środa, 25 czerwca 2014

Więź #4

 Na wstępie chciałabym przeprosić, że opowiadanie miało pojawić się w weekend, a dziś jest środa... Jak wspominałam już w jakimś komentarzu, dopiero co wróciłam z wyjazdu na długi weekend, a byłam tam kompletnie odcięta od Internetu, więc nie miałam jak cokolwiek dodać. Kolejną rzeczą jest to, że to opowiadanie powstało z pomocą mojej przyjaciółki, czyli Clove za co jej już teraz strasznie dziękuję :) 

"A każdego dnia siedemnastu z nas z parapetu okna skoczy, zamykając oczy..."
 ***
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Pamiętaj, że wszystko kiedyś przeminie. Nie będzie mnie, ani Ciebie, ani też wszystkich, którzy coś znaczyli w Twoim dotychczasowym życiu. Dlatego jeśli kochasz, to pozwól odejść. Im szybciej, tym lepiej. Nie twierdzę, że to nie będzie bolało, ale warto spróbować, bo przecież "chcesz wierzyć". Ale, czy te słowa coś dla Ciebie znaczą? Czy może są tylko kolejnym pustym, oklepanym hasłem? I dręczy mnie jeszcze jedno pytanie: do czego tak uparcie dążysz? A jeśli wiara okaże się na tyle silna byś poszedł za nią, to co będzie dalej? Czy to, co budowałeś przez tyle lat przetrwa w niezmienionym stanie? Stworzyłeś wokół siebie mur, fortecę nie do zdobycia. Nie wiem, czy zrobiłeś to umyślnie, czy też nie, ale zrobiłeś to wszystko zamykając się w sobie, nie pozwalając innym dotrzeć do Twojego prawdziwego oblicza. Zamknąłeś się przede mną. Ale... czy odmieniłaby Cię miłość? Ciężko mi znaleźć prawdziwą odpowiedź na to pytanie, ale myślę, że miłość potrafi odmienić każdego. Dlaczego? Wydaje mi się, że ta osoba zakorzeniłaby się w Twoim sercu, zapuszczając długie korzenie i nie pozwalając Ci się uwolnić, odejść. A Ty, patrząc na nią z każdym dniem widziałbyś jak bardzo jesteście ze sobą związani. Dwa ciała, jedna dusza. Potęga takiej miłości przetrwałaby wszystko, a Ty w pełni zrozumiałbyś wtedy moje słowa... I kiedy w końcu to odtczytasz nie będzie już mnie przy Tobie, ale proszę żebyś nie próbował mnie szukać. Podjęłam taką decyzję nie bez powodu i jestem w pełni jej świadoma. Mam nadzieję, że kiedy się spotkamy obydwoje będziemy mieli już ułożone życie i będziemy potrafili z sentymentem wspominać czas, który był nam razem dany. Z całego serca życzę Ci abyś jak najszybciej odnalazł osobę, która była Ci przeznaczona... 
Scully powoli odsunęła od kartki długopis, wierzchem dloni ocierając łzy. Nie wiedziała czemu to robiła. Z jednej strony wydawało jej się to absurdalne, ale wiedziała, że musi w końcu podjąć dobry krok. Przeczytała jeszcze raz, to, co napisała. Niektóre rzeczy miała ochotę zmienić, bo wydawało jej się, że Mulder mógłby pomyśleć, że wyjeżdża dlatego, że zamknął się przed nią. A tak nie było. Robiła to nie tylko dla jego dobra, ale dla dobra ich obojga. Doskonale wiedziała, że jeśli spędziłaby tu kolejne lata nie potrafiłaby znaleźć sobie kogoś, osiąść się na stałe, wieść spokojne życie i z tym mężczyzną się zestarzec. Byłaby zbyt mocno - wręcz irracjonalnie - przywiązana do Muldera i to by ją przez długo przy nim zatrzymywało. Wiedziała, że to co ona czuje nie jest odwzajemnione, a po za tym Mulder nie miałby czasu na żadne relacje, bo całym jego życiem było Archiwum X. Miała nadzieję, że jej nagłe odejście zadziała na niego jak kubeł zimnej wody na śpiącego człowieka. Do jednej ręki chwyciła torbę, a drugą zamknęła drzwi. Ledwo unosząc torbę wydostała się z bloku i z ulgą wrzuciła ją do bagażnika swojego samochodu. Sama usiadła na miejscu kierowcy, a na puste siedzenia obok niej rzuciła kartkę z jej eleganckim pismem. Patrząc w lusterko kilka razy przeczesała włosy palcami i przybrała kamienny wyraz twarzy.
Po kilkunastu minutach podjechała pod blok Muldera. Wzięła głęboki wdech, a następnie wysiadła z samochodu i szybkim krokiem weszła do środka. Kiedy znalazła się pod drzwiami jego mieszkania wsunęła pod drzwi kartkę, a następnie wyszła z bloku ponownie wsiadając do swojego samochodu. Napotkanym po drodze przechodniom nie zdradziła wyrazem twarzy żadnych targających nią emocji. Ruszyła wbijając wzrok w drogę i skupiając się na muzyce, która akurat leciała w radiu...
***
Mulder, wykończony po tylu godzinach nieustannej pracy w Archiwum wszedł do mieszkania. W wykonanie tak prostej - z pozoru - czynności jaką było otworzenia i zamknięcie drzwi musiał włożyć niewyobrażalną ilość energii. Pstryknął palcem włącznik do światła, ściągnął płaszcz, a następnie schylił się żeby rozwiązać buta. Wtedy zobaczył elegancko złożona na pół kartkę. Zdziwiony, podniósł ją spodziewając się jakiejś notki od swojego tajnego informatora. Kiedy jednak zobaczył staranne pismo Scully prawie opadła mu szczęka. Zaniepokojony, szybko przeleciał wzrokiem tekst. Następnie rzucił na ziemię dopiero co przeczytany list i wybiegł z mieszkania zapominając o zmęczeniu...
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 14 czerwca 2014

