamerą, coś co kilka milionów ludzi obejrzy wypuszczę zakładników - jednym tchem wydusił porywacz, a następnie rozłączył się. Wokół Scully zdążyła się zebrać grupka kilku funcjonariuszy. Scully wyjaśniła im krótko czego chce Lambert, a następnie podłączyła telefon do małego głośniczka i próbowała ponownie dodzwonić się do Gary'ego.
Kilkadziesiąt minut później zjawiła się telewizja. Gary wpuścił ich do budynku i ustawił się przed kamerą. Był cały spocony i wydawałoby się, że aż pieni się ze złości, ale w jego oczach było widać strach i determinację, czyli bardzo ludzkie uczucia. Scully wiedziała, że ten mężczyzna nie jest typowym zimnokrwistym porywaczem i zabójcą. Za jego zachowaniem wyraźnie kryło się coś więcej niż możnaby zauważyć na pierwszy rzut oka. Lambert czekał cierpliwie, aż w końcu kamerzyści ustawią sprzęt.
-Jesteśmy już gotowi - powiedział operator - Niech pan mówi
-To o czym teraz powiem jest niezwykle ważne i od tego, czy zostanę wysłuchany zależą życia ludzkie - rozpoczął starając się przybrać dość pewny ton, ale co kilka chwil jego głos drżał - Wśród zgromadzonych tutaj pojawił się potwór! - krzyknął wskazując na Pincusa. Operator posłusznie skierował kamerę w stronę dyrektora - Jego plan jest bardzo przebiegły, niewidoczny dla każdego. Ale ja zostałem obdarzony jakąś wyższą Siłą, która pozwala mi dostrzec jego prawdziwą postać i prawdziwą postać jego ofiar... - w jednej chwili przerwał swój monolog i skierował swój karabin w stronę Muldera. Reakcja funkcjonariuszy była natychmiastowa. Swoim opancerzonym wozem przebili ścianę budynku i wtargnęli do środka. Lambert szybkim ruchem sięgnął po karabin i otworzył ogień. Oni jednak go uprzedzili. Gary, ledwie żywy, osunął się na podłogę. Mulder podbiegł do niego, gdy nagle... zobaczył jak z budynku wybiega upiór. Z niedowierzaniem pokręcił głową starając wmówić sobie, że po tym całym szaleństwie po prostu mu się przewidziało. Coś w rodzaju szoku pourazowego. Pochylił się nad rannym Lambertem.
-Teraz już wiesz - szepnął Gary pustym, zarazem smutnym głosem i zamknął oczy. Mulderowi zakręciło się w głowie. Skąd Lambert wiedział o tym? Oparł się o ścianę i przymknął oczy starając się oddychać głęboko.
-Mulder? Mulder nic ci nie jest? - usłyszał znajomy głos. Wolno rozchylił powieki by ujrzeć przed sobą zatroskaną twarz partnerki. Rozejrzał się wokoło. Widział jak bandażują głowę Pincusowi, jak wynoszą ciało Lamberta. Ponownie przeniósł wzrok na Scully. Odepchnął się jedną ręką od ściany i mijając ją powiedział:
-Nic mi nie jest - Scully odwróciła się za nim i patrzyła jak Mulder podchodzi do dyrektora.
Cały on - pomyślała wzdychając.
-Jest pan w stanie chwilę ze mną porozmawiać? - zapytał Mulder siadając obok Pincusa.
-Jasne - odparł wzruszając ramionami i poprawiając sobie bandaż na głowie.
-Chciałbym uzyskać trochę więcej informacji na temat Gary'ego Lamberta...
-Niestety niewiele mogę panu powiedzieć, agencie Mulder. Ledwie znałem tego człowieka - stwierdził dyrektor - Mulder wstał, wiedząc jednocześnie, że Pincus nie mówi do końca prawdy. Gary Lambert od wielu lat współpracował z Pincusem...
***
KWATERA GŁÓWNA FBI, WASZYNGTON
Mulder siedział w biurze i tępo wpatrywał się w swój plakat. Nie dawały mu spokoju słowa "kryje się w świetle" i to co widział zaraz po zastrzeleniu Lamberta.
-Mulder? - wyrwała go z myśli Scully
-Scully, wiem co sobie pomyślisz, ale jestem przekonany, że Pincus w jakiś sposób jest związany z tą sprawą...