Więź #3

Pierwsze co usłyszała to dźwięk klaksonów. Spojrzała jak pędzące samochody mknęły dalej, a kierowcy nie fatygowali się by zatrzymać się i sprawdzić, czy nic jej się nie stało. Scully, próbując otrząsnąć się z emocji, podjechała wolno na pobocze i zatrzymała silnik wyjmując ze stacyjki klucze. Usiadła prosto na siedzeniu i dzielnie spojrzała na samochód, za którym zaparkowała. Samochód, który był przyczyną jej zachowania. Samochód Muldera. Wysiadła z samochodu i podeszła do niego. Na siedzeniu leżały kluczyki. Odpychając od siebie myśli o tym, jak to możliwe, że nikt tego samochodu po prostu nie ukradł zaczęła zastanawiać czemu Mulder zostawił tak samochód. Wiedziała, że musiał się bardzo spieszyć. Ale dlaczego? To, co widziała stanowiło tylko jeden, kolejny kawałek tej zagadki. Nie zastanawiając się nad tym zbyt długo zanurzyła się w cieniu lasu.
***
- I oto główna droga! - powiedział dumnie Bob uśmiechając się od ucha do ucha.
- Dzięki. - wymamrotał Mulder pod nosem kierując się w lewo.
- Tamten samochód, ten srebrny, to pana? - zapytał go Bob - To nie najlepszy pomysł zostawiać samochód w takim miejscu - dodał.
- Może, ale to nie pana sprawa i byłbym wdzięczny gdyby pan już mnie zostawił. Stąd już raczej trafię - odparł podnosząc z irytacją głos.
- Jak pan sobie życzy, agencie Mulder - usłyszał Mulder za sobą głos przesiąknięty cynizmem. Nie zwracając na niego uwagi szedł dalej. Po chwili odwrócił się z ulgą stwierdzając, że Boba już tam nie ma. Wlepiając wzrok w drogę szedł dalej. Nie potrafił opisać tej mieszanki emocji, która szalała jak burza w nim. Złość, smutek, rozczarowanie i irytacja? Nie, było to zdecydowanie zbyt lekko powiedziane. Zatopiony we własnych myślach wybudził się dopiero gdy zobaczył przed sobą maskę swojego samochodu. Już miał wsiadać do środka kiedy zobaczył drugi samochód zaparkowany kilka metrów dalej. Samochód Scully. Zostawiając drzwiczki otwarte na oścież podbiegł do jej samochodu modląc się żeby zastał ją w środku. Ale wszystkie siedzenia okazały się wolne. Z bezsilności z całej siły kopnął w spory kamień nie zważając na ból, który temu towarzyszył. Wypowiedział kilka przekleństw pod nosem i ruszył z powrotem do swojego samochodu. Kiedy usiadł za kierownicą i spojrzał na siebie w lusterku szcęka mu prawie opadła. Wygłądał okropnie, miał na twarzy pełno błota i siniaków, a włosy były czymś posklejane. Zaraz podziękował Bogu, że jednak w samochodzie nie zastał Scully. Zapewne przejęłaby się tym bardzo, zawiozła go do szpitala martwiąc się - wbrew jego zapewnieniom - o jego życie i wypytując o to, co się stało. A on co by jej powiedział? Że zaprzepaścił wszystko to, o czym marzyła?  A może zachowałby się jak tchórz i próbowałby usprawiedliwiać się patrząc na jej cierpienie? Westchnął ciężko i odpalił silnik ruszając prosto przed siebie.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 7 czerwca 2014

Więź #2

Mulder poczuł, że ktoś go trąca. Gwałtownie uniósł się do pozycji siedzącej i nabrał szybko powietrza. Zobaczył przed sobą twarz starszego mężczyzny. O dziwo, minę miał rozbawioną. Zmarszczył brwi i rozejrzał się wokoło. Powoli przypomnial sobie wszystkie wydarzenia z poprzedniego dnia.
- Niech zgadnę: za dużo pan wypił? - powiedział z uśmiechem mężczyzna - Ale niech się pan nie przejmuje, każdemu się zdarza, nawet takiemu staruszkowi jak ja - dodał widząc zdezorientowaną minę Muldera. Mulder pokręcił przecząco głową podnosząc się z ziemi i optrzepując się.
-Tak się składa, że nic nie wypiłem. Z resztą jakie to ma znaczenie? - wymamrotał do mężczyzny myślami przy tym, co wydarzyło się wczoraj. Minął mężczyznę i pokierował się na wprost przed siebie nie zastanawiając się nawet nad tym, gdzie idzie. 
-Nie tak szybko! - usłyszał za sobą głos - Z całym szacunkiem, ale twierdzi pan, że nic pan nie wypił, ale idzie pan w zupełnie złym kierunku - Mulder zatrzymał się i westchnął ciężko. Tłoczące się w jego głowie myśli uniemożliwialy mu nawet logiczne myślenie. Odwrócił się i spojrzał na mężczyznę. Na twarzy miał nadal złośliwy uśmieszek. Po chwili namyślenia wyjął z kieszeni odznakę i bez słowa pokazał ją mężczyźnie. Patrzył jak kolory na jego twarzy gwałtownie się zmieniają.
-Prowadziłem tu w nocy śledztwo - skłamał
-No, no muszę przyznać, że zaskoczył mnie pan - wydusił wyraźnie zdziwiony mężczyzna - Mogę wiedzieć w jakiej sprawie? - dopytywał się
-Nie mogę powiedzieć, to tajemnica - wyjaśnił krótko - Zaprowadzi mnie pan do głównej drogi?
- Jasne. Przy okazji - jestem Bob - przedstawił się mężczyzna
-Agent Mulder - dodał Mulder. Jego twarz pozostała nadla kamienna a myślami nadal był przy wydarzeniach z nocy.
Bob, widząc, że Mulder nie jest ani trochę skory do rozmowy przez resztę drogi się do niego nie odzywał.
***
Scully postanowiła zrobić sobie kilka dni wolnego żeby wszystko sobie pokukładać. Kiedy informowała o tym Skinnera on nie krył zdziwienia. Pierwszy raz było tak, aby Archiwum zostawało puste. Zawsze któreś z nich było w pracy. Jednak widząc zmęczenie Scully bez wahania zgodził się na urlop. Siadając na swojej kanapie Scully zastanawiała się nad tym, co ze sobą zrobić. Gdyby wyłączyła racjonalne myślenie zapewne pojechałaby szukać Muldera. Ale wiedziała, że nie może kontrolować go na każdym kroku , że musi dać mu wolność. On miał swoje życie, a ona swoje. Po za tym przecież nie łaczyło ich nic prócz przyjaźni. W końcu postanowiła, że pojedzie do swojej matki i oderwie sie od hałasu Waszyngtonu. Pół godziny później była już spakowana i wsiadała do samochodu. Ruszyła puszczając relaksującą muzykę. Starała się się skupiać swoją uwagę tylko na trasie i na muzyce, ale chwilami myśli wymykały jej się spod kontroli jak piasek wyślizgujący się z palców. W końcu wyjechała z zatłoczonego miasta i pozwoliła sobie przyśpieszyć. Wyjechała zza zakrętu i... serce podskoczyło jej do gardła. Bez zastanowienia, z całej siły nacisnęła hamulec.
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 31 maja 2014

Więź #1

Mulder biegł przez las co chwila potykając się o kamienie i zahaczając płaszczem o gałęzie. Z czoła spływały mu małe kropelki potu, ale biegł dalej. Nie mógł stracić owego światła z oczu choć tak naprawdę wiedział, że i tak nie ma szans dogonić go. Znowu miał to uczucie, którego nienawidził, które było dla niego tysiące razy gorsze niż strach. Uczucie bezsilności. Dokładnie tak samo czuł się tamtej nocy, sprzed lat kiedy wydawało mu się, że stracił wszystko. Nie potrafił pojąć jak to możliwe, że znowu traci to "wszystko"...
***
Scully miarowo stukała w drzwi mieszkania Muldera. Westchnęła ciężko i zastanawiała się co też równie ciekawego robi jej partner, że nie może jej otworzyć . Od dwóch tygodni tylko raz odebrał telefon twierdząc, że wziął urlop. Scully zrezygnowała z pukania widząc, że to nie przynosi skutku i wyciągnęła z torebki klucz. Włożyła go do zamku i układała sobie w głowie dalsze scenariusze. Kiedy otworzyła w końcu drzwi musiała przymknąć oczy bo poczuła ostry, zimny powiew wiatru na twarzy. Jedną ręką zasłoniła sobie twarz, a drugą z całej siły trzasnęła drzwiami. Rozchyliła powieki i zobaczyła otwarte na oścież okno. Podbiegła do niego i szybko je zamknęła. Kiedy nie czuła już mroźnego powiewu rękami ułożyła włosy i rozejrzała się po mieszkaniu. Wszędzie panował straszny bałagan, gorszy niż zazwyczaj. Muldera, ani śladu. Scully zmarszczyła brwi i weszła do sypialni. Na łóżku wszędzie porozwalane były ubrania, ale Scully coś nie pasowało. Podeszła bliżej i rozróżniła dziecięce ubrania. Poczuła, że kręci jej się w głowie. Wszystkie myśli jej wirowały, ale jedna wybijała się ponad wszystkie : Mulder był od kilku lat ojcem dziecka, ale nie puścił pary z ust. Scully próbowała zwalczyć tą myśl tłumacząc sobie, że to najbardziej iracjonalna z nich wszystkich. A z resztą... Nawet gdyby - jakimś cudem - okazała się prawdziwa, to co ją to mogło obchodzić? Była tylko jego partnerką...
***
Jasne dotąd światło na dobre zniknęło z tła ciemnego nieba. Mulder, wykończony, spojrzał z żalem w kierunek, w którym jeszcze niedawno widniało światło. Osunął się na wilgotną leśną ściółkę starając się wyrównać oddech i wszystko przemyśleć. Zaledwie dwa tygodnie temu, kiedy znalazł ją w tym lesie był pewien, że ją odzyskał. Była jak zamrożona - od czasu gdy zniknęła po raz pierwszy nie zmieniła się, ani trochę. Chciał ją zabrać do matki, ale było już za późno. Wyobrażał sobie minę jego matki, gdy zobaczyłaby utraconą córkę. Mulder przymknął oczy wsłuchując się w miarowe kołysanie się koron drzew...
CIĄG DALSZY NASTĄPI

sobota, 17 maja 2014

Szaleństwo Dzielone na Dwoje #4

Kochając nigdy nie trcisz... Tracisz tylko wtedy, gdy wszystko zatrzymujesz dla siebie.
***
Scully gwałtownie otworzyła drzwi do gabinetu Skinnera. Wicedyrektor szybko uniósł wzrok i spojrzał na siadającą na krześle przed jego biurkiem Scully. Na twarzy malowały mu się przeróżne uczucia. Zauważyć można było gniew, ale też rozczarowanie kończąc na współczuciu. Scully cierpliwie czekała aż Skinner się odezwie, ale w końcu sama rozpoczęła rozmowę nieco zmieszana jego zachowaniem. -Wzywał mnie pan - zaczęła bacznie obserwując jak twarz Skinnera ponownie nabiera normalnych kolorów. -Tak, rzeczywiście. Chciałem z panią...omówić zachowanie agenta Muldera - powiedział dość ostrym tonem -Nie sądzę żeby było tu cokolwiek do wyjaśniania, proszę pana - odparła szybko, marszcząc jednocześnie brwi, chcąc mu pokazać, że jest zdziwiona tym, co jej powiedział - Agent Mulder...nie pogodził się z takim zakończeniem sprawy. Jest wyraźnie przekonany, że jest w tej sprawie wiele do zbadania i nic nie jest jeszcze klarowne... - powiedziała szybko - Poniekąd się z nim zgadzam... - dodała po chwili ciszy i spuściła wzrok. Czuła na sobie spojrzenie Skinnera. -Jakie działanie zatem proponuje agent Mulder? - usłyszała głos szefa -Agnet Mulder twierdzi, że powinniśmy zrobić jeszcze sekcję zwłok zakładnika - odparła Scully ponownie prostując się i patrząc odważnie w oczy Skinnerowi. -Agentko, Scully to jest absurd! - oburzył się - Zakładnik został zabity karabinem! Autopsję wykonuje się kiedy przyczyna śmierci jest niewiadoma! A tutaj jest wszystko jasne! - powiedział szybko wściekłym tonem. Scully nadal patrzyła na niego tak samo jak wcześniej. Jej twarz pozostała kamienna. -To wszystko, może pani już iść - powiedział kiedy opanował się. Scully posłusznie wstała i nie wypowiadając ani słowa skierowała się w stronę drzwi. Słyszała jak Skinner mamrocze coś pod nosem. LABORATORIUM PATOLOGII, FBI, QUANTICO Zakładając na siebie biały fartuch i wsuwając na dłonie białe rękawiczki zastanawiała się co tu właściwie robi. Zgadzała się z Mulderem w tym, że sprawa nie powinna być jeszcze zamknięta, ale w kwestii autopsji rację przyznawała Skinnerowi. Poczuła, że zaczyna ją głowa boleć. Zawołała swojego asystenta i kazała mu przeprowadzić za nią sekcję. Sama oparła się o blat szafki i obserwowała jak młody mężczyzna przeprowadza sekcję. Patolog zaczął od ustalenia czasu zgonu. -Mężczyzna poniósł śmierć około trzech dni temu... - mówił. -Przepraszam! - odezwała się Scully - Ten mężczyzna zginął zaledwie kilka godzin temu... - powiedziała zmieszana. Podeszła bliżej stołu. -To niemożliwe... - odparł - Proszę spojrzeć. Ciało zaczęło już się rozkładać... - Tak jakby ten człowiek nie żył już na kilka dni przed swoją śmiercią... Mulder szybko wsiadł do swojego samochodu i popędził za kobietą. Doganiając ją wyłączył światła i zachował stosowną odległość. Kiedy podjechał pod dom samochód kobiety stał już przed na podjeździe, a w domu paliło się światło. Mulder zatrzymał samochód i wybiegł z niego. Kiedy podchodził do domu przez sekundę usłyszał w głowie głos rozsądku. Może to co robi jest absurdalne? Przystanął na chwilę i zawiesił wzrok na domu. Potrząsnął głową wmawiając sobie, że to, co robi jest słuszne. Podszedł pod okno domu i spojrzał przez nie do środka. Wszystko wydawało się zwyczajne. Pomieszczenie było niewielkie, ale w sam raz na przeciętną amerykańską rodzinę. Tyle, że jedyną osobą jaką widział to była owa kobieta, która wcześniej kręciła się wokół domu Lamberta. Kobieta tępo wpatrywała się w telewizję. Mulder zwrócił szczególną uwagę na jej oczy : ani razu nie mrugnęła, ani nie odwróciła wzroku od telewizji. Siedziała sztywno oparta o oparcie kanapy. Nagle, za nią Mulder ujrzał zbliżającą się do niej istotę. Mulder zaczął krzyczeć, stukać w szybę, ale kobieta ani drgnęła. Wyjął pistolet i zbił nim szybę, ale i tym razem nie doczekał się reakcji z jej strony. Pobiegł szybko w kierunku drzwi. Chwycił z całej siły za klamkę, ale były zamknięte. Nie mając wyboru, wyważył drzwi i wbiegł do mieszkania. Jednak kiedy dotarł do salonu zamiast kobiety zobaczył zombie... -Proszę jakoś wytłumaczyć swoje zachowanie agencie Mulder! - powiedział gniewnym tonem Skinner. Obok niego siedział Pincus i kobieta. Cała trójka mierzyła wzrokiem Muldera. Mulder zastanawiał się co powiedzieć. Teraz już wiedział jak musiał się czuć Gary Lambert, gdy chciał wszystkich ostrzec. Kobieta wykorzystała tą chwilę ciszy. -Pański agent niczym wariat wtargnął do mojego domu! - zwróciła się do Skinnera -Skinner, musisz mnie wysłuchać! - krzyknął Mulder uprzedzając Skinnera. Nastała cisza i wszyscy ponownie zwrócili swój wzrok na Muldera. -Dziękuję - powiedział ciszej - Obecny tutaj Grag Pincus zawładnął duszą tej kobiety. Gdyby tak nie było ona sama oskarżałaby teraz Pincusa, tak jak ja - Mulder skierował falę swoich oskarżeń w jego stronę. Pincus odwrócił się w stronę Skinnera. -Wiem, że agent Mulder wiele przeżyl w ciągu ostatnich dni, dlatego nie zamierzam go o nic oskarżać. Proponuję zamknięcie sprawy - oświadczył ze stoickim spokojem. Wtedy Mulder ujrzał jak upiorna bestia zbliża się w stronę szefa. Bez sekundy namysłu zerwał się z krzesła i rzucił się na Pincusa, lecz Skinner w jednej chwili unieruchomił podwładnego. SZPITAL PSYCHIATRYCZNY CALUMET MERCY, CHICAGO Scully niemalże biegiem weszła do szpitala. Niedawno została powiadomiona przez Skinnera, że Mulder został tu przywieziony. Scully nie mogła w to uwierzyć. Choćby nie wiadomo co nie była gotowa uwierzyć, że Mulder jest chory psychicznie. Była pewna, że jeśli rzucił się na Pincusa to miał ku temu ważny powód. Pielęgniarka zaprowadziła ją do sali, w której leżał Mulder. Kiedy weszła on wzrok miał wetknięty w sufit, nie spojrzał na nią. Był przypięty do łóżka, jak więzień kajdankami w więzieniu. Do oczu napłynęły jej łzy. Wzięła się w garść i podeszła do jego łóżka. Po chwili wahania delikatnie wsunęła swoją dłoń w jego. W tym momencie Mulder odwrócił głowę i spojrzał jej w oczy. Przez kilka chwil nic nie mówili tylko patrzyli tak na siebie. - Scully ja... - zaczął Mulder nie wiedziąc co powiedzieć - nie jestem aż tak szalony - dokończył ciszej - Musisz mi uwierzyć bo nikt inny na tej całej cholernej planecie tego nie zrobi... - mówił patrząc błagalnie - Jesteś jedyną na pięć miliardów - dodał po chwili wahania. Patrzył na nią, czekając na jakąś reakcję i zastanawiając się jak ona zrozumie jego słowa. Scully, zmieszana spojrzała w dół na ich dłonie. Po chwili zdecydowała się na przerwanie ciszy. -Nie uważam, że jesteś szalony, Mulder. Zrobiłam sekcję zwłok tego zakładnika. Pomimo, że nie żyje od dawna, jego ciało zaczęło się już rozkładać, tak jakby był już martwy przed swoją śmiercią. -Zrobiłaś tą sekcję pomimo, że tego nie chciałaś - powiedział Mulder łagodnym tonem - Zrobiłam to bo mnie o to prosiłeś - tłumaczyła unikając jego wzroku. Mulder, widząc, że Scully czuje się niekomfortowo oderwał od niej wzrok. -Muszę cię poprosić o jeszcze jedną przysługę - powiedział - Zbadaj kark tego człowieka - w normalnych okolicznościach Scully pewnie dopytywałaby się po co miałaby to robić, ale tym razem po prostu ścisnęła jego dłoń i odwróciła się kierując się w stronę drzwi. W samochodzie Scully nie mogła unikać (niechcianych) myśli o tym, co powiedział jej Mulder. Wiedziała co miał na myśli, ale nie mogła zapomnieć jego przeszywającego ją wzroku. Kiedy chociaż na chwilę zamknęła oczy widziała go i w jej głowie rozbrzmiewały jego słowa. Za każdym razem, gdy tak się działo Scully odpychała od siebie te myśli starając się zająć swój umysł czymś bardziej racjonalnym i mówiła sobie, że Mulder miał na myśli tylko i wyłącznie to, że jest jedyną osobą, która może mu uwierzyć. Tylko to, nic więcej. Muldera irytowały te wszystkie godziny spędzone samotne. Jasne, nie raz siedział w domu zupełnie sam przez dłuższy okres czasu, ale wtedy zawsze zajmował sobie myśli czymś takim jak telewizją, albo przeglądał jakieś stare akta. Albo chociaż patrzył przez okno na przejeżdżające samochody odbijając jedną ręką piłkę do koszykówki. Ale teraz był zupełnie unieruchomiony, w sali nie było nic, na czym mógłby zawiesić wzrok. A myśli bładziły mu w stronę Scully. Co sobie o nim pomyślała? Czy rozgryzła go, zrozumiała o co mu, wbrew pozorom, chodziło? Westchnął ciężko i czekał aż coś się wydarzy. Wieczorem odwiedziła go pielęgniarka. Sprawdziła dokładnie czy jest mocno przypięty i dała mu zastrzyk. Mulder nie zauważył, że kobieta na karku ma dwa przekłucia...Kiedy wyszła i zgasiła światło Mulder zobaczył za oknem upiora. Wiedząc, że jest unieruchomiony i bezbronny zaczął krzyczeć w niebogłosy. Do pomieszczenia wpadła zapalając światło pielęgniarka. -Uspokój się! - skarciła go - Nic ci tu nie grozi! - dodała uchylając okno - Co robisz?! - zapytał z przerażeniem Mulder - Przyda ci się trochę świeżego powietrza - odparła spokojnie. Pomimo protestów Muldera kobieta wyszła z pomieszczenia gasząc światło i zamykając za sobą drzwi. Mulder znów ujrzał stwora, tyle, że teraz on był już w sali. Mulder ponownie zaczął wołać o pomoc. Scully wbiegła do szpitala. Na karku zakładnika odkryła ukłucia, tak jak przepowiedział Mulder. - W czym mogę pomóc? - zapytała kobieta na recepcji -Ja przyszłam do mojego partnera... - zaczęła tłumaczyć Scully, ale pielęgniarka jej przerwała. -Proszę pani, czas odwiedzin już minął... - Scully już miała coś powiedzieć, ale wtedy, nagle, zamiast pielęgniarki zobaczyła zombie! Usłyszała krzyk Muldera. Bez zastanowienia pobiegła w stronę sali, po drodze wyjmując pistolet. Kiedy wbiegła do pomieszczenia zobaczyła upiora zbliżającego się do Muldera. Szybkim ruchem strzeliła w jego stronę i patrzyła jak stwór, martwy spada na podłogę. Podbiegła szybko do Muldera i drżącymi rękami odpieła go od łóżka. - Scully... - zaczął mówić Mulder, ale ona szybko mu przerwała. - Nie teraz! Musimy się stąd jak najszybciej wydostać! - powiedziała. Kiedy już pomogła mu się odpiąć chwyciła go za rękę i oboje wybiegli z sali. Po drodze zobaczyli biegnącą w ich stronę pielęgniarkę - zombie. Scully bez namysłu również i w jej stronę strzeliła. Obydwoje wybiegli ze szpitala i wsiedli do samochodu Scully odjeżdżając jak najszybciej. Kiedy oddalili się już od szpitala Scully starała się wyrównać oddech i skupić się nad panowaniu nad kierownicą. Czuła na sobie wzrok Muldera. -Cholera, Mulder nie pomagasz mi! - krzyknęła do niego. Kątem oka zauważyła, że posłusznie oderwał od niej wzrok. Scully automatycznie poczuła wyrzuty sumienia. Przez resztę drogi żadne z nich się nie odezwało. Kiedy dotarli pod mieszkanie Muldera wysiedli z samochodu i poszli do jego mieszkania. Mulder zamyknął za sobą drzwi,a. Następnie usiadł obok Scully na kanapie. Scully cały czas drżała. - Miałeś rację, Mulder. Przez ten cały czas miałeś rację - powiedziała cicho - To już bez znaczenia... - odparł walcząc z sobą aby nie przytulić jej do siebie i uspokoić. Scully pokręciła głową. Po jej policzkach potoczyły się łzy. Tym razem Mulder nie protestował i objął. Ona wtuliła się mocniej w niego i oparła głowę na jego ramieniu. - Pamiętasz...to co ci powiedziałem w szpitalu? - szepnął jej do ucha - Chodziło mi o coś znacznie więcej... - dodał - Wiem - odparła przyciągając go mocniej do siebie. Mulder odsunął ją delikatnie od siebie i odnalazł jej usta swoimi. Scully poczuła na sobie falę gorąca. Gdzieś tam przebijał się przez nią głos rozsądku, ale tym razem nie miała na tyle silnej woli żeby go posłuchać. Cała poddała się Mulderowi na tyle, żeby mógł zrobić z nią wszystko... Bo tak miało być i nikt, ani nic nie mogłoby teraz tego zmienić... Ale... Co będzie jutro?