-No cóż, Mulder, szczerze mówiąc, omamy, jakich doświadczał Lambert mogły mieć podłoże hipnotyczne. Istnieją owady, które wywołują podobne skutki. Lambert prawdopodobnie cierpiał na agnozję wzrokową.
-Ja... zaraz po tym jak Gary został postrzelony... również widziałem tego stwora... - wyznał stopniowo sciszając głos i spuszczając lekko głowę. Czuł, że Scully chce coś powiedzieć więc uprzedził ją - Zrób sekcję zwłok postrzelonego przez Lamberta zakładnika. Może wtedy dowiemy się czegoś więcej - powiedział kierując się w stronę wyjścia.
-Mulder, sprawa już zamknieta, autopsja nic nowego nie wniesie! - krzyknęła za nim.
***
REZYDENCJA GARY'EGO LAMBERTA, OAK BROOK, LLINOIS
Mulder po cichu wkradł się do mieszkania Lamberta, mając nadzieję, że znajdzie coś co pomoże mu choć trochę bardziej zrozumieć wydarzenia z ostatnich dni. Wszedł do jednego z pomieszczeń. Na biurku znalazł małą mapkę. Przyjrzał się jej dokładnie i zorientował się, że były to trasy, którymi podróżował Pincus, kolejne firmy, w których pracował. Nagle, przez okno jego uwagę zwróciła jakaś kobieta kręcąca się wokół domu. Szybko wybiegł przez główne wejście, ale kobieta właśnie w tym momencie odjechała z piskiem opon. Mulder nie wiedział jednak, że razem z nią był Pincus...
CIĄG DALSZY NASTĄPI
piątek, 2 maja 2014
Szaleństwo Dzielone na Dwoje #2
Oto druga część serii "Szaleństwo Dzielone na Dwoje". Miłego czytania ;)
Po chwili z gabinetu wyszła Nancy. Gary nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Dyrektor zamienił ją w zombie! Potrząsnął z niedowierzaniem głową. To nie mogła być prawda. Sam już nie wiedział, czy to tylko jego przewidzenia, czy faktyczny stan koleżanki. Rozejrzał się po sali. Ze zdziwieniem stwierdził, że nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi na Nancy, tak jakby nie widzieli tego co on...
Mulder usłyszał swój dzwoniący telefon. Szybko go odebrał.
-Mulder, to ja - usłyszał w słuchawce znajomy głos.
-Znalazłaś coś? - zapytał z nadzieją
-Tak - odpowiedziała, co Mulder przyjął z ulgą - Słowa "kryje się w świetle" wypowiedział kiedyś proboszcz pewnej parafii. Uważał on, że jeden z wiernych w rzeczywistości jest potworem z piekła rodem. Podczas niedzielnej mszy wyciągnął broń i zaczął strzelać do parafian. Po całym zajściu popełnił samobójstwo - wyjaśniła
-Dzięki, Scully, na pewno się przyda - powiedział szczerze
-Nie ma sprawy - odparła
Kiedy skończyli rozmowę, Mulder, bogatszy o nowe informacje, bez wahania udał się ponownie do firmy
Vinyl Right. Na korytarzu spotkał Gary'ego Lamberta, gdy ten nagle wyciągnął z kieszeni broń i skierował ją w stronę Muldera.
-Nie ruszaj się bo strzelę - krzyknął Lambert
-Spokojnie. Nigdzie się nie wybieram - powiedział zdezorientowany Mulder unosząc lekko ręce do góry. Garry opanował resztę pracowników budynku. Wszystkich zamknął w jednej sali, grożąc im karabinem.