poniedziałek, 12 maja 2014

Szaleństwo Dzielone na Dwoje #3

Na wstępie chciałabym przeprosić, że nie dodawałam nic przez cały tydzień, ale naprawdę nie miałam jak wcisnąć to w swój plan. Na szczęście wakacje szybkimi krokami się zbliżają i wtedy na pewno znajdę więcej czasu na pisanie. W tej chwili mogę od razu zapowiedzieć, że opowiadania będą pojawiały się cyklicznie - raz w tygodniu, w weekend (prawdopodobnie piątek lub sobota).  Tymczasem zapraszam do czytania, a potem pisania komentarzy.
Lambert w jednej chwili obrócił głowę i wściekłym wzrokiem spojrzał na Muldera. Starając utrzymać z nim kontakt wzrokowy, Mulder zastanawiał się gorączkowo nad tym co zrobić. Nie miał szans na wyjęcie pistoletu i ataku. Lambert trzymał w ręce wielki karabin i jednym ruchem mógł pozabijać wszystkich na sali. Gary podszedł szybko do Muldera i wyrwał mu telefon, a co ważniejsze, pistolet. W tej chwili Muldera oblał zimny pot. Zawsze powtarzał sobie, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Teraz pozostawała mu już tylko nadzieja, że akcja funkcjonariuszy się powiedzie...
Nagle na Lamberta skoczyła jedna z osób siedzących na sali. Mulder zerwał się z podłogi i chciał podbiec i odciągnąć tego mężczyznę od Gary'ego, być może kosztem własnego życia. Ale nie zdążył. Lambert szybkim ruchem skierował karabin do zakładnika i otworzył na niego ogień. Człowiek w jednej chwili osunął sie na podłogę zostawiając wokół siebie kałużę szkarłatnej krwi. Wywołało to zamieszanie i panikę wśród ludzi. Jedni krzyczeli, inni się modlili, a jeszcze inni wzrokiem szukali miejsca, przez które mogliby uciec.
-Cisza! - rozległ się krzyk Lamberta. W jednej chwili wszyscy w przerażeniu spojrzeli na niego - Zabiłem tego - z pozoru - człowieka, bo on w rzeczywistości był zombie, któremu dyrektor Pincus dał znak aby mnie zaatakować. Abym nie mógł dać swiadectwa prawdzie! - Mulder szybko przejął pałeczkę
-Zatem może wypuścisz tych, co do których nie masz wątpliwości, że nie są potworami? - zareagował Mulder starając się, aby jego taktyka okazała się skuteczna. Gary otworzył usta aby coś powiedzieć, gdy po raz kolejny zadzwonił telefon Muldera. Tyle, że tym razem był w ręce Lamberta.
-Odbierz go - powiedział bez zastanowienia Mulder obserwując jednocześnie każdy ruch porywacza. Gary, nie mówiać nic przyłożył telefon do ucha.
Scully wiedziała, że szansę na to, aby Mulder odebrał od niej telefon są znikome. Nie potratrafiła jednak stać bezczynnie i czekać spokojnie aż coś się wydarzy. Za drugim razem połączenie zostało odebrane. Ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć usłyszała w słuchawce czyiś głos.
- Jeśli pozwolicie mi powiedzieć coś przed kamerą, coś co kilka milionów ludzi obejrzy wypuszczę zakładników - jednym tchem wydusił porywacz, a następnie rozłączył się. Wokół Scully zdążyła się zebrać grupka kilku funcjonariuszy. Scully wyjaśniła im krótko czego chce Lambert, a następnie podłączyła telefon do małego głośniczka i próbowała ponownie dodzwonić się do Gary'ego.
Kilkadziesiąt minut później zjawiła się telewizja. Gary wpuścił ich do budynku i ustawił się przed kamerą. Był cały spocony i wydawałoby się, że aż pieni się ze złości, ale w jego oczach było widać strach i determinację, czyli bardzo ludzkie uczucia. Scully wiedziała, że ten mężczyzna nie jest typowym zimnokrwistym porywaczem i zabójcą. Za jego zachowaniem wyraźnie kryło się coś więcej niż możnaby zauważyć na pierwszy rzut oka. Lambert czekał cierpliwie, aż w końcu kamerzyści ustawią sprzęt.
-Jesteśmy już gotowi - powiedział operator - Niech pan mówi
-To o czym teraz powiem jest niezwykle ważne i od tego, czy zostanę wysłuchany zależą życia ludzkie - rozpoczął starając się przybrać dość pewny ton, ale co kilka chwil jego głos drżał - Wśród zgromadzonych tutaj pojawił się potwór! - krzyknął wskazując na Pincusa. Operator posłusznie skierował kamerę w stronę dyrektora - Jego plan jest bardzo przebiegły, niewidoczny dla każdego. Ale ja zostałem obdarzony jakąś wyższą Siłą, która pozwala mi dostrzec jego prawdziwą postać i prawdziwą postać jego ofiar... - w jednej chwili przerwał swój monolog i skierował swój karabin w stronę Muldera. Reakcja funkcjonariuszy była natychmiastowa. Swoim opancerzonym wozem przebili ścianę budynku i wtargnęli do środka. Lambert szybkim ruchem sięgnął po karabin i otworzył ogień. Oni jednak go uprzedzili. Gary, ledwie żywy, osunął się na podłogę. Mulder podbiegł do niego, gdy nagle... zobaczył jak z budynku wybiega upiór. Z niedowierzaniem pokręcił głową starając wmówić sobie, że po tym całym szaleństwie po prostu mu się przewidziało. Coś w rodzaju szoku pourazowego. Pochylił się nad rannym Lambertem.
-Teraz już wiesz - szepnął Gary pustym, zarazem smutnym głosem i zamknął oczy. Mulderowi zakręciło się w głowie. Skąd Lambert wiedział o tym? Oparł się o ścianę i przymknął oczy starając się oddychać głęboko.
-Mulder? Mulder nic ci nie jest? - usłyszał znajomy głos. Wolno rozchylił powieki by ujrzeć przed sobą zatroskaną twarz partnerki. Rozejrzał się wokoło. Widział jak bandażują głowę Pincusowi, jak wynoszą ciało Lamberta. Ponownie przeniósł wzrok na Scully. Odepchnął się jedną ręką od ściany i mijając ją powiedział:
-Nic mi nie jest - Scully odwróciła się za nim i patrzyła jak Mulder podchodzi do dyrektora.
Cały on - pomyślała wzdychając.
-Jest pan w stanie chwilę ze mną porozmawiać? - zapytał Mulder siadając obok Pincusa.
-Jasne - odparł wzruszając ramionami i poprawiając sobie bandaż na głowie.
-Chciałbym uzyskać trochę więcej informacji na temat Gary'ego Lamberta...
-Niestety niewiele mogę panu powiedzieć, agencie Mulder. Ledwie znałem tego człowieka - stwierdził dyrektor - Mulder wstał, wiedząc jednocześnie, że Pincus nie mówi do końca prawdy. Gary Lambert od wielu lat współpracował z Pincusem...
***
KWATERA GŁÓWNA FBI, WASZYNGTON
Mulder siedział w biurze i tępo wpatrywał się w swój plakat. Nie dawały mu spokoju słowa "kryje się w świetle" i to co widział zaraz po zastrzeleniu Lamberta.
-Mulder? - wyrwała go z myśli Scully
-Scully, wiem co sobie pomyślisz, ale jestem przekonany, że Pincus w jakiś sposób jest związany z tą sprawą...
-No cóż, Mulder, szczerze mówiąc, omamy, jakich doświadczał Lambert mogły mieć podłoże hipnotyczne. Istnieją owady, które wywołują podobne skutki. Lambert prawdopodobnie cierpiał na agnozję wzrokową.
-Ja... zaraz po tym jak Gary został postrzelony... również widziałem tego stwora... - wyznał stopniowo sciszając głos i spuszczając lekko głowę. Czuł, że Scully chce coś powiedzieć więc uprzedził ją - Zrób sekcję zwłok postrzelonego przez Lamberta zakładnika. Może wtedy dowiemy się czegoś więcej - powiedział kierując się w stronę wyjścia.
-Mulder, sprawa już zamknieta, autopsja nic nowego nie wniesie! - krzyknęła za nim.
***
REZYDENCJA GARY'EGO LAMBERTA, OAK BROOK, LLINOIS
Mulder po cichu wkradł się do mieszkania Lamberta, mając nadzieję, że znajdzie coś co pomoże mu choć trochę bardziej zrozumieć wydarzenia z ostatnich dni. Wszedł do jednego z pomieszczeń. Na biurku znalazł małą mapkę. Przyjrzał się jej dokładnie i zorientował się, że były to trasy, którymi podróżował Pincus, kolejne firmy, w których pracował. Nagle, przez okno jego uwagę zwróciła jakaś kobieta kręcąca się wokół domu. Szybko wybiegł przez główne wejście, ale kobieta właśnie w tym momencie odjechała z piskiem opon. Mulder nie wiedział jednak, że razem z nią był Pincus...
CIĄG DALSZY NASTĄPI

piątek, 2 maja 2014

Szaleństwo Dzielone na Dwoje #2

Oto druga część serii "Szaleństwo Dzielone na Dwoje". Miłego czytania ;)
Po chwili z gabinetu wyszła Nancy. Gary nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Dyrektor zamienił ją w zombie! Potrząsnął z niedowierzaniem głową. To nie mogła być prawda. Sam już nie wiedział, czy to tylko jego przewidzenia, czy faktyczny stan koleżanki. Rozejrzał się po sali. Ze zdziwieniem stwierdził, że nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi na Nancy, tak jakby nie widzieli tego co on...
Mulder usłyszał swój dzwoniący telefon. Szybko go odebrał.
-Mulder, to ja - usłyszał w słuchawce znajomy głos.
-Znalazłaś coś? - zapytał z nadzieją
-Tak - odpowiedziała, co Mulder przyjął z ulgą - Słowa "kryje się w świetle" wypowiedział kiedyś proboszcz pewnej parafii. Uważał on, że jeden z wiernych w rzeczywistości jest potworem z piekła rodem. Podczas niedzielnej mszy wyciągnął broń i zaczął strzelać do parafian. Po całym zajściu popełnił samobójstwo - wyjaśniła
-Dzięki, Scully, na pewno się przyda - powiedział szczerze
-Nie ma sprawy - odparła
Kiedy skończyli rozmowę, Mulder, bogatszy o nowe informacje, bez wahania udał się ponownie do firmy
Vinyl Right. Na korytarzu spotkał Gary'ego Lamberta, gdy ten nagle wyciągnął z kieszeni broń i skierował ją w stronę Muldera.
-Nie ruszaj się bo strzelę - krzyknął Lambert
-Spokojnie. Nigdzie się nie wybieram - powiedział zdezorientowany Mulder unosząc lekko ręce do góry. Garry opanował resztę pracowników budynku. Wszystkich zamknął w jednej sali, grożąc im karabinem.
-Agentka Scully? - Scully usłyszała głos jakiegoś mężczyzny w słuchawce
-Tak, przy telefonie - powiedziała zastanawiając się, czego ten człowiek mógł od niej chcieć
-Dzwonię z Chicago. Chodzi o agenta Muldera - zaczął wyjaśniać mężczyzna. Scully zmiękły nogi. Zastanawiała się co też nierozważnego znów zrobił Mulder - Został porwany przez jednego z pracowników firmy Vinyl Right i wraz z wieloma innymi osobami jest przetrzymywany w siedzibie firmy jako zakładnik - dokończył. Scully zrobiło się słabo. Jej zaniepokojenie zamieniło się w paniczny strach o życie partnera
-Przylecę pierwszym samolotem - powiedziała szybkim, ale drżącym głosem i rozłączyła się nie czekając na odpowiedź. Zebrała kilka najważniejszych rzeczy do torby i wybiegła z domu. Na lotnisku dowiedziała się, że najbliższy lot do Chicago będzie dopiero za dwie godziny. Scully kłóciła się z kasjerką, tłumaczyła powagę sprawy, ale nic nie zdziałała. Pozostało jej tylko czekać. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Musiała się powstrzymywać od tego, żeby nie rwać sobie włosów ze strachu. Co kilka minut dzwoniła do mężczyzny i pytała się o stan sprawy. Było bez zmian. W końcu wsiadła na samolot. Siedząc w nim było jeszcze gorzej niż czekając na lotnisku. Nie mogła zadzwonić do mężczyzny żeby być ze wszystkim na bieżąco. Ale te najdłuższe godziny w życiu Scully w końcu minęły. Kiedy dotarła na miejsce udawała opanowaną, choć w środku czuła, że serce podchodzi jej do gardła. Człowiek, z którym Scully rozmawiała - prowadzący akcję przedstawił jej sprawę ze szczegółami.
-Lambert zamknął się z zakładnikami w kafeterii. Akcję znacznie utrudnia położenie tego pomieszczenie, gdyż są tam tylko jedne drzwi, co więcej: nie ma tam żadnych okien - wyjaśnił
-Może i jest trudno, ale musimy wydostać stamtąd zakładników, wśrod nich jest mój partner... - zaczęła mówić Scully, ale przerwała, bo zdała sobie sprawę, że mówi nie do końca logicznie. Wiedziała, że musi udawać opanowaną.
Mulder rozejrzał się po pomieszczeniu. Zakładników jest naprawdę dużo - pomyślał. Panowała cisza. Na początku wszyscy panikowali i wołali o pomoc, ale Gary groził im, więc w końcu się uciszyli. Mulder musiał długo uspokajać kobietę siedzącą obok niego, tłumacząc jej, że jeśli będzie spokojna, to wszyscy wyjdą z tego cało. W końcu Lambert odezwał się przerywając ciszę.
-Dyrektor Pincus w rzeczywistości jest potworem zamieniającym ludzi w zombie. Niektórzy z was już nimi są, ale nie wiem dokładnie którzy...
Funkcjonariusze wymyślili plan przejęcia zakładników.
-Wykorzystamy szyby wentylacjyjne żeby dostać się do pomieszczenia - wyjaśnił prowadzący akcji Scully. Modliła się żeby się udało...
Nagle Lambert przerwał swoje przemówienie. Mulder obserwował jak Gary zrywa się na równe nogi i strzela w sufit.
Scully obserwowała wszystko z niepokojem. Kiedy z budynka rozległy się strzały i funcjonariusze cofają się jak poparzeni, Scully bez zastanowienia się podbiegła w ich stronę.
-Jest ktoś ranny?! - zawołała
-Dzięki Bogu, nie - usłyszała z ulgą
Mulder postanowił wykorzystać zamieszanie i sięgnął ręką po broń. Odpiął delikatnie kaburę i już miał z niej wyjąć pistolet, kiedy zadzwonił jego telefon.
CIĄG DALSZY NASTĄPI