-Agentka Scully? - Scully usłyszała głos jakiegoś mężczyzny w słuchawce
-Tak, przy telefonie - powiedziała zastanawiając się, czego ten człowiek mógł od niej chcieć
-Dzwonię z Chicago. Chodzi o agenta Muldera - zaczął wyjaśniać mężczyzna. Scully zmiękły nogi. Zastanawiała się co też nierozważnego znów zrobił Mulder - Został porwany przez jednego z pracowników firmy Vinyl Right i wraz z wieloma innymi osobami jest przetrzymywany w siedzibie firmy jako zakładnik - dokończył. Scully zrobiło się słabo. Jej zaniepokojenie zamieniło się w paniczny strach o życie partnera
-Przylecę pierwszym samolotem - powiedziała szybkim, ale drżącym głosem i rozłączyła się nie czekając na odpowiedź. Zebrała kilka najważniejszych rzeczy do torby i wybiegła z domu. Na lotnisku dowiedziała się, że najbliższy lot do Chicago będzie dopiero za dwie godziny. Scully kłóciła się z kasjerką, tłumaczyła powagę sprawy, ale nic nie zdziałała. Pozostało jej tylko czekać. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Musiała się powstrzymywać od tego, żeby nie rwać sobie włosów ze strachu. Co kilka minut dzwoniła do mężczyzny i pytała się o stan sprawy. Było bez zmian. W końcu wsiadła na samolot. Siedząc w nim było jeszcze gorzej niż czekając na lotnisku. Nie mogła zadzwonić do mężczyzny żeby być ze wszystkim na bieżąco. Ale te najdłuższe godziny w życiu Scully w końcu minęły. Kiedy dotarła na miejsce udawała opanowaną, choć w środku czuła, że serce podchodzi jej do gardła. Człowiek, z którym Scully rozmawiała - prowadzący akcję przedstawił jej sprawę ze szczegółami.
-Lambert zamknął się z zakładnikami w kafeterii. Akcję znacznie utrudnia położenie tego pomieszczenie, gdyż są tam tylko jedne drzwi, co więcej: nie ma tam żadnych okien - wyjaśnił
-Może i jest trudno, ale musimy wydostać stamtąd zakładników, wśrod nich jest mój partner... - zaczęła mówić Scully, ale przerwała, bo zdała sobie sprawę, że mówi nie do końca logicznie. Wiedziała, że musi udawać opanowaną.
Mulder rozejrzał się po pomieszczeniu. Zakładników jest naprawdę dużo - pomyślał. Panowała cisza. Na początku wszyscy panikowali i wołali o pomoc, ale Gary groził im, więc w końcu się uciszyli. Mulder musiał długo uspokajać kobietę siedzącą obok niego, tłumacząc jej, że jeśli będzie spokojna, to wszyscy wyjdą z tego cało. W końcu Lambert odezwał się przerywając ciszę.
-Dyrektor Pincus w rzeczywistości jest potworem zamieniającym ludzi w zombie. Niektórzy z was już nimi są, ale nie wiem dokładnie którzy...
Funkcjonariusze wymyślili plan przejęcia zakładników.
-Wykorzystamy szyby wentylacjyjne żeby dostać się do pomieszczenia - wyjaśnił prowadzący akcji Scully. Modliła się żeby się udało...
Nagle Lambert przerwał swoje przemówienie. Mulder obserwował jak Gary zrywa się na równe nogi i strzela w sufit.
Scully obserwowała wszystko z niepokojem. Kiedy z budynka rozległy się strzały i funcjonariusze cofają się jak poparzeni, Scully bez zastanowienia się podbiegła w ich stronę.
-Jest ktoś ranny?! - zawołała
-Dzięki Bogu, nie - usłyszała z ulgą
Mulder postanowił wykorzystać zamieszanie i sięgnął ręką po broń. Odpiął delikatnie kaburę i już miał z niej wyjąć pistolet, kiedy zadzwonił jego telefon.
CIĄG DALSZY NASTĄPI
czwartek, 1 maja 2014
Szaleństwo Dzielone na Dwoje #1
Seria, którą obiecywałam w poprzednim poście jest w przygotowaniu ;) Chciałabym jeszcze przeprosić za usunięcie komentarza MilargoXF pod postem "Ego dilexi te #1" - zrobiłam to kompletnie niechcący.
Zapraszam do czytania oraz wyrażania swoich opinii w komentarzach ;)
Kiedy ktoś stale widzi wokół siebie gadające kalafiory i ty przebywając w jego towarzystwie również zaczynasz je widzieć, to jest właśnie folie de deux.
Gary Lambert - pracownik marketingu dużej firmy zaczyna widzieć swojego szefa jako okrutnego demona w ciele wielkiego owada. Rozmawiając przez telefon z klientką co chwilę przed oczami stawał mu widok upiornego stwora.
-On tu jest!- powtarzał z przerażeniem do swej rozmówczyni.
***
Kwatera Główna FBI, Waszyngton
-Mulder, Skinner nas wzywa - westchnęła Scully na powitanie - zapewne znowu jakaś nad zwyczaj interesująca sprawa - Mulder w jednej chwili rozpromienił się
-Nareszcie! - krzyknął - W Archiwum już zawiało nudą - Scully patrzyła z dezaprobatą na jego radość. Oboje udali się do biura Skinnera, Mulder niemalże w podskokach.
-Jak się zapewne domyślacie mam dla was sprawę - powiedział Skinner - ale nie jest ona związana z latającymi spodkami i kosmitami - dodał widząc podniecenie Muldera -Chodzi o dyrektora pewnej firmy w Chicago, który notorycznie otrzymymuje listy z pogróżkami - wyjaśnił. Zarówno Mulder jak i Scully byli zaskoczeni.
- A odkąd Archiwum zajmuje się takimi sprawami? - zapytała Scully.
- W listach było wspomniane o potworze, który poluje na pracowników firmy - Scully westchnęła ciężko. Mogła się tego spodziewać - Wasza wiedza na ten temat może się przydać w przyłapaniu żartownisia - ciągnął Skinner. Agenci, nie mając wyjścia, zgodzili się zbadać tą sprawę.
- Mulder, musimy zarezerwować bilety na samolot - powiedziała Scully, kiedy wyszli już na korytarz.
- Ja sobie sam zarezerwuję - odprał Mulder nie kryjąc złości
-O co ci chodzi, Mulder? To nie moja wina, że...
-Nie jestem zły na ciebie Scully - przerwał jej - Ta cała błaha sprawa będzie tylko stratą czasu. Przydzielili ją nam żeby odciągnąć nas od pracy w Archiwum. Dlatego sam polecę do Chicago - Scully, zadowolona z postawy Muldera, pierwszy raz od dawna się z nim zgodziła.
***
Następnego dnia Mulder udał się do siedziby Vinyl
Right w Chicago.
-Jestem agent specjalny Fox Mulder z FBI - przedstawił się dyrektorowi.
-Bardzo szybko pan przyjechał, agencie Mulder. Jestem Grag Pincus, dyrektor tej placówki. Mam dla pana taśmę z nagranymi pogróżkami - powiedział przekazują taśmę Mulderowi. Oboje odsłuchali ją.
-Mam obowiązek zaalarmować, że tym budynku czai się potwór, który zabije wszystkich pracowników. On kryje się w świetle!- odezwał się głos mężczyzny. Uwagę Muldera przyciągnęły te ostatnie słowa.
-Domyśla się pan kto mógłby być nadawcą tych listów?
-Nie znam nikogo komu mogłoby zależeć na deorganizacji pracy firmy - odparł spokojnie Pincus. Mulder przeglądnął jeszcze raz akta sprawy, pewny, że coś musiał przeoczyć. Z akt wynikało, że lata temu w firmie zostało popełnione morderstwo.
- Może pan powiedzieć mi coś więcej na temat tej zbrodni? - zapytał Mulder mając nadzieję, że w końcu natrafi na coś, co umożliwiłoby mu szybsze zamknięcie sprawy i powrót do Waszyngtonu.
-Jeden z pracowników, widząc rzekomego potwora zaczął strzelać na oślep do innych pracowników - powiedział krótko Pincus, wzruszając ramionami jak gdyby uważał to za nieistotny szczegół.
Po rozmowie z Pincusem Mulder wybrał numer do Scully. Już po trzech sygnałach w słuchawce usłyszał jej głos.
-Scully
-Hej, Scully, mam prośbę - zaczął Mulder
-Nie, nie przyjadę ci pomóc jeśli o to ci chodzi - powiedziała z nutą ironii
-Narazie nie musisz jechać mi na ratunek - odparł - Chciałem tylko żebyś poszukała w aktach FBI spraw, w których padły słowa "kryje się w świetle".
-Kamień mi z serca spadł - odpowiedziała ze śmiechem - Jasne, już się robi
***
Tego dnia, Gary Lambert również dzwonił do losowo wybranych osób wciskając im ofertę firmy. Nagle do gabinetu, dyrektor wezwał koleżankę Garry'ego - Nancy.
-Chyba nie zamierzasz tam pójść?! - zapytał Garry patrząc z przerażeniem jak Nancy wstaje od biurka.
-Czemu niby miałabym do niego nie iść? - spytała zdziwiona.
-Nancy, to niebezpieczne! - krzyknął Garry
-Nie martw się, raczej nie wyleje mnie - odparła schylając się po torebkę.
-Tu chodzi o twoje życie! - ciągnął Garry
-Nie jestem pracoholiczką - odpowiedziała odchodząc. Garry ze strachem obserwował jak koleżanka kieruje się w stronę gabinetu. Kiedy zamknęła za sobą drzwi rozległ się krzyk. Pomimo pełnej sali ludzi usłyszał go tylko Garry.
sobota, 26 kwietnia 2014
Marzenia
Witam, dziś trochę nietypowo: niebawem pojawi się nowa seria, ale z powodu zakończenia okresu świątecznego jest dużo obowiązków i posty będą pojawiały się rzadziej, ale obecnie będę pracowała nad (miejmy nadzieję) czymś dobitniejszym niż poprzednie teksty.
Od razu zaznaczam, że poniższe opowiadanie NIE jest mojego autorstwa, zostało napisane przez przyjaciółkę i zapraszam zarówno na zapoznanie się z nim jak i odwiedzenie jej bloga: mulderiscully.blogspot.com
Czy jeden człowiek zdoła stawić czoło przyszłości ? Czy się nie podda ? Czy nie straci wiary? - Te pytania ciągle krążyły w głowie Dany Scully. Była ona niezwykle piękną i uroczą kobietą o rudych włosach opadających do ramion i oczach koloru szafirowego . Cerę miała akurat pod kolor jej białej koszuli, którą zwykle zakładała na czarną, prostą marynarkę. Co prawda w takim stroju chodziła tylko do pracy. W domu była zwykłą szarą myszką ciągle opatulaną szlafrokiem . Chociaż z czasem musiała oduczyć się nawyku chodzenia w nim, gdyż miała coraz więcej pracy w biurze, która pochłaniała jej cały wolny czas. Dlatego też dzisiaj po powrocie do mieszkania została w tym co miała na sobie rano, czyli we wcześniej już wspomnianej białej koszuli, czarnej marynarce, czarnych spodniach i butach oczywiście również czarnych na dosyć wielkim obcasie. Włożyła klucz do zamku, przekręciła mosiężną, złotą, a raczej złotopodobną klamkę. Otworzyła drzwi do jej "czterech ścian -mieszkania numer 35. Na wprost była kuchnia, na lewo sypialnia i łazienka, a obok jadalni znajdował się salon. Dana weszła w głąb, położyła klucze na stole i zajrzała do lodówki, wyciągnęła zwykłą, niegazowaną wodę mineralną. Zaczerpnęła dwa, może trzy łyki, po czym zakręcając odłożyła na swoje miejsce. Spojrzała na zegarek - była 16.30. Wcześnie -pomyślała. Odgarnęła kosmyk włosów, który niezdarne opadł jej na czoło. Usiadła na kanapie. Nie wiedziała co robić, a więc postanowiła wziąć kąpiel. Kąpiel była bardzo przyjemna. Gorąca woda sprawiała, że Scully wreszcie mogła się zrelaksować po ciężkim dniu w biurze. Piana, którą stworzyły dolane przez nią do wody płyny sprawiły,że w łazience unosił się zapach truskawki wraz z nutą jagody. Wreszcie w tym ciągłym biegu miała czas, aby wszystko sobie poukładać, przemyśleć. Zanurzyła się głębiej w wannie, tak, aby prawie całe jej nagie ciało pokrywała warstwa białych bąbelków. Umyła swoje włosy, wyszła z wanny. Wytarła się ręcznikiem do sucha. Włosy ułożyła jak zwykle, czyli proste, długie pasma z grzywką na prawo. Założyła na siebie ręcznik, aby nie'' paradować'' nago. Jeszcze nie całkiem sucha usiadła na swojej starej, ukochanej kanapie, która służy jej posłusznie od prawie pięciu lat mieszkania tu. Po dokładnym oporządzeniu siebie, przebrała się w piżamę i mimo godziny osiemnastej wskoczyła do łóżka pod ciepłą pościel, która ogrzewała jej zimnie stopy, ale także pozwalała się skryć przed wszelkim złem i przeciwnościami, które ją spotkały. Przykryła się, aż po same oczy chcąc uzyskać ciepło podobne do tego, gdy czuje się obok siebie bijące serce ukochanej osoby. Nie pomogło. Mimo tego, że było jej ciepło i błogo, nadal odczuwała chłód. Ten w sercu. Ten cholerny chłód, który z powoli zaczyna zamieniać się w ból psychiczny. Usiadła na łóżku, otworzyła szafkę nocną, w której trzymała tabletki na sen.Wzięła kilka i wróciła do poprzedniej pozycji. Zasnęła momentalnie ... Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? - zastanawiała się Scully . Była na łące. Ach, jaka ona była piękna. Na środku przecinała ją rzeka, niewielka, ale dosyć głęboka i rwąca ... Wokół niej na obu jej brzegach rozciągała się plaża. Dalej było widać niewielkie wzniesienia i pagórki... Znajdowały się tu przeróżne rodzaje kwiatów, tak kuszących swoją wonią, ale jednocześnie miały w sobie coś magicznego. Miały w sobie siłę ... Siłę przebicia, pokonania ciemności. Na łące rosło przecież ich sporo, a każdy miał siłę i odwagę, aby wzbić się w górę i urosnąć ... I trwać ... Scully zaczęła ostrożnie obserwować łąkę. Po lewej stronie ciągnął się wielki i kolorowy sad. Wyglądał przepięknie. Burza kolorów i zapachów, przyciągała tam najróżniejsze stworzenia: od pszczół, po małe gryzonie. Dana już chciała spojrzeć na prawo, gdy ich ujrzała... Po drugiej stronie była Emily, jej ukochana córeczka, która odeszła. Tak szybko odeszła... i jej ojciec. Jak oni mogli jej nie zauważyć? Zaczęła krzyczeć. Żadnej reakcji z ich strony. Zupełnie jakby była duchem ... No właśnie ... Była duchem, istotą, która błąkała się bez celu, straciła wszystko... Po drugiej stronie było szczęście, spokój. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko... Czuła ,że ktoś nią potrząsa . Nie reagowała . Chciała się pożegnać chociaż ten ostatni raz. Z ojcem i córeczką. Jednak chyba nie było jej to dane... -Obudź się ,Scully - usłyszała dobrze znany jej głos. To był Mulder, który najwyraźniej postanowił ją odwiedzić. -Scully - prawie krzyczał - wstawaj , proszę - jego głos przerodził się ,w coś na kształt błagania, rozpaczy. Dana, w końcu otworzyła oczy i popatrzyła na niego. Miał na sobie tylko luźny, szary podkoszulek i klasyczne jeansy. Jego fryzura była taka sama. Nic się nie zmieniło. Te same, uwodzące zielone, pełne blasku oczy, do których zdążyła już się przyzwyczaić po pięciu latach ich wspólnej współpracy. Ten sam uśmiech szczeniaka, który Scully kochała nad życie, ten sam wyraz twarzy -martwiący się o nią. Scully przeciągła się,po czym powiedziała: - Mulder? Co ty tu robisz? -Jak to co? - w jego głosie było słychać przerażenie - nie odbierałaś telefonów ode mnie. Dzwoniłem chyba ze sto razy. Myślałem, że coś się stało ... - powiedział z troską, która sprawiała, że Dana odczuwała to ciepło, którego jej tak brakuje. -A czy coś mi jest? - zadrwiła. - wszystko jest w jak najlepszym porządku. - odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem. Wiedziała, że on i tak domyślił się, że ten uśmiech jest sztuczny - Mulder -zaczęła - Ja nie mam dwóch lat, żebyś musiał mnie kontrolować na każdym kroku. Mam własne życie, swoje sprawy. A teraz po prostu przysnęło mi się. Zdarza się - z jej twarzy można było wyczytać kłamstwo. Chociaż osoba, która jej nie znała mogła twierdzić, że mówi prawdę, lecz nie Mulder... Znał ją zbyt dobrze... Fox, popatrzył się na nią swoim jak to kiedyś ujął "zabójczym spojrzeniem '' i powiedział: Scully. Proszę nie okłamuj mnie. Widzę ,że coś się stało. Mnie nie oszukasz. Z resztą ile razy chcesz mnie nabierać na to twoje kłamstewko? Ile? - jego twarz zbladła. Widać było, że bardzo się o nią martwi. Scully usiadła na łóżku, przeciągnęła się. Chciała sprawiać pozory, że wszytko jest w porządku. - Mulder , powiedziała nadal kontynuując wykonywaną wcześniej czynność- zakończmy to. Nie ma o czym mówić. Wstała, ziewnęła po czym narzuciła na siebie szlafrok, który idealnie współgrał z jej oczyma. Zawiązała w pasie. Udała się do kuchni mówiąc: Chcesz kawy? Czy może herbaty? - Nie, dziękuję . Scully - wstał i udał się razem z nią do kuchni. -Scully, proszę. Powiedz mi co się stało . Nie zamykaj się w sobie.Tak, jak po uprowadzeniu. Błagam Cię, zostań przy mnie. Nie odchodź ... Nie pogłębiaj tej rany, którą nosisz w sercu ... Scully popatrzyła się błagalnie na swojego partnera. Westchnęła ciężko i zaczęła swoją opowieść: - Mulder, wiesz, że ciężko mi się pogodzić z jej śmiercią. Była jedynym dzieckiem, które mogłam mieć. Ta szansa, a raczej cud już nigdy się nie powtórzy - zaczęła drżeć - kochałam ją, najbardziej na świecie. Była moją malutką córeczką, osobą, dla której chciało mi się żyć. Nie mam już nikogo, moja matka nawet mnie unika. Mój brat tuż po jej śmierci wspomniał, iż dobrze, że umarła, ponieważ nie byłabym dobrą matką. Wiesz jak zraniły mnie jego słowa? Nie chcę już o tym mówić, proszę. Spojrzała na niego błagalnie. -Wiem, Scully, wszystko wiem - podszedł do niej i objął ją. Dana poczuła się bezpiecznie. Wiedziała, że Mulder to jej przyjaciel, ale czy ktoś więcej? Natomiast Mulder po stracie Emily czuł pustkę. Mimo tego, że nie była jego dzieckiem to bardzo ją polubił. Emanowała od siebie światłem. Światłem, które dawało nadzieję na lepsze jutro, na początek. Lecz jej nagła i niewyjaśniona śmierć. Pojawiła się tak nagle i równie szybko zniknęła. Zostawiając tą pustkę w sercu. Na zawsze... Przed oczyma przebiegały mu wszystkie wspomnienia związane z tą dziewczynką. Jej piękne oczy, jej uśmiech na widok " Pana Ziemniaczanej Głowy'', strach, gdy Emily umierała na szpitalnym łóżku. Pozostaną mu też wspomnienia radosne, ciepłe. Scully z Emily na rękach. Ten widok, aż łapał za serce, Mulder wiedział, że zostanie z nim do końca życia... Jednak, gdy przegrała walkę, Fox poczuł ból. Ból, taki, jaki czuje ojciec po stracie dziecka. Nigdy nie widział się w roli ojca, ale byłby w stanie zrobić wszystko, żeby chociaż spędzić jeszcze jeden dzień z nią. Tak bardzo tego pragnął. Mulder przez te wszystkie lata wmówił sobie, że nie potrzebuje niczyjej opieki. Wiedział też, że Scully byłaby idealną matką i żoną nigdy nie zaniedbującą swojego dziecka i męża. Zawsze widział Danę jako matkę, ale po raz pierwszy zobaczył siebie jako ojca, lecz ona odeszła na zawsze, nigdy już nie wróci. Ci ludzie zabijając Emily, zabili również marzenia Scully i Muldera. Zabili marzenia obojga rodziców...
środa, 23 kwietnia 2014
Ego dilexi te #2
To jest druga (i zarazem ostatnia) część tej serii. Miłego czytania ;)
Scully nie zastanawiając się ani przez chwilę pojechała do domu. Usiadła na kanapie i pustym wzrokiem przełączała kanały w telewizji i starała się skupić na filmach. Nie mogła jednak. Kusiło ją żeby wziąć kilka dni wolnego, ale wtedy wyszłaby na tchórza. Wiedziała,że nie powinna się nad sobą użalać bo sama sobie zgotowała ten los. Westchnęła ciężko i powróciła do prób zajęcia swojego umysłu czymś. Spać położyła się wcześnie mając nadzieję, że sen przyjdzie szybko. Ale była już trzecia w nocy, a ona nawet przez chwilę nie zmrużyła oka. Poirytowana usiadła na łóżku. Schowała twarz w dłonie i zaczęła się zastanawiać co ona najlepszego narobiła. Sama wiedziała, że tak naprawdę ona nie jest zła na siebie, że postąpiła nierozsądnie poprzedniej nocy (choć powinna) tylko, że zraniła Muldera. Zachowała się jakby nie miała żadnych uczuć, jakby była zimną, szorstką osobą. A przecież była taka tylko z pozoru. Ciągle, gdzieś tam w jej głowie odzywał się cichy głosik mówiący, że powinna pojechać i go przeprosić. Odpychała go jednak od siebie bo wiedziała, że Mulder pewnie po prostu powiedziałby, że nic się nie stało, że szanuje to, że ona nie czuje się wobec niego tak jak on wobec niej i znowu by wszystko było tak jak dawniej, nigdy więcej by jej nie dotknął. I Scully nie dałaby rady mu przetłumaczyć, że to nieprawda, że ona go nie kocha, że jest wręcz przeciwnie, ale... No właśnie - ale. Nie umiałaby podać przyczyny, dla której zachowała się w ten sposób. Bo jak wytłumaczyć mu, że ona wmówiła sobie, że to było nieodpowiedzialne? Ale z drugiej strony jeśli mu tego nie wyzna to co? Będzie codziennie walczyła ze sobą żeby nie okazać mu "przez przypadek" uczuć, nie przepraszać go i nie dostawać palpitacji serca na jego widok? Boże, czemu ona zawsze musiała wszystko zepsuć? Czemu zawsze zachowywała się w taki sposób, a potem, kiedy już jest za późno żałowała tego? Poczuła, że zaraz wszystkie te myśli i wyrzuty sumienia rozsadzą jej głowę, więc wstała, ubrała się i pojechała do jego mieszkania. Kiedy stanęła przed drzwiami jego mieszkania jej strach i stres sięgał zenitu. Nie mogła przestać zastanawiać się jaka będzie jego reakcja. Pukając wydawało jej się, że zaraz serce wyskoczy jej z piersi. Gdy otworzył drzwi wydawał się bardzo zdziwiony jej wizytą, ale jego szczeniacka mina się nie zmieniła.
-Scully? Co tu robisz o takiej porze?
-Mulder, ja... my... musimy porozmawiać - Scully nie mogła dobrać słów
-Jasne. Wejdź - powiedział. Pomógł jej zdjąć płaszcz, ale Scully widziała, jak bardzo starał się żeby niechcący jej nie dotknąć. Usiadła na krześle czekając aż Mulder zajmie swoje miejsce naprzeciwko niej. Odwiesił jej płaszcz i tak zrobił.
-O co chodzi? - zapytał siadając - To musi być coś naprawdę ważnego skoro wyciągnełaś mnie z łóżka o takiej godzinie - Scully poczuła kompletną pustkę w głowie, nie wiedziała już co powiedzieć.
-Ja tylko... chcę przeprosić... - zaczęła
-Nie ma sprawy, przyzwyczaiłem się do zarywania nocy - przerwał jej
-Nie, Mulder...ja nie chciałam żeby to tak wyszło... ja...wmawiałam sobie, że nie powinnam była...byłam tym...skrępowana...ja naprawdę...-wyjąkała. Po twarzy zaczęły jej spływać łzy - Cholera... - wymamrotała chowając twarz w dłoniach. Usłyszała, że Mulder wstaje. Zapewne chciał rzucić w jej stronę płaszcz, zaprowadzając w stronę wyjścia. Ku jej zdziwieniu po chwili poczuła silne ramię obejmujące ją. Nie mogła w to uwierzyć.
-Mulder... - wykrztusiła przez łzy
-No, muszę przyznać, że nie tego spodziewałam się po Królowej Lodu - zażartował. Objęła go mocniej za szyję i pochamowała łzy
-Kocham cię... - wyszeptała mu do ucha. Mulder wstał i na rękach zaniósł ją i położył na swoim łóżku. Oderwał się na chwilę od niej.
-Pod jednym warunkiem: obiecaj mi, że nie uciekniesz - Scully zaśmiała się cicho.
-Obiecuję